Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Energiczny ginekolog tańczy na porodówce! Co na to polska położna?

ENERGICZNY GINEKOLOG
YouTube
Udostępnij

Nagrania pewnego brazylijskiego ginekologa, który tańczy z rodzącymi pacjentkami, są ostatnio hitem sieci. Zapytaliśmy położną, jakie wady i zalety ma tego typu rozwiązanie radzenia sobie z bólem.

Pamiętam dokładnie tę scenę z serialu „Przyjaciele”. Rachel rodzi córkę – na porodówce towarzyszy jej przerażony i przejęty ojciec dziecka Ross. Podczas jednej sesji parcia Rachel uderza czołem w czoło Rossa, czym powala go na podłogę. Ross wstaje, czule masuje sobie guza i do spoconej, wyczerpanej i ledwie żywej Rachel mówi: „Nie masz pojęcia, jak to bolało!”.

Podobne odczucia do tych, które miałam, oglądając wściekłą minę Rachel i położnej, towarzyszyły mi, kiedy pierwszy raz zobaczyłam doktora Ferdnanda Guedesa da Cunha. Brazylijskiego ginekologa-położnika, który swoim rodzącym pacjentkom proponuje… wspólne tańce w rytm latynoskiej muzyki.

Co więcej, obserwując temat, miewałam niezłej jakości fantazje, jak to osiągając już pełne rozwarcie urągam zapraszającemu mnie do tańca lekarzowi, używając najbardziej soczystych znanych mi obelg.

 

Taniec – genialne lekarstwo na bóle?

O dziwo jednak, żadna z pląsających w filmikach doktora kobiet nie sprawia wrażenia, jakby była mi w tych myślach bliska. Przeciwnie – cały Instagram dr. Fernanda zasypany jest zadowolonymi z pomysłu pacjentkami, którym w tańcu przeszkadzać mogą co najwyżej wkute w żyły wenflony.

Według badań prowadzonych od lat przez dr. Guedesa da Cunha taniec (czyli po prostu intensywny ruch) przy porodzie wprowadza w stan relaksacji, redukuje ból i pomaga dziecku przybrać odpowiednią pozycję.

Nie od dziś wiadomo, że ruch, to zdrowie – potwierdza w rozmowie z Aleteią Weronika Soska, położna, która doskonale zna z sieci doktora Fernanda. „Nie jest też tajemnicą, że bycie aktywnym i przyjmowanie pozycji wertykalnych podczas porodu zwykle go przyspiesza (grawitacja robi swoje) i ułatwia radzenie sobie z bólem. Trzeba jednak pamiętać o tym, że każda kobieta jest inna. Dla jednej chodzenie, kucanie czy przyjmowanie pozycji na czworaka będzie naturalnym elementem porodu, natomiast dla drugiej najwygodniejszą i preferowaną pozycją jest leżenie na boku. Rolą położnej prowadzącej poród jest zachęcanie do aktywności, ale i uszanowanie woli rodzącej, bo to ona i jej dziecko są tu najważniejsi”.

Czytaj także: O krok od apokalipsy, czyli jak zadbać o siebie po porodzie

 

Nie dla każdej tańce na porodówce

Taniec jednak nie jest dla wszystkich. Weronika Soska podkreśla, że czasami ze względów medycznych nie jest on możliwy lub muszą zaistnieć ograniczenia w pozycji rodzącej.

To na przykład konieczność ciągłego monitorowania przy pomocy KTG i brak aparatu z bezprzewodowymi pelotami lub otyłość pacjentki znacznie utrudniająca wykonywanie zapisu KTG w innej pozycji niż leżąca. Niesprzyjająca jest również sytuacja, w której pacjentka po znieczuleniu zewnątrzoponowym ma ograniczoną mobilność (skutek działania leków przeciwbólowych – nogi stają się „jak z waty”, uginają pod ciężarem ciała).

Są też takie przypadki, w których główka płodu nie wstawia się prawidłowo do miednicy i wymaga od kobiety przyjęcia pozycji na boku lub na plecach, aby umożliwić postęp porodu. Jednak jeśli pacjentka chce się poruszać, a poród przebiega prawidłowo, to powinno się stworzyć takie warunki na sali porodowej, by sprzyjały aktywności.

Czytaj także: Przełom, czyli kryzys. Jak urodzenie dziecka wpływa na związek?

 

Co na to polskie szpitale?

Wędrować, spacerować, siadać i wstawać – ale tańczyć? Trudno sobie coś takiego wyobrazić w dość ponurym i ascetycznym klimacie polskich szpitali.

Weronika Soska: „Taniec jest specyficzną formą ruchu, ale zdecydowanie nie dla każdego, tym bardziej w porodzie. Moim zdaniem, aby kobieta tańczyła między/w trakcie skurczów musi naprawdę to lubić i «czuć». Jeśli taniec jest dla rodzącej czymś znanym, lubianym i niewymuszonym, a całe ciało aż «rwie się» do tańca, to w zdecydowanej większości nie tylko nie będzie to przeszkadzać, ale wręcz pomoże w szybkim i sprawnym przebiegu porodu, niezależnie od jego etapu.

Kiedy na dodatek poruszanie się w rytm muzyki sprawia kobiecie przyjemność, to dodatkową korzyścią będzie działanie przeciwbólowe: gdy jesteśmy szczęśliwi, wydzielają się endorfiny, które łagodzą dolegliwości bólowe. Same plusy pod jednym warunkiem – «nic na siłę». Osobiście nie spotkałam się z pacjentką, która tak bardzo kochała taniec, by wybrać właśnie tę aktywność podczas porodu, ale obserwowałam, jak pięknie i instynktownie rodzą kobiety zajmujące się jogą (mają cenną w porodzie umiejętność rozluźniania swojego ciała). Dla porównania: tancerki tańca klasycznego, biegaczki i kobiety jeżdżące konno zwykle dłużej wydają na świat swoje dziecko (mają silnie rozbudowane mięśnie dna miednicy, które stawiają opór główce płodu)”.

Niezależnie jednak od tego, czy brazylijski temperament doktora zdoła przekonać nas do takiego sposobu radzenia sobie z bólem czy nie, w jego postawie imponuje coś innego. Szalenie empatyczny stosunek do pacjentki, dzięki któremu mieszkanki Victorii oddałyby wszystko, żeby móc u niego rodzić – nieważne czy z tańcem, czy bez.

Czytaj także: Hipnoporód – hit czy kit?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail