Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Tak, to jest mój Kościół połamany. Jak posklejać wspólnotę zranioną skandalami i grzechem?

JEZUS POŁAMANY
Shutterstock
Udostępnij

Słyszeliście o kintsugi? W efekcie to, co było rozbite jest znowu całe i choć widać miejsca, w których się rozpadło, to są one ozdobione żyłami szlachetnych metali.

Mój Chrystus połamany

Pewnie widzieliście stare krzyże, na których figura Ukrzyżowanego jest pęknięta, brakuje jej ręki albo jest w jakiś inny sposób zdeformowana. Zawsze, ilekroć widzę taki krucyfiks, jestem wewnętrznie poruszony, a na myśl przychodzi mi tytuł książki Ramona Cue Romano SJ: „Mój Chrystus połamany”.

Skoro Kościół jest widzialnym ciałem Jezusa, to w ostatnich dniach widzę w nim „mojego Chrystusa połamanego”. Jest to ciało pokiereszowane cierpieniem niewinnych, skandalami seksualnymi, nadużyciem władzy, niejasnymi układami, wewnętrznymi tarciami, zgorszeniem, grzechem. Trudno jest patrzeć na to wszystko, tak jak trudno jest patrzeć na sceny biczowania Jezusa w „Pasji” Gibsona.

Połamane ciało Chrystusa może odrzucać. Tak, ono wygląda momentami obrzydliwie, strasznie i smutnie. Dla niektórych ten widok może być na tyle odpychający, że zechcą odejść.

 

Nie ma innego Kościoła

Romano nadał swojej książce tytuł: „Mój Chrystus połamany”. Czy ja dzisiaj, widząc Kościół, powiem o nim dalej „mój”? Tak, to jest mój Kościół połamany. Nie wyrzucę go na śmietnik, tak jak nie wyrzuciłbym zniszczonego krucyfiksu. Nie wymienię go też na inny, bo nie ma innego Kościoła, jest jeden.

Pokochałem go i zobaczyłem przez te wszystkie lata, że to jest prawdziwe Ciało Jezusa. Chrystus jest w nim i działa w nim. Jak wiele łaski otrzymałem od Boga właśnie w Kościele. Na własne oczy widziałem w nim wiele przejawów działania Ducha Bożego.

Znam piękne oblicza Kościoła i niesamowitych ludzi Kościoła pełnych Bożej wrażliwości.

 

Sztuka naprawiania

Nie mówię tego, żeby zasłonić swoje oczy przed złem i przed grzechem obecnym w Kościele. „Grzech mój jest zawsze przed mymi oczyma” – mówi psalmista. To także moje grzechy. W czasie formacji oazowej poznałem bardzo ważną prawdę, że Kościół jest Matką i tak go przeżywam. Chcę powiedzieć z całą mocą, że nawet jeśli dziś jest on bardzo połamany, to jest to mój Kościół połamany.

Łatwo dzisiaj popaść w katastrofizm patrzenia na Kościół. Wydaje się, że z potłuczonym naczyniem nic nie da się już zrobić. Pewnie wielu zadaje sobie pytanie, czy można naprawić to, co zostało połamane, czy jesteśmy skazani na rozbicie.

Słyszeliście o kintsugi? To japońska technika naprawy potłuczonych wyrobów ceramicznych przy użyciu odpowiedniej żywicy z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro czy platyna. To bardzo czasochłonna sztuka, dlatego poddaje się jej tylko te potłuczone naczynia, które uznaje się za naprawdę cenne dla właściciela.

W efekcie to, co było rozbite jest znowu całe i choć widać miejsca, w których się rozpadło, to są one ozdobione żyłami szlachetnych metali.

 

Odbuduj mój Kościół

Wierzę, że mój połamany Kościół może zostać naprawiony metodą kintsugi. „Gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska” – mówi św. Paweł. Historia Kościoła zna bardzo trudne czasy, w których nie brakowało pęknięć, skandali, grzechu, gdzie wszystko wydawało się chylić ku upadkowi.

Właśnie w takich momentach Bóg robił kintsugi. Wystarczy przywołać choćby czasy „niewoli awiniońskiej” i antypapieży. Kościół był wówczas połamany podziałami, wewnętrznymi walkami o władzę, polityką, niemoralnym prowadzeniem się kleru.

Właśnie wtedy Bóg powołał św. Katarzynę ze Sieny, która ofiarowała swoje życie za Kościół i przyczyniła się do powrotu papieża do Rzymu oraz do poparcia potrzebnych reform. Brała na siebie, także fizycznie, cierpienia Kościoła, bo kochała go, mimo że był bardzo zniszczony. Pisała listy do wysoko postawionych duchownych i świeckich, spotykała się z nimi i przemawiała z mocą, wzywając do odnowy i nawrócenia. Przede wszystkim jednak cały czas, nieustannie modliła się za Kościół i ofiarowała za niego swoje cierpienia.

Dwa wieki wcześniej Bóg powołał św. Franciszka z Asyżu, mówiąc mu: „Odbuduj mój Kościół”. Święty Biedaczyna faktycznie zainicjował ewangeliczną odnowę Kościoła, którego kondycja była bardzo kiepska. Zaczął ją od siebie samego. Nie pisał traktatów reformistycznych, ale przejął się do głębi Ewangelią, która stała się jego stylem życia. Stylem, który pociągał coraz to więcej osób, tak że wytworzył się ruch autentycznej odnowy Kościoła.

 

Nasz Kościół – nasza Matka potrzebuje nas

Nie mamy czekać na kolejnych świętych. To my mamy otworzyć się na łaskę Bożą i być kintsugi. Kościół potrzebuje teraz szlachetnych metali, które wypełnią bolesne pęknięcia. Blizny zostaną, żeby przypominać nam o skutkach grzechu, bo nie wolno nam zapominać o wyrządzonym złu.

Nie chodzi o zakrycie prawdy, ale o to, żeby zło zostało pokonane mocą łaski Bożej. Musimy wierzyć w łaskę Bożą, która jest potężniejsza od grzechu. Ciało Chrystusa nie zostało na krzyżu, zmartwychwstało.

Trzeba działać jak św. Katarzyna ze Sieny, która nie bała się mówić ostrych słów i stawiać w prawdzie nawet biskupów czy papieża. Ale trzeba też modlić się i brać na siebie cierpienia Kościoła tak jak ona.

Trzeba iść drogą reformy, odnowy, potrzeba rozwiązań systemowych, ale nie czekajmy na reformę Kurii Rzymskiej czy kolejny dokument. Musimy zacząć nawrócenie Kościoła od siebie, tak jak św. Franciszek.

Moja świętość przyczynia się do świętości Kościoła, tak jak mój grzech rani całe Ciało Chrystusa. Nasz Kościół połamany, nasza Matka potrzebuje nas jako kintsugi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail