Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Brat Roger z Taizé: Przyjaciel papieży, brat wszystkich i śmierć na podobieństwo Jezusa

BRAT ROGER
EAST NEWS
Udostępnij

Podczas pogrzebu Jana Pawła II do udzielającego Komunii kardynała Ratzingera zbliżył się poruszający się na wózku inwalidzkim drobny staruszek w białym habicie. Kardynał udzielił mu Komunii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że człowiek ten nie był katolikiem, ale protestantem należącym do Kościoła ewangelicko-reformowanego.

Pomoc uchodźcom i Żydom

Roger Louis Schütz-Marsauche urodził się w 1915 roku w małej wsi Provence w Szwajcarii. Jego ojciec był Szwajcarem i posługiwał jako ewangelicki pastor, zaś matka-Francuzka zajmowała się domem i dziewięciorgiem dzieci. Żyli bardzo skromnie, ale szczęśliwie. Do końca życia Roger wracał chętnie do wspomnień z rodzinnego domu przesyconego atmosferą życzliwości, otwartości na innych ludzi, prostoty i ciepła.

W 1940 r. kończył studia z teologii. W tym czasie był już prezesem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Studentów w Lozannie. Założył tam tak zwaną „Wielką Wspólnotę”, której członkowie spotykali się na dyskusjach, rekolekcjach i wspólnej modlitwie. Latem 1940 r., gdy upadła Francja postanowił, wyjechać tam, by pomagać ludziom. Nabył podupadający dom w maleńkiej wiosce zwanej Taizé. Do zakupu, który usilnie odradzał mu notariusz z pobliskiego miasta, skłoniła go prośba prostej miejscowej kobiety: „Proszę tu zostać, jesteśmy tacy samotni i odcięci od świata”.

W swoim nowym domu przyjmował uchodźców politycznych i Żydów ukrywających się przed hitlerowcami. Niektórym z nich pomagał przedostać się przez granicę francusko-szwajcarską. Podczas jednej z takich wypraw, w 1942 roku w Genewie zastała go informacja, że poszukuje go gestapo. Pozostał więc w Szwajcarii.

 

Wspólnota w Taizé

W genewskim mieszkaniu dołączyli do niego dwaj inni młodzi ludzie, wraz z którymi zapoczątkowali wspólnotę życia i modlitwy, o której Roger marzył od jakiegoś czasu. Co ciekawe, miejscem organizowanych przez nich spotkań modlitewnych stała się katolicka katedra w Genewie.

W 1944 r. ukończył ostatecznie studia, ogłaszając kolejno dwie prace naukowe dotyczące życia wspólnotowego na wzór pierwszych wspólnot monastycznych w Europie. W tym samym roku został ordynowany na pastora i powrócił wraz ze współbraćmi do Taizé. Tam zaczęli do nich dołączać następni.

Wspólnota zdecydowała także przygarnąć osierocone podczas wojny dzieci. Aby zapewnić im właściwą opiekę do braci dołączyła rodzona siostra Rogera, Geneviève, która zrezygnowała w tym celu z dobrze zapowiadającej się kariery muzycznej.

W 1948 r. wspólnota z Taizé uzyskała zgodę na korzystanie z miejscowego kościoła, gdzie w Niedzielę Wielkanocną 1949 r. bracia złożyli pierwsze śluby, wybierając jednocześnie brata Rogera na swojego przeora.

 

Przyjaźnie z papieżami

Wspólnota rozrastała się. Taizé zaczęli odwiedzać coraz liczniejsi goście różnych chrześcijańskich wyznań. Brat Roger przyjaźnił się z wieloma ludźmi, w tym z kolejnymi papieżami – Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem II. Został zaproszony jako obserwator na obrady soborowe.

W 1974 roku sam zorganizował w Taizé spotkanie młodych chrześcijan z Europy i świata, które nazwał „Soborem Młodych”. Od tego czasu Taizé już zawsze tętniło i tętni życiem. Kilka lat później rozpoczęły się europejskie spotkania młodych organizowane w różnych miastach kontynentu na przełomie starego i nowego roku oraz „Pielgrzymka Zaufania przez Ziemię” – gromadzące ludzi różnych narodowości, wyznań i kultur.

Z czasem bracia zdecydowali się zamieszkiwać w małych wspólnotach w najbiedniejszych miejscach świata, by solidarnie dzielić życie ich mieszkańców i także w ten sposób być prostym, ale czytelnym znakiem obecności Boga wśród najmniejszych i wykluczonych.

Brat Roger mieszkał między innymi w Kalkucie, gdzie poznał Matkę Teresę, w Chile, w Hongkongu, w Republice Południowej Afryki, na Haiti. Odwiedzał także kraje Europy Wschodniej, w tym kilkukrotnie Polskę, gdzie także odbywały się spotkania młodych.

 

Odkrycie tajemnicy wiary katolickiej

Z biegiem lat i upływem sił powrócił do Taizé. Przyjmował tam wciąż młodych, pisał do nich listy, publikował książki. Mówił zawsze bardzo prosto. Najczęściej o zaufaniu, radości płynącej z Ewangelii, o modlitwie, która jest oddechem ludzkiego serca. Dużo słuchał.

Wiedział, że każdy człowiek nosi w sobie niepowtarzalne bogactwo swojej osobistej – nieraz trudnej – historii życia. Wierzył głęboko, że w każdej takiej historii jest miejsce na spotkanie z Jezusem i w drodze do tego spotkania starał się bardzo dyskretnie towarzyszyć tym, którzy do niego przychodzili.

Do końca życia formalnie pozostał ewangelikiem, jednak jak sam mówił: „Znalazłem moją chrześcijańską tożsamość, jednając w sobie samym wiarę mego pochodzenia z tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając z nikim komunii”.

W papieżu widział „pasterza jedności”. Sam był znakiem jedności. Nie miał żadnej rozbudowanej akademickiej teorii na temat ekumenizmu. Stosował go w praktyce. Był bratem wszystkich. Nie lekceważył różnic, nie popierał indyferentyzmu. Taizé jest miejscem, które całym sobą ukazuje, że można być razem szanując dzielące chrześcijan różnice. Brat Roger nie szukał dróg na skróty. Wiedział, że jedyną sensowną drogą jest po prostu droga Ewangelii.

 

Śmierć na podobieństwo Jezusa

Zginął 16 sierpnia 2005 r., zasztyletowany przez niezrównoważoną psychicznie kobietę w „Kościele Pokoju” w Taizé podczas wieczornej modlitwy. Trudno nie myśleć o jego śmierci inaczej, jak o ostatecznym upodobnieniu się do Jezusa, który „zburzył w sobie rozdzielający ludzi mur – wrogość” za cenę swojej krwi.

O świętym Franciszku z Asyżu mówiono, że był „alter Christus”. Kim innym był brat Roger? Jego słowa i życie, pełne prostoty i ciepła niosą i będą nieść ożywczy powiew ewangelicznej nadziej kolejnym pokoleniom chrześcijan. Nie bez powodu Jan XXIII nazywał Taizé „małą wiosną Kościoła”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail