Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Major Henryk Sucharski. Nieznane zdjęcie dowódcy z Westerplatte

fot. Archiwum Państwowej Akademii Nauk w Gdańsku
Udostępnij

Na temat roli i dowodzenia Henryka Sucharskiego istnieją różne opinie: badacze historii obrony Westerplatte twierdzą, że mjr Sucharski już 2 września chciał się poddać, próbując wywiesić białą flagę, aby w ten sposób uchronić swoich żołnierzy od śmierci. Na to nie zgodził się kapitan Franciszek Dąbrowski, zastępca dowódcy.

Kiedy dwa lata temu przygotowałam materiały prasowe o bohaterach z Westerplatte, szukając różnych „tropów”, wybrałam się do Państwowej Akademii Nauk w Gdańsku. Poprosiłam panią o pomoc w przygotowaniu bibliografii i tak przez kilka godzin spisywałam tytuły książek. Pani widząc moje zaangażowanie, podeszła do mojego stoliczka z „pradawną” lampką w czytelni i szepnęła:  A może, pani Iwonko, chciałaby pani zobaczyć osobiste rzeczy Majora Sucharskiego i jego oryginalne dokumenty, listy i zdjęcia? Trochę mnie „zatkało”, bo nie wiedziałam, że akurat są w tym miejscu i można tak po prostu zobaczyć osobiste rzeczy dowódcy z Westerplatte.

 

Odkopane fotografie

Okazało się, że trzeba poczekać jeden dzień, aby otrzymać zgodę na dotarcie do specjalnego archiwum, gdzie znajdowały się osobiste rzeczy majora Sucharskiego. Nazajutrz już od rana czekałam na zawartość schowaną w kilku szarych pudełkach. Wzięłam do rąk imiennik majora. Potem zobaczyłam oryginalne świadectwa ukończenia szkół, certyfikaty, listy i pocztówki przesyłane majorowi Sucharskiemu z adresem na Westerplatte. Również dokumenty z pobytu majora w szpitalu.

Kilkadziesiąt zdjęć zrobionych osobiście przez Henryka Sucharskiego z Westerplatte: fotki ze spaceru z przyjaciółmi, wspólnego obiadu, a także z ćwiczeń wojskowych. Czy spotkania z kolegami. Były również zwyczajne zdjęcia z „codzienności”, łącznie z „trzódką” pasącą się na pobliskiej łące. Można by rzec „swojskie klimaty”. Niepokojące były zdjęcia samolotów niemieckich „krążących” nad Westerplatte z datą i uwagami, że są zrobione w kwietniu 1939 roku i dopiskiem majora, że „znowu pojawiły się samoloty niemieckie” i pytaniem „dlaczego?”. Z perspektywy czasu i zaatakowaniu Westerplatte 1 września 1939 roku przez okupantów niemieckich odpowiedź na pytanie „dlaczego?”, staje się bardzo jasna i przejrzysta.

Moją uwagę skupiło też jedno, niezwykłe w swoim charakterze zdjęcie w klimacie „sepii”. Oto Major Sucharski stoi w ubraniu cywila: w pięknym, ciemnym garniturze z jasnym kapeluszem na głowie i laską w dłoni… W pierwszym momencie skojarzyłam zdjęcie z ulubionym aktorem tamtego okresu (zdjęcie pochodziło z 1923 roku).To wszystko wydało mi się takie zwyczajne i ludzkie: marzenie o pięknym, godnym życiu.

 

Major Sucharski – bohater?

Na temat roli i dowodzenia Henryka Sucharskiego istnieją różne opinie: badacze historii obrony Westerplatte twierdzą, że mjr Sucharski już 2 września chciał się poddać, próbując wywiesić białą flagę, aby w ten sposób uchronić swoich żołnierzy od śmierci. Na to nie zgodził się kapitan Franciszek Dąbrowski, zastępca dowódcy. Sytuacja ta wywołała ostry konflikt, mówiono też, że mjr Sucharski przeżył załamanie psychiczne, co uniemożliwiało racjonalne dowodzenie i obronę Westerplatte. Dlatego większość badaczy historii wskazuje na to, że dowodzeniem zajął się kpt Dąbrowski.

Nie wiemy do końca jaka była prawda, ale na pewno postawa żołnierzy przez 7 dni obrony półwyspu była niezwykle bohaterska. Westerplatte i bohaterska obrona polskich żołnierzy, nazywane bywają Polskimi Termopilami. Nawet niemieccy okupanci z szacunkiem odnosili się do poddających się Westerplatczyków.

 

Bractwo Różańcowe Św. Dominika

Jednym z osobistych moich odkryć był fakt, że major Henryk Sucharski należał do Bractwa Różańcowego św. Dominika, z siedzibą u krakowskich dominikanów na ul. Stolarskiej. W oryginalnie zachowanym kalendarzyku kieszonkowym majora z 1934 roku była „wsunięta” kartka z przesłaniem Bractwa Różańcowego: różaniec wieczysty za zmarłych i konających, którzy potrzebują pomocy. Zapoczątkowany przez dominikanów o. Tymoteusza i o. Petroniusza w Włoszech, w XVII wieku.

Członkowie Bractwa mieli raz w miesiącu o oznaczonej godzinie (w dzień lub w nocy) odmawiać cały różaniec, czyli trzy części. Tego zobowiązania też podjął się major Sucharski, prawdopodobnie właśnie w 1934 r. W innych zapiskach majora w podręcznych kalendarzykach są zaznaczone wszystkie święta i uroczystości. A także uwagi, że pragnie napisać do przyjaciół lub się z nimi spotkać w najbliższej przyszłości.

 

Osobisty list do rodziny

Major Henryk Sucharski przeczuwając sytuację, jaka rozpoczęła się nad ranem 1 września 1939 roku, napisał do swojej rodziny list, właśnie tego samego dnia, domyślać się można, że po południu. W liście serdecznie zwraca się do matki i swojej siostry, pozdrawiając i dziękując za wszystko. Prosi też, aby pieniądze, które wcześniej przekazał swojej rodzinie, były przekazane konkretnej osobie, która potrzebowała wsparcia finansowego.

To nie jest list o charakterze pożegnalnym, ale na pewno są to słowa zatroskanego mężczyzny o losy swoich najbliższych, swojej rodziny. Z wszystkich osobistych rzeczy jakich mogłam „dotknąć” i zobaczyć, potwierdził się obraz człowieka, który pragnie godnie przeżyć życie, pomimo „wzlotów i upadków”. Człowieka,  który miał wielu przyjaciół i kochającą rodzinę. Można się spierać, czy major Henryk Sucharski był rzeczywiście superbohaterem z Westerplatte. Na pewno nie był to bohater ze „stali i spiżu”. Ale zwyczajny człowiek, mający swoje charyzmatyczne cechy, ale też głębokie słabości i załamania. Żołnierz kochający życie i szanujący ludzi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail