Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Lewandowski: Pan Bóg na pewno nade mną czuwa. Dziś 30. urodziny piłkarza

ROBERT LEWANDOWSKI
pixathlon / M.I.S/REPORTER
Udostępnij

Dawny proboszcz z parafii Lewandowskiego, dowiedziawszy się o ważnym dla Roberta meczu, który zbiegł się w czasie z jego Pierwszą Komunią Świętą, skrócił uroczystość, aby chłopiec nie spóźnił się i mógł zagrać.

Robert Lewandowski wychował się w Lesznie pod Warszawą. Zamiłowanie do sportu ma po rodzicach. Mama Iwona trenowała siatkówkę, ojciec Krzysztof – judo. Robert, choć miał styczność i z siatkówką, i z judo, i z kilkoma innymi dyscyplinami sportu, wybrał piłkę nożną. Pasjonował się nią od najmłodszych lat:

Trenowałem judo, ale mnie nie kręciło. Co do siatkówki, wiedziałem, że zabraknie mi wzrostu, mimo że dobrze mi szło. W biegach wygrywałem zawody, ale się nimi stresowałem. Za to kiedy wchodziłem na boisko, pojawiał się uśmiech na twarzy, byłem szczęśliwy.

 

Pierwsza Komunia Święta i ważny mecz jednego dnia

Gdy Robert miał sześć lat, ojciec zapisał go do klubu piłkarskiego Varsovia. Państwo Lewandowscy mieli jeden samochód, więc Iwona, która odbierała z treningów w Pruszkowie córkę Milenę, oddawała samochód mężowi, który z kolei wiózł syna do Warszawy. Żeby nie tracić czasu, Lewandowscy auto przekazywali sobie przed… kościołem pw. św. Jana Chrzciciela w Lesznie. To tutaj mieli zawsze zbiórkę, stąd mały Robert ruszał trzy razy w tygodniu do „wielkiego świata”.

W szkole miał świadectwa z czerwonym paskiem. Z zawodów wracał zawsze z nagrodami. W jego sportowej drodze wspierała go nie tylko rodzina, ale cała lokalna społeczność. Proboszcz, który sam był kibicem, dowiedziawszy się o ważnym dla Roberta meczu, który zbiegł się w czasie z jego Pierwszą Komunią Świętą, skrócił uroczystość, aby chłopiec nie spóźnił się i mógł zagrać.

 

Robert Lewandowski: Tata zawsze we mnie wierzył

Z Varsovii Robert trafił do IV-ligowej Delty Warszawa, jednak nie zagrzał tam miejsca, bo niebawem klub rozwiązano. W krótkim czasie otrzymał propozycję dołączenia do Legii, co od zawsze było nie tylko marzeniem jego, ale i ojca. Niestety, Krzysztof nie zdążył ucieszyć się sukcesem syna – zmarł w wyniku udaru mózgu, we śnie.

Chłopak bardzo przeżył śmierć ojca: „Tata zawsze we mnie wierzył. Na pewno byłby dumny. Kiedy zmarł, obiecałem sobie, że wszystkie bramki będę dedykował jemu”. Do Legii Robert Lewandowski dołączył latem 2005 roku, jednak wiosną 2006 r. uległ poważnej kontuzji. Powrót do formy wymagał rehabilitacji, a co się z tym wiąże – czasu. Klub nie chciał czekać. Gdy kontrakt wygasł, Robertowi podziękowano za współpracę. Było mu bardzo przykro, ale nie załamał się.

Przypomniał sobie wtedy słowa ojca – o samozaparciu i wytrwałości. Dołączył do Znicza Pruszków. W Zniczu wrócił do formy i rozwinął skrzydła.

 

Lewandowski: Dobry ojciec żadnych wyzwań się nie boi

Annę Stachurską poznał na obozie integracyjnym na Mazurach, organizowanym z ramienia uczelni. Okazało się, że Ania i Robert będą na tym samym roku studiów. I że piękna koleżanka trenuje w Karate Klubie Pruszków, co chłopakowi bardzo zaimponowało. Zakochali się w sobie, chociaż na początku Ania bacznie się Robertowi przyglądała – „wcale nie uważała, że piłkarz to odpowiedni materiał na chłopaka”.

W czerwcu 2013 roku, w kościele św. Anny w Serocku, Ania i Robert wzięli ślub. W ubiegłym roku zostali rodzicami ślicznej Klary. Córeczka jest oczkiem w głowie tatusia. Piłkarz uwielbia się z nią bawić. Gdy bierze ją na ręce, chciałby, aby chwila trwała w nieskończoność. Nie marudzi też, gdy córce trzeba zmienić pieluszkę, wprost przeciwnie. Uważa, że dobry ojciec żadnych wyzwań się nie boi. 

 

Robert Lewandowski – chłopak do tańca i do różańca

Ci, którzy znają piłkarza, mówią, że Robert to chłopak do tańca i do różańca. I trudno się dziwić, skoro podczas złotej rocznicy ślubu swoich dziadków podszedł do babci, szarmancko pocałował ją w rękę i spytał: „Czy zechcesz ze mną zatańczyć, babciu?”.

Piłkarz nie kryje przywiązania do wiary. Na każdym kroku podkreśla, jak ważna jest dla niego relacja z Bogiem. Często przed meczem czy innym ważnym dla niego wydarzeniem idzie do kościoła, aby pobyć chwilę sam na sam z Bogiem, pomodlić się, powierzyć Jego opiece siebie i bliskich. „Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary, bo wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa” – przyznał publicznie jakiś czas temu. Dziś 30. urodziny piłkarza.

*Korzystałam z książki „Lewy. Chłopak, który zachwycił świat”, Yvette Żółtowska-Darska, Burda Publishing Polska 2016

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail