Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co dzisiejszy Mordor ma wspólnego z Tolkienem? Ano ma, całkiem sporo!

WSPÓŁCZESNY MORDOR
Illia Cherednychenko/Unsplash | CC0
Udostępnij

Ostatnio miałem do czynienia z Orkami. Takimi z Mordoru, tyle że współczesnego. To przypomniało mi scenę z książki Tolkiena.

Elfy i orkowie

Bilbo, żyjący dotąd spokojnie w Shire, rusza na wyprawę i poznaje elfy. Jest nimi oczarowany. Elfy w jego oczach są mądre, piękne i dobre. Są jak dzieci światła, uosabiające to, co jest piękną duszą tego świata. Są dzielne i sprawiedliwe. Po pewnym czasie następuje jednak pierwsze spotkanie Bilba z ich zupełnym przeciwieństwem, z orkami.

Te krwiożercze bestie są odrażająco brzydkie, okrutne i mściwe. Stanowią zagrożenie dla świata, nienawidząc wszystkiego co jasne, dobre i radosne. Uosabiają samo zło. Bilbo idąc obok Gandalfa, jest wyraźnie poruszony. Zadaje pytanie: skąd biorą się orkowie? Gandalf odpowiada: orkowie to… elfy. Elfy, które uwięziono w Mordorze i torturowano. Wielu z nich zmarło w niewoli, wielu zabito. Te, które przetrwały, poniżano i dręczono dopóty, dopóki ich serca nie znikczemniały do końca. Stały się odrażające. Stały się orkami.

 

Współczesne elfy i współcześni orkowie

Współczesne elfy same wchodzą do Mordoru, same go szukają. Są tam dobrze płatnymi pracownikami najemnymi. Ich panowie zapewniają im szkolenia podnoszące kwalifikacje. Elfy wspinają się po drabinie awansu, jeżdżą coraz lepszymi autami, coraz więcej znaczą. Przyzwyczajają się do wysokiego statusu społecznego. Gdy się już przyzwyczają, są uczone lojalności. Nielojalność karana jest bolesnym wykluczeniem. Czasem wręcz przykładowym skasowaniem niepokornego delikwenta. Po wielu latach takiej tresury uzyskuje się produkt w postaci współczesnego niewolnika.

 

Bogata i wypalona

Znajoma mi niewolnica, aby dotrzeć na czas do pracy musiała wstawać codziennie o 5.30. Była przed wszystkimi, wychodziła po wszystkich po 18.00. Cały czas pod telefonem, obudzona o dowolnej porze potrafiła w kilka chwil podać szefowi potrzebne dane. Nie robiła tego za darmo. Dorobiła się mieszkania. Wprawdzie na kredyt, ale jednak.

Stać ją było na dobrą opiekunkę i dodatkowe zajęcia dla dzieci. Czuła się syta, bogata i bardzo, bardzo zmęczona. Dlatego szefowie fundowali jej od czasu do czasu możliwość odpoczynku i wyjazdu. Tzw. wyjazdy integracyjne. Oczywiście, w towarzystwie innych podobnych pracowników, nigdy w towarzystwie rodziny. Zawsze razem z innymi członkami zespołu. Nie obyło się bez przygodnych flirtów i krótkich romansów, zapychających dziurę w worku potrzeb miłości i chęci posiadania kogoś bliskiego.

Miała męża, który mógł zająć się domem i dziećmi, dlatego jakoś to szło przez dobrych kilka lat. Aż usłyszała od niego: „Dłużej tak nie mogę. Odchodzę. Wiesz, dzieci prawie cię nie znają. Ja również. Nie żeniłem się z dziewczyną, którą teraz jesteś”.

 

Monika jest inna

Po kilku kłótniach, rozmowach, tygodniach, zrozumiała, że coś jest nie tak. Zaczęła pracować normalne 8 godzin, na które była zakontraktowana. Lecz wtedy zaczęły się schody. Donosy do szefa od kolegów z zespołu. Monika jest jakaś inna, przestała się angażować. Olewa pracę. Nie odbiera telefonów po 22.00.

Jeżeli nie chce pracować, jest komu ją zastąpić… W tym samym czasie, po długiej chorobie zmarł jej ojciec. W ostatnich dniach jego życia wzięła tydzień urlopu, by pobyć z nim chociaż kilka godzin dziennie. Tak jakby mogły one zastąpić miesiące i lata braku czasu na kontakt. Tak jakby tymi kilkoma rozmowami pod koniec życia, można było coś jeszcze naprawić…

 

Czarni panowie

Firma, w której pracowała stanęła na poziomie. Na pogrzeb dostała ustawowy dzień urlopu, a na ceremonię przyjechali dwaj przedstawiciele. Przyjaciele z zespołu w czarnych, szykownych garniturach. Przywieźli wieniec, złożyli kondolencje. Gdy po pogrzebie się żegnali, poprosili o chwilę rozmowy w cztery oczy. „Sorry Monika, bardzo ci współczujemy. Szef kazał ci to przekazać”. To mówiąc, wręczyli kopertę. W eleganckiej kopercie, było równie eleganckie wypowiedzenie. Chłopcy patrzyli gdzieś w bok. Burknęli tylko „trzymaj się”, i bez zbędnych słów odjechali swoim eleganckim autem.

Gdy mi o tym opowiadała, nie mogła zrozumieć, co się właściwie stało. To byli fajni koledzy. Prawie przyjaciele. Szef to też stary kumpel. Przyszedł z innej firmy, bo sama mu powiedziała, że szukają kogoś na stanowisko dyrektora handlowego. Co się stało przez te lata, że ich serca znikczemniały do tego stopnia, aby zwolnić Monikę w takim stylu?

Jak żywa stanęła mi przed oczami scenka rozmowy Bilba z Gandlfem. No cóż, skąd się biorą Orkowie? To są po prostu Elfy, które przez lata poddawano tresurze i znikczemniały ich serca. Stali się niewolnikami Mordoru i psami Saurona.

W Polsce znajdziemy takie miejsca, które trochę zaczepnie, są dziś potocznie nazywane Mordorem. Czy to znaczy, że Mordor nadal istnieje i produkuje nowe zastępy Orków? Oczywiście wiem, że nie wszystkie miejsca pracy w wielkich korporacjach tak wyglądają, ale przyznacie, że zdarzają się, prawda?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail