Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Abp Nossol: Schematami typu katolik-Polak, protestant-Niemiec dziś operować nie można

BISKUP ALFONS NOSSOL
REPORTER
Udostępnij

„Bez nieustannego podejmowania posługi jednania nie można być autentycznym chrześcijaninem”.

Z arcybiskupem Alfonsem Nossolem – biskupem emerytem diecezji opolskiej, przyjacielem papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI – rozmawia Małgorzata Bilska.

Małgorzata Bilska: Czy ekumenizm jest nam koniecznie potrzebny do zbawienia?   

Abp Alfons Nossol: Jeżeli ktoś nie akceptuje ekumenizmu, to znaczy, że nie realizuje Testamentu Chrystusa: „Aby jedno stanowili” (J 17, 21). Bez pojednania realizowanego w Chrystusie, nie ma żywego zjednoczenia z Nim. W Drugim Liście do Koryntian (2 Kor 5,18) Apostoł Narodów przypomina o tym, że nam chrześcijanom została zlecona posługa jednania. Jej istotnym wyrazem jest ekumenizm.

Jan Paweł II w encyklice „Ut unum sint” ekumenizm określił jako „imperatyw chrześcijańskiego sumienia”. Bez nieustannego podejmowania posługi jednania nie można być autentycznym chrześcijaninem.

Pierwsze skojarzenie to imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta. 

Zapytałem o to sformułowanie Jana Pawła II. Odpowiedział mi: „Określenia imperatyw użyłem w encyklice istotnie w kantowskim znaczeniu jako etyczne zobowiązanie”. Niestety, wielu posług zleconych nam przez Chrystusa, skonkretyzowanych jednoznacznie w Piśmie Świętym, nie bierze się dziś do końca serio.

W pewnych kręgach dotyczy to także ekumenizmu. Ojciec Święty Jan Paweł II był zawsze bardzo konsekwentny w swoich działaniach na rzecz ekumenii. Zdecydowanie przyczynił się do pogłębienia, zdynamizowania i rozwoju ekumenizmu.

Jeśli ekumenizm jest nakazem etycznym, trzeba go uwzględniać w rachunku sumienia. Spowiadać się z jego realizacji. Jednak dla wielu katolików jest czymś w rodzaju fanaberii intelektualistów, wymysłu Soboru Watykańskiego II.

Choćbym tylko miał na uwadze zdanie św. Pawła o „posłudze jednania”, to – jak już o tym wspomniałem – bez jej podejmowania nie ma autentycznie chrześcijańskiego życia. Naukowe, teologiczne stwierdzenie Jana Pawła II o tym, że ekumenizm jest „imperatywem chrześcijańskiego sumienia” wyraża istotny obowiązek ekumenicznego otwarcia spoczywający na każdym wierzącym w Chrystusa. Podejmując „posługę jednania” wypełniamy wolę Chrystusa.

W książce „Miałem szczęście w miłości” Ksiądz Arcybiskup dostrzega duży opór przed ekumenizmem. Jak więc ekumenizm realizować w praktyce?

Praktyczna realizacja ekumenizmu wiąże się z miłością bliźniego i ze zrozumieniem jego inności. Wymaga pogodzenia się z faktem, że my chrześcijanie, choć wierzymy inaczej, nie wierzymy przecież w „Innego”. To właśnie Ten, w którego jako chrześcijanie wierzymy, jest decydującym wspólnym mianownikiem dla wszystkich chrześcijan i dla ludzi dobrej woli.

Co to znaczy?

Oznacza to, że jako chrześcijanie wierzymy w jednego Boga objawionego w pełni w Jezusie Chrystusie. Przyjmujemy też, że nasza droga do Boga prowadzi przez Chrystusa w Duchu Świętym. Kroczymy do Boga drogami nieco różniącymi się od siebie. U szczytu posługi jednania stoi Boży Pojednawca – Jezus Chrystus.

O Bogu tak naprawdę wiemy tylko tyle, ile On sam o sobie nam powiedział, głównie przez Jezusa Chrystusa. Pełnię Bożego objawienia ukazuje nam Biblia. Tam też odkrywamy poszczególne drogi prowadzące do Boga. Rzeczywistość współczesnego chrześcijaństwa jest taka, że chrześcijanie podzieleni między sobą wierzą w tego samego Boga, różniąc się, co do dróg kroczenia ku Niemu.

Zbawca jest ten sam.

Zbawienie jest jedno. Urzeczywistnia się przez Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka w Duchu Świętym.

Ksiądz Arcybiskup często podkreśla, że inność nie może być obcością. Ma być ubogaceniem. Od kilku lat „inny” staje się w Polsce coraz bardziej „obcy”.

I to jest smutne. W chrześcijańskim rozumieniu „inność” wyznaniowa jest różna od „inności” nacjonalnej czy związanej z lokalnością.

Jedno często wiąże się z drugim, protestant to Niemiec itd. Jak przełamać te stereotypy i uprzedzenia?

Schematami typu katolik – Polak, protestant – Niemiec, prawosławny – Rosjanin już dzisiaj operować nie można. Nie powinniśmy kościelno-wyznaniowej przynależności utożsamiać z taką czy inną przynależnością narodową.

Ale utożsamiamy.

Nie można mylić jedności z jednolitością. Każdy chrześcijanin wierzy na swój ludzki sposób, ale w oparciu o samoobjawienie się Boga. Nasze interpretacje są często konfesyjnie zacieśniane. W pewnym sensie tak musi chyba jednak być, gdyż nieskończonego Boga, o którym mówimy, że jest totaliter aliter, a więc całkowicie inny, nie sposób adekwatnie opisać.

A my to często jeszcze utrudniamy, nie rozróżniając jedności od jednolitości. Jednolitości w odkrywaniu Boga doświadczymy chyba dopiero u kresu świata. To wtedy jednolitość stanie się równoznaczna z jednością.

Jedność ma z kolei określać wspólnotę w różnorodności. Nasza wspólnota żywi się często kontrą do inności.

Do Boga prowadzi tyle dróg, ilu jest ludzi. Każdy ma swój sposób percepcji rzeczywistości. Drogi prowadzące do Boga odkrywamy w Biblii. Uczy nas o nich także teologia, historia oraz życiowe doświadczenie. Ekumenizm afirmuje inność, która nie jest jednak obcością. I – co mocno podkreślam – widzi w inności najwłaściwszą drogę do Boga.

Ksiądz Arcybiskup ma doświadczenie i sukcesy na polu jednania. Dlaczego powołujemy się na rodaka Jana Pawła II, za nic mając ekumenizm i dialog?

Dialog przyniósł nam już wiele dobrych owoców w relacjach między chrześcijanami i Kościołami. Wspomnę tu choćby „Wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu” wypracowaną i podpisaną w ramach dialogu z luteranami. Akt ten miał miejsce 31 października 1999 r. w Augsburgu. To istotnie wielkie ekumeniczne osiągnięcie.

W niedzielę podpisania „Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu” Ojciec Święty Jan Paweł II w modlitwie na Anioł Pański przekazał nam (byłem wówczas w Augsburgu) specjalne pozdrowienie zaznaczając, że wydarzenie z Augsburga jest „kamieniem milowym” na drodze ku pełnej jedności w Chrystusowym Kościele.

Kiedy spotkałem się z Janem Pawłem II w Watykanie, powiedziałem mu o tym, że wszyscy uczestnicy dialogu z radością przyjęli słowa papieża. Podziękowałem też za nie. Wówczas to Ojciec Święty odparł, że owszem, wypowiedział słowa, za które mu dziękuję, ale ich autorem był kard. Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary i późniejszy papież Benedykt XVI.

(śmiech) Oto polsko-niemiecka wspólnota poglądów.

Istotnie. Z Benedyktem XVI jestem zaprzyjaźniony od ponad 40 lat. Odwiedzaliśmy się często. W Opolu był 3 razy. Głosił też Słowo Boże w czasie uroczystości na Górze św. Anny. W Monachium przewodniczył zgromadzeniu chrześcijańskich teologów Europy. Często prosił mnie o to, bym – jako przedstawiciel Europy Wschodniej – przedstawiał, jak dawniej, pod hegemonią sowiecką, wyglądało tam życie kościelne.

Spotykaliśmy się także w czasie każdego mojego pobytu w Rzymie. Muszę przyznać, że dialog ekumeniczny był zawsze przedmiotem jego wielkiego zainteresowania. Kiedy bp prof. Walter Kasper został przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, a następnie kardynałem, ja przez 7 lat byłem współprzewodniczącym Międzynarodowej Rzymskokatolicko-Luterańskiej Komisji do Dialogu Teologicznego. Podpisałem w tym czasie w imieniu Kościoła rzymskokatolickiego „Wspólną deklarację o apostolskości Kościoła”, drugi istotny dokument wypracowany w ramach dialogu rzymskokatolicko-luterańskiego.

Czy nie żałował Ksiądz Arcybiskup, że nie przyjął propozycji zostania przewodniczącym Papieskiej Rady dla Popierania Jedności Chrześcijan?

Nie. Miałem tu na uwadze dobro Kościoła w szerokim tego słowa znaczeniu. Już wówczas myślałem o 500-leciu Reformacji, które było przed nami. Dlatego zaproponowałem Janowi Pawłowi II, by przewodniczącym tak ważnego dykasteriom został ktoś z kraju Lutra. Dobrze się więc stało, że przewodniczącym Rady został kard. Walter Kasper – teolog z kraju Lutra. To on zainicjował wiele znaczących działań związanych z 500-leciem Reformacji.

Kontynuuje je jego następca kard. Kurt Koch, pochodzący ze Szwajcarii, a więc mający również doświadczenie w relacjach z protestantami. Z obydwoma hierarchami jestem zaprzyjaźniony. Obaj też kilkakrotnie mnie odwiedzili w Opolu i w Kamieniu Śląskim.

Katolików i protestantów dzieli m.in. stosunek do tradycji. Według Księdza Arcybiskupa „Tradycja jest ważna, ale trzeba ją traktować dynamicznie”. Proszę o wyjaśnienie.

Nie wolno traktować tradycji jako pewników, które decydują o naszym absolutnym przekonaniu, że jesteśmy na prawdziwej drodze. Taki charakter ma Biblia. Tradycja to nic innego jak Biblia przeżywana, stosowana i doświadczana. Pomaga więc dojść do celu. Dzisiaj jednoznacznej negatywnej postawy wobec tradycji właściwie nie ma już także w Kościołach wywodzących się z Reformacji.

Mają już one własną tradycję.

Owszem, dla luteran ma ona pewne znaczenie, choć nieco inaczej ją rozumieją niż katolicy czy chrześcijanie wschodni.

Benedykt XVI zrobił w tradycji wyłom przechodząc na emeryturę. Ksiądz Arcybiskup określa siebie jako „arcybiskupa emeryta”, a nie jako „arcybiskupa seniora”. Co to znaczy być hierarchą – emerytem?

To oznacza, że należy sobie powiedzieć: Koniec, kropka… Moja biskupia posługa w diecezji w sensie formalnym się zakończyła. Mam następcę, który jest zapewne sprawniejszy i bardziej związany z aktualną rzeczywistością. Pod każdym względem bardziej nadaje się do realizowania tego urzędu niż ja.

Kiedy skończyłem służbę w Opolu, przez 2 lata się tam nie pokazałem. Mam tu zawsze na uwadze „inność” ubogacającą prawdę. Dlatego należy się konsekwentnie wycofać, by następcy zrobić właściwą przestrzeń do działania.

Decyzja Benedykta XVI jest przykładem „dynamicznego podejścia do tradycji”?

Owszem. Po wtóre – ważna jest szczerość wobec własnych możliwości. Benedykt XVI uznał, że to byłoby nie fair, gdyby miał pełnić tak ważny urząd w Kościele, widząc swoje fizycznie niedomagania. Musiał być w zgodzie sam ze sobą, bo inaczej zacząłby Kościołowi szkodzić.

Papieżowi zarzucano w niektórych kręgach teologicznych, że „zszedł z krzyża”. Ten krytykom odpowiedział, że wcale tak nie jest. Nadal pozostaje na tym samym krzyżu, tylko w inny sposób.

A jak Ksiądz Arcybiskup postrzega posługę papieża Franciszka? W Polsce zarzuca mu się odejście od nauczania Jana Pawła II.

Takiej ocenie muszę się radykalnie przeciwstawić. Franciszek pełni urząd w inny sposób niż Jan Paweł II czy Benedykt XVI. Czyni to po swojemu, ale skutecznie. Zarzucanie mu, że nie przestrzega tradycji, to jakby przywłaszczanie sobie przymiotu nieomylności. Nasi ostatni papieże, począwszy od Piusa XII byli bardzo wielcy. Wnieśli duży wkład do kształtowania nowych dróg Kościoła, a po części i świata.

Papież Franciszek wnosi w życie Kościoła nowy powiew. Nie chce, by Kościół był „urzędem celnym”. Ma być „polowym szpitalem”, niosącym pokrzepienie i pomoc wszystkim, którzy tego potrzebują. Wymowne jest już imię Franciszek, które przyjął na swoją posługę Kościołowi. On wierzy całym sobą. A świat dziś takiej realności i otwartości potrzebuje.

Potrzebuje świadectwa?

Jestem o tym głęboko przekonany, że współczesnego człowieka może przekonać tyko wiarygodne świadectwo, które wyraża się poprzez czynienie prawdy w miłości.

„Czynić prawdę w miłości” to zawołanie biskupie Księdza Arcybiskupa.

Zaczerpnąłem je z motta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Właśnie uświadomiłam siebie różnicę między „czynić” a „głosić”… Księże Arcybiskupie, z okazji urodzin proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia zdrowia, miłości i błogosławieństwa Bożego!

Dziękuję.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail