Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Na ulicę Starówki spadł krwawy deszcz. „Byłam cała we krwi i kawałkach wnętrzności”

WRAK POJAZDU MINY NA KILIŃSKIEGO
Wrak pojazdu miny, ul. Kilińskiego.
Udostępnij

Jedną z najbardziej wstrząsających scen filmu „Miasto'44” Jana Komasy jest moment wybuchu czołgu-pułapki. 13 sierpnia to także jeden z najdramatyczniejszych momentów Powstania Warszawskiego. Dziś w jego rocznicę obchodzimy Dzień Pamięci Starówki.

Scena filmu. Upalny dzień na Starówce. Alicja „Biedronka” szuka pomocy dla rannego Stefana Zawadzkiego. Biega od drzwi do drzwi w okolicach ulicy Mostowej. Dziewczynę mija wiwatujący tłum, prowadzący w triumfalnym pochodzie zdobyczny, niemiecki pojazd opancerzony. Po chwili zza rogu, za którym skręcił pojazd i otaczający go tłum, do uszu dziewczyny dociera przeraźliwy huk, nad budynkami unosi się wysoki płomień. „Biedronka” dostrzega zbliżającą się falę uderzeniową, będącą efektem potężnej eksplozji.

Następuje moment absolutnej ciszy, którą zaczynają przerywać jęki rannych. Dziewczyna ukrywa twarz w dłoniach, po chwili czuje na sobie ciepłe krople, spogląda na swoje dłonie… kapią na nie krople krwi. Czy jest ranna? Nie, to krew kogoś innego. W tym momencie z nieba spada rzęsisty deszcz krwi ofiar eksplozji. Alicja szuka schronienia przed tym makabrycznym deszczem, wciska się do szoferki wraku samochodu i obserwuje, jak wraz z krwawym deszczem z nieba zaczynają spadać fragmenty ludzkich ciał, które wybuchł wyniósł na kilkadziesiąt metrów w górę.

 

Sceny jak z horroru

Niestety nie jest to fikcja, choć wydarzenia opisywane w filmie wydarzyły się kilkaset metrów dalej, przy ul. Kilińskiego. Dzień wybuchu czołgu-pułpaki to jeden z najstraszliwszych epizodów powstania. Został on niedawno przypomniany w książce Anny Herbich „Dziewczyny z powstania”. Znajduje się w niej świadectwo Teresy Potulickiej-Łatyńskiej, która była świadkiem tych straszliwych wydarzeń. Opisuje to, co widziała tamtego dnia:

Głucha detonacja, oślepiający błysk i fala uderzeniowa, która zatrzęsła ziemią. W promieniu dobrego kilometra wszystkie szyby wyleciały z okien, ludzi zwaliło zaś z nóg. Jakieś martwe ciało – najprawdopodobniej kierowcy – wleciało z impetem na nasz balkon. To był sam korpus – bez głowy, rąk i nóg – który odbił się od ściany budynku i potężnie uderzył mnie w plecy. Przewróciłam się, byłam cała we krwi i kawałkach wnętrzności.

Jak wspomina, sam efekt fali uderzeniowej zdarł z niej ubranie, wszędzie unosił się gryzący pył, a ona sama, będąc w szoku, nie odczuwała tego, że jest ranna. Podobnie jak inni, którzy przeżyli wybuch, wyszła oszołomiona na ulicę.

Chodniki były usłane trupami i wijącymi się rannymi. Nieludzkie wycia, błaganie o pomoc, zapach prochu zmieszany ze słodkim swędem spalonego ciała. Spojrzałam pod nogi. Przeraźliwie zdeformowane ludzkie ciało, a właściwie jego resztki, pełzało po podwórzu. Zaczęłam się krztusić, zrobiło mi się słabo. Jakiś leżący na ziemi chłopak wyjął scyzoryk i krzyczał do jednej z moich koleżanek: – Dobij mnie!.

Po chwili Teresa odzyskała przytomność umysłu i wróciła do mieszkania po swoją torbę sanitariuszki, ale droga sprawiała wrażenie, jakby przebiegała przez środek piekła.

Rannych były setki. Cała ulica była pokryta lepką mazią, w której grzęzły nasze podeszwy. To było połączenie ludzkiej krwi z kurzem i pyłem. Trudno było w tym iść. Spojrzałam w górę i zmartwiałam. Na oknach, rynnach i balkonach wisiały fragmenty ludzkich ciał. Nogi, ręce, korpusy, kiszki. W tłumie chodziły kobiety i przeraźliwymi, obłąkanymi głosami nawoływały dzieci. Nikt im jednak nie odpowiadał.

 

Wśród ofiar wielu cywilów

W tragedii zginęło ponad 300 osób, przede wszystkim cywile, ale także żołnierze oddziałów powstańczych. Straty poniosła m.in. Kompania Motorowa „Orląt” tracąc 80 osób, batalion „Gustaw” 26 zabitych, „Wigry” 14 zabitych i 59 rannych. W wyniku eksplozji niegroźną kontuzję odniósł dowódca Armii Krajowej, gen. Tadeusz Bór-Komorowski, który z okna Pałacu Raczyńskich przyglądał się pojazdowi. Co ciekawe, choć wydarzenie to przeszło do historii jako wybuch czołgu-pułapki, to pojazd ten nie był czołgiem w sensie ścisłym, a raczej pojazdem służącym do wysadzania w powietrze barykad. Wielu badaczy sugeruje też, że sama eksplozja nie musiała być wcale celowa, ale że mógł nastąpić przypadkowy i niezależny od Niemców wybuch.

Rocznica krwawej eksplozji została upamiętniona. Od kilku lat na pamiątkę tragedii obchodzony jest Dzień Pamięci Starówki.

Korzystałem z książki Anny Herbich „Dziewczyny z powstania”, Wydawnictwa Znak Horyzont

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail