Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy warto budować wał przeciwwątpliwościowy?

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Ostatnio brałam udział w debacie, w której okazało się, że każdemu z uczestników w Kościele jest trudno. Zobaczyłam tam jedno: rozczarowanie.

Kościół to dla mnie dom, który kocham, do którego mam sentyment, ale którego czasem nie cierpię. Jednego dnia czuję, że się w nim urządziłam, drugiego mam wrażenie, że zawsze będzie mi obcy. Z jednej strony mam ochotę zatopić się w nim po uszy i założyć różowe okulary, z drugiej – uciec.

Odkopuję w samej sobie wewnętrzny konflikt. I to jest trudne.

Może dlatego tak często nie chcemy słyszeć o tym, że w Kościele bywa różnie. Że są problemy. Są konflikty. Wolimy skupić się na „dobru”. Budujemy wał przeciwwątpliwościowy. Alarmujemy modlitwami Górę. Mamy nadzieję, że niepewność ominie nas szerokim łukiem. I często to rzeczywiście się udaje.

 

Wał przeciwwątpliwościowy

Ostatnio brałam jednak udział w debacie, w której wał nie wytrzymał. Okazało się, że każdemu z nas – uczestników – w Kościele jest trudno. Że każdy czasem nie potrafi w nim być. Albo nie potrafi być tak, jak według większości być powinien. Co gorsza, nie ukrywaliśmy tego, że jesteśmy grzeszni, poranieni, że mamy trudne charaktery. Przypominaliśmy podopiecznych organizacji duchowo-charytatywnej, a nie kato-bohaterów.

Miałam silne wrażenie, że rozczarowaliśmy wtedy słuchaczy. Wielu liczyło na pozytywną energię, doping, żarty o jezuitach i historie o pokonanych trudnościach. Pech chciał, że przed wejściem na salę nie wszystkie udało się rozwiązać.

Od tego czasu zastanawiam się, jak uczciwie dzielić się doświadczeniem Kościoła, kiedy jest ono tak sprzeczne i złożone? Mówić jak jest czy zasłaniać się teorią? Nie udawać czy skupić się na nadziei? Na ile być szczerym, a na ile ostrożnym? Mocno biję się z pojęciem „prawdy o Kościele”. Bo czy moje obserwacje lub wnioski są prawdziwe?

Na ile programować swoje emocje, na ile mówić otwarcie? I co, jeśli na czas nie dostosuję się do sytuacji?

 

Zawiedzione ambicje

A może czasem chodzi po prostu o to, żeby się rozczarować? Rzadko wspomina się o tym uczuciu, które dla mnie samej jest bardzo cenne. I sporo mówi – przede wszystkim o nas samych. O naszych oczekiwaniach, wyobrażeniach, wymaganiach. O ich porażce. O zawiedzionej ambicji. Wreszcie – o niezgodzie na to, jak jest.

Rozczarowują nas debaty, rozczarowuje nas Kościół, rozczarowuje nas drugi człowiek, rozczarowujemy siebie sami. Bo nie chcemy, żeby było inaczej niż ma być. Nie chcemy słyszeć, że w Kościele bywa trudno. Że problemy przychodzą tak po prostu, bez niczyjej winy. Że w końcu mogą spotkać i nas. Że są ludzie, którzy tracą nadzieję.

Że negowanie wątpliwości może się okazać naszym więzieniem.

 

Trudności nie są porażką

Sama nie chcę zaakceptować faktu, że szukanie swojego miejsca w Kościele trwa u mnie tak długo. Tyle pytań jeszcze przede mną. Tyle frustracji. Tyle nieudanych spotkań. Nie chcę tego. Chcę, żeby było dobrze. Chcę dzielić się pozytywnie zakończoną historią, niosącą nadzieję na pogodne i beztroskie religijne uniesienia. Żyć długo i szczęśliwie.

Ktoś, komu obecnie w Kościele jest dobrze, nie chce pewnie słyszeć o tym, że nie każdy tak ma. To go przecież nie buduje. Ale czy powinniśmy słuchać tylko tego, co jest dla nas wygodne?

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Na pewno powinniśmy szukać nadziei. Choćby na to, że trudności nie są porażką, ale kolejnym etapem duchowego rozwoju. Nie bądźmy rozczarowani, zanim nie zbadamy, dokąd prowadzą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail