Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Największy ruch małżeński w Kościele. To stąd ks. Blachnicki czerpał inspirację

SZCZĘŚLIWE MAŁŻEŃSTWO
Pexels | CC0
Udostępnij

„Kilka tygodni po ślubie pojechaliśmy do Lourdes na międzynarodowe spotkanie Ruchu. Widziałam tam parę staruszków. Szli, trzymając się za ręce. Na pierwszy rzut oka było widać ich ogromną radość. Pomyślałam wtedy – jeśli to jest efekt bycia w Ruchu, to ja też tak chcę! Marzę, żeby moje dzieci były kiedyś tak szczęśliwe, jak ja”.

Kiedy w lutym 1939 roku w paryskim mieszkaniu cztery młode małżeństwa spotkały się z ks. Henrim Caffarelem, nikt nie przypuszczał, że rozpoczyna się historia najpotężniejszego ruchu małżeńskiego w Kościele katolickim. Mieli jeden cel: odkryć, jak swoją miłość małżeńską przeżywać w łączności z Bogiem. Dziś około 68 000 par małżeńskich w dziewięćdziesięciu dwóch krajach świata idzie ich śladami, tworząc Equipes Notre-Dame (czyt. ekip notr dam).

Maria i Krzysztof Siudzińscy z Rybnika z Ruchem związali się od pierwszych chwil małżeństwa. „To była transakcja wiązana – śmieje się Krzysiek. – Razem z żoną dostałem w posagu Ekipy”. Rodzice Mai stworzyli jedną z pierwszych ekip, gdy Ruch w 2001 roku zagościł w Polsce. Nastoletnia wówczas Maja dorastała, obserwując jak formacja zmienia jej rodziców. Kiedy związała się z Krzysztofem, zdecydowali, że swoje małżeństwo chcą budować w oparciu o tę samą duchowość.

 

Punkty wysiłku

„Equipes Notre-Dame ma za podstawowy cel pomagać małżeństwom w dążeniu do świętości. Ani więcej, ani mniej”. Te słowa ks. Henriego Caffarela do dziś stanowią fundament Ruchu. Swój cel małżonkowie starają się osiągnąć, realizując tzw. punkty wysiłku.

Należą do nich: modlitwa osobista, małżeńska i rodzinna, comiesięczne spotkania Ekipy, „reguła życia” – praca nad konkretną cechą, którą należałoby w sobie zmienić, „zasiądźmy razem”, czyli rodzaj małżeńskiego dialogu oraz coroczny udział w rekolekcjach.

Punkty wysiłku do złudzenia przypominają zobowiązania podejmowane przez członków Domowego Kościoła – rodzinnej gałęzi ruchu Światło – Życie. To nie przypadek – ks. Franciszek Blachnicki wzorował się na Ekipach, opracowując podstawy działania tzw. Oazy Rodzin (Kościół Domowy).

Ruch zbudowany jest z Ekip, liczących 3-7 małżeństw, gromadzących się co miesiąc w obecności kapłana. Centralnym punktem spotkania jest modlitwa, jest też czas na posiłek i dzielenie się owocami formacji minionego miesiąca. W Ekipach zawiązują się przyjaźnie, trwające nieraz wiele lat.

 

Zasiądźmy razem + wspólna modlitwa

Jeden wieczór w miesiącu małżonkowie rezerwują na realizację kolejnego punktu wysiłku, nazwanego „zasiądźmy razem”. Wtedy w atmosferze modlitwy rozmawiają o tym, co dla ich małżeństwa jest ważne. Dzielą się radościami i smutkami, podejmują ważne decyzje.

„To taki czas, kiedy wiem, że to, co powiem, zostanie przyjęte. Nawet trudne sprawy da się poruszyć bez oceniania czy złości” – mówi Maja.

„Staramy się rozmawiać o tym, co dobre, ale nie unikamy też mówienia o własnych zranieniach. Dzięki tym spotkaniom lepiej poznaję moją żonę, wiem, co jest dla niej ważne, a co w moim zachowaniu ją boli. Dostaliśmy narzędzie, które pozwala nam na bieżąco naprawiać nasze trudności” – dodaje Krzysiek.

A Maja z filuternym uśmieszkiem zaznacza, że niektóre z małżeńskich spotkań po 9 miesiącach znajdują finał się na sali porodowej.

Jednym z większych wyzwań dla małżonków jest wspólna modlitwa. „Przez 28 lat życia modliłem się sam – wspomina Krzysiek. – Relacja z Bogiem była dla mnie tak intymna, że nie wyobrażałem sobie, jak mogę wpuścić do niej kogokolwiek innego, nawet żonę. A teraz widzę, jak bardzo nas to jednoczy”.

Forma modlitwy jest dowolna – może to być wspólne odmówienie różańca czy nieszporów, modlitwa spontaniczna czy nawet adoracja w ciszy – byle razem, w jednym Duchu. Oprócz tego, co wieczór klękają do modlitwy razem z dziećmi.

 

Formacja: to nie przedszkole

Formacja w Ruchu nie jest łatwa – nie bez kozery zobowiązania noszą nazwę punktów wysiłku. Bo i sporo wysiłku jest potrzebne, aby wytrwać w codziennej modlitwie, konsekwentnie realizować podjętą regułę życia czy tak układać wiecznie przepełniony kalendarz, aby znaleźć czas na comiesięczne spotkanie.

„To nie jest przedszkole dla dorosłych” – cytują słowa założyciela. Co więc sprawia, że od dwunastu lat podejmują ten trud? „Widzę konkretne owoce. Jesteśmy normalnym małżeństwem i zdarzają nam się różnice zdań. Tylko umarli i zobojętniali się nie kłócą – opowiada Krzysiek. – Ale cokolwiek działo się w ciągu dnia, wieczorem mamy uklęknąć do wspólnej modlitwy. A nie da się modlić z sercem pełnym złości. Wszystkie konflikty musimy rozwiązywać na bieżąco, dzięki czemu nie ma u nas cichych dni”.

Maja podkreśla, jak bardzo ich obecność w Ruchu wpływa na całą ich rodzinę: „Niektórzy zarzucają, że Ekipy nie zajmują się dziećmi – maluchy nie biorą udziału w spotkaniach, nie ma dla nich oddzielnej formacji. Ale kiedy dzieci widzą modlących się rodziców, widzą ich miłość i wiarę realizującą się w codzienności, same odkrywają swoją drogę do Boga. Widzę to w czasie modlitwy rodzinnej – mój 5-letni syn modlił się niedawno, żeby umiał jeszcze lepiej kochać Kościół. Chłopcy są ministrantami, Hania chce dołączyć do Dzieci Maryi. Nie byłoby tego, gdyby nie nasza formacja”.

 

Szczęśliwe małżeństwa, szczęśliwe dzieci

„Dla wielu ten ruch jest nieatrakcyjny – tu nie ma wielkiego show, emocji – mówi Krzysiek. – Wielu rezygnuje, myśląc, że nic się tu nie dzieje. Tymczasem to, co najważniejsze, odbywa się pomiędzy małżonkami, w sposób nieuchwytny”.

A Maja dodaje: „Kilka tygodni po ślubie pojechaliśmy do Lourdes na międzynarodowe spotkanie Ruchu. Widziałam tam parę staruszków – mieli pewnie koło 90 lat. Szli, trzymając się za ręce. Na pierwszy rzut oka było widać ich ogromną radość. Pomyślałam wtedy – jeśli to jest efekt bycia w Ruchu, to ja też tak chcę! Marzę, żeby moje dzieci były kiedyś tak szczęśliwe, jak ja”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail