Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Chcieliśmy zmienić szkołę… Przeszkodą okazali się inni rodzice!

SZKOŁA
Anna Samoylova/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jeśli włożymy żabę do garnka z zimną wodą, a garnek postawimy na ogniu, to nic się nie wydarzy. Żabie będzie coraz cieplej, ale nie ucieknie. Ba, nawet się nie zorientuje, gdy już będzie ugotowana. Gdyby jednak wrzucić żabę do gorącej wody, to zaraz by z niej wyskoczyła.

Chcieliśmy, żeby szkoła naszych dzieci była inna. Mniej prac domowych, pamięciówek, oceniania, porównywania i sztucznego dystansu. Takich zmian chcieli też nauczyciele. Przeszkodą okazali się inni rodzice.

Oto fragment dość typowej historii. Liczba rodzin rozczarowanych polską szkołą rośnie lawinowo. Jak grzyby po deszczu powstają też szkoły alternatywne – często tworzone przez rodziców. Dlaczego? Bo rodzice, którzy chcieli zaangażować się w zmianę w swoich szkołach rejonowych, spotkali się z oporem nie do pokonania. W większości przypadków nie był to opór nauczycieli, a nawet częsty dystans dyrekcji do zmian wydawał się być do przewalczenia. Największym problemem w oddolnych zmianach w edukacji są… rodzice!

 

Dzisiejsza szkoła – przeżytek?

Szkoła jaką dziś powszechnie znamy, narodziła się w XIX wieku. Jej zadaniem było kształcenie pracowników na ówczesny rynek. Praca w 45 minutowych blokach, zaczynana i kończona głośnym sygnałem dźwiękowym – to jeden z najbardziej wyraźnych reliktów ery industrialnej. Zapamiętywanie ogromnych ilości informacji o świecie to wynik ograniczonego dostępu do informacji – w czasach, gdy nawet Encyklopedia Britanica wydawana jest on-line, taki model wymaga gruntownego przemyślenia. Czy szkoła XXI wieku nie powinna być skrojona na miarę realiów XXI wieku?

Dziś na rynku pracy liczy się kreatywność i krytyczne myślenie, znajdowanie nowych odpowiedzi i podważanie zastanych rozwiązań. Zasób wiedzy dostępnej na wyciągnięcie ręki jest tak duży, że powinniśmy nie tyle wszystko wiedzieć, co wiedzieć czego wiedzieć nie muszę. Żelazna dyscyplina względem przełożonego odchodzi do lamusa, dziś w jej miejsce wkracza odpowiedzialność przed zespołem i wewnętrza motywacja wsparta siłą charakteru. Pracowników o takich cechach XIX-wieczna szkoła może kształcić niemal wyłącznie jako skutek uboczny.

 

Alternatywne szkoły

Historia zna wybitne jednostki niszczone przez system edukacji, ujawniające swój geniusz, będąc tego systemu skutkiem ubocznym. Najbardziej znanym z nich jest Albert Einstein, który miał poważne trudności ze spełnieniem szkolnych oczekiwań w zakresie nauk ścisłych. Dziś skutkiem ubocznym edukacji nienadążającej za współczesnością są alternatywne szkoły i programy edukacyjne. Ich twórcy pokazują, że każde dziecko ma swój wyjątkowy rytm rozwoju. Zamiast na siłę dopasowywać ten rytm do jakichś ram, efektywniej jest wspierać unikalność dziecka i w ten sposób prowadzić je do życia w świecie technologii i robotów, w którym niepowtarzalność będzie jedną z najważniejszych cech ludzi.

Świat będzie stawał się coraz bardziej techniczny, to jest właściwie nieuniknione. Dlatego na znaczeniu w życiu codziennym będzie przybierało to, co w nas najbardziej ludzkie. Pomysłowość, empatia, komunikacja, wrażliwość na sztukę – do rozwoju w tych obszarach powinniśmy przygotowywać się już od najmłodszych lat. Prawie wszyscy to widzimy, ale wciąż mniejszość z nas chce tej zmianie stawić czoła. Żeby to zrobić, trzeba zmienić myślenie o szkole, o tym po co, jak i czego należy się uczyć. Ci, którzy boją się zmian w oświacie, mówią, że to eksperyment, który może się nie udać i odbije się negatywnie na ich dzieciach. Takie zagrożenie oczywiście istnieje, ale jest niczym w porównaniu z zagrożeniem, jakie stoi przed żabą w podgrzewanej wodzie.

 

Szkoła jak gotowanie żaby

Jeśli włożymy żabę do garnka z zimną wodą, a garnek postawimy na ogniu, to nic się nie wydarzy. Żabie będzie coraz cieplej, ale nie ucieknie. Ba, nawet się nie zorientuje, gdy już będzie ugotowana. Gdyby jednak wrzucić żabę do gorącej wody, to zaraz by z niej wyskoczyła.

Trwanie w tym, co w szkole najbardziej archaiczne jest wygodne. Sprawdziło się na skórze rodziców i przeżyli to, przeżyją też i dzieci. Coś może być stare i zniszczone, ale może być nam wygodne, bo jest znane i przewidywalne. Nie inaczej jest z szkołą. Rodzice posyłając do niej swoje dzieci, boją się niespodzianek i udają, że nie czują stale podnoszącej się temperatury wody, w której są zanurzeni. Ci, którzy czują, że w wodzie jest za gorąco albo z niej wyskakują, albo zrezygnowani dopasowują się do reszty.

Można by wyłączyć ogień pod garnkiem. Czy tak się jednak stanie, zależy wyłącznie od rodziców – ich aktywnej gotowości do zmiany myślenia o edukacji i pracy o nią. Bo jeśli szukać największej siły, która mogła by edukację zmienić i zarazem największej siły, która zmiany w edukacji blokuje, to siłą tą są właśnie rodzice.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail