Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Koniec lata, koniec słońca, koniec ciepła. Jak przetrwać?

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Kilka wniosków, które wyciągam z podejścia do zmian - kiedyś i dziś.

W podstawówce koniec lata kojarzył mi się wyjątkowo dobrze. Pachniał nowymi zeszytami, intrygował wierszami kolejnych epok w świeżym podręczniku do polskiego. Zapowiadał coś, czego jeszcze nie znałam. Kolejną przygodę.

Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie założę tornister, trzasnę bramką w płocie i uroczyście wymaszeruję w świat. No bo ile można jeździć całymi dniami na rowerze albo gapić się w niebo, leżąc na hamaku? Chciałam już spotkać nowych kolegów, nowe miejsca, nowe strony książek, nowe problemy gramatyczne. Chciałam borykać się z tym, czego jeszcze nie rozumiem. Porozwiązywać równania, napisać opowiadanie, zadać kilka logicznych pytań i wyprowadzić nimi z równowagi katechetkę. Znów się sprawdzić.

 

„Życie musi dać w kość”

W końcu jednak, jak każdy, z sierpniowej radości dojrzałam do sierpniowego smutku. Do niepokoju przed tym, co nowe. Do obaw. Dowiedziałam się, że nowe może ranić. Może stać się gwoździem do trumny i sznurem, który wiąże ręce. Może być gorsze od nudy i bezsensu, od stagnacji i nieobecności.

Koniec sierpnia zaczął się więc łączyć z bólami brzucha i samotnością. Z niezgodą, która wierciła dziurę, ale nie mogła przebić się do mojej świadomości. Bo świadomość racjonalizowała sytuację. A sytuacja krzyczała, że tak musi być. Życie musi boleć, musi dać w kość. Musi przestraszyć i pokazać ci twoje miejsce. Wreszcie – ma przestrzec cię przed złem.

Bo zło może czyhać wszędzie.

Po pierwsze, w marzeniach. Szczególnie tych niepasujących do schematu. Po drugie, w pragnieniach. Głównie w tych, które odkrywają cię zza zdystansowanej maski. Po trzecie, w ludziach, którzy mówią inaczej, niż powinni. Po czwarte, w tobie, kiedy myślisz lub czujesz inaczej niż trzeba.

 

Sierpniowe pytania

Zastanawiałam się, o czym napisać ten felieton i popatrzyłam w kalendarz. Znalazłam w nim koniec wakacji, początek szkoły i te dwa różne odczucia – ciekawego dziecka i skołowanego nastolatka. A pod nimi przeżywanie zmian. I pomyślałam o trzech rzeczach.

Po pierwsze, o (nie tylko wakacyjnej) wolności, która nie cieszy, jeżeli nie wiąże się z żadnym celem. Bez działania i sensu staje się ona ciężarem i pustką, a bez obecności i relacji więzieniem. Bo swoboda nie smakuje dobrze, jeśli nie wykorzystamy jej i czegoś na niej nie zbudujemy.

Po drugie, o odgradzaniu i unieszczęśliwianiu się na siłę. Choćby zasadami i opiniami, w które można wierzyć mocniej niż w drugiego człowieka. Takie zasady sprawiają czasem, że tworzymy swoje własne, wewnętrzne, przezroczyste akwarium. Wsypujemy do niego swoje upodobania, przekonania, wymagania i wydaje nam się, że to dojrzałość. Czujemy się bezpiecznie, bo wszystko ma „odpowiedni kształt”. Ale kiedy szkło zaczyna pękać, kompletnie nie panujemy nad powodzią.

Łatwo zapomnieć, że zasady pomagają – pod warunkiem, że są wyrazem miłości i troski, a nie ścianami, które odgrodzą nas od niepewnego świata i „uchronią” przed ryzykiem. Bo nie uchronią. Co najwyżej – rozczarują.

 

Wszystko w swoim czasie

A rozczarowanie to właśnie trzecia rzecz, o której myślę. To ciekawe, jak bardzo się go boimy, mimo że jest nieuniknione. Codziennie rozczarowujemy samych siebie, bliskich, znajomych, sąsiadów. Warto wymagać od siebie, ale efekt wymagania nie zawsze będzie wybitny. Często będzie przeciętny. Czy to znaczy, że zamiast satysfakcji mamy odczuwać niekończący się żal?

Ciągle jesteśmy niewystarczający. I wmawiamy sobie, że to problem. Ale rozczarowanie to nie problem, to wynik błędnych założeń.

Gdyby tak choć trochę bardziej wykorzystywać swoją wolność do działania, a zasady do kochania, a nie oceny. I gdyby pozwolić sobie na rozczarowania! Jestem pewna, że początki i końce byłyby wtedy znośniejsze.

Dobrze byłoby rozpocząć kolejny rok szkolny z uśmiechem i ciekawością. Co wydarzy się tym razem? Czego jeszcze się nauczę? Do czego to doprowadzi? Nie mam pojęcia. Tym razem spróbuję nie zakładać niczego przed czasem 🙂

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail