Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy slow life z małym dzieckiem jest możliwy?

SLOW LIFE Z DZIECKIEM
Tanaphong Toochinda/Unsplash | CC0
Udostępnij

To wszystko było nowe i czasami trudne. Jednak akceptacja, że teraz tak jest, pozwalała mi odzyskać spokój i złapać perspektywę. W końcu nic nie trwa wiecznie. Na razie nie mogę wyjść na cały dzień, ale za kilka miesięcy to się zmieni. Dzisiaj się nie wyspałam, ale mogę dospać w ciągu dnia, a poza tym kiedyś będę się wysypiać.

Gdy po raz pierwszy miałam zostać mamą, od wielu osób słyszałam, że teraz to dopiero się zacznie. Ciągły pośpiech, nieprzespane noce, zmęczenie itd. Część opowiadanych historii była tak dramatyczna, że zastanawiałam się: Jak to możliwe, że ci ludzie jeszcze żyją? Jak udało im się przetrwać ten trudny czas?

Przekonywano mnie, że przy dzieciach trzeba porzucić myślenie o slow life i minimalizmie. Idee te przedstawiano jako niemożliwe do zrealizowania w rodzicielstwie.

Przyznam, że pierwsze tygodnie czy miesiące w nowej roli były dla mnie wyzwaniem. Wszystko było nowe, a stres i niepewność, czy aby na pewno dobrze robię, wzmagał presję i poczucie pędu. Jednak z czasem, z każdym kolejnym tygodniem, miesiącem udało się coraz lepiej opanowywać początkowy chaos i po części wrócić do naszego slow życia.

 

Akceptacja rzeczywistości

Pierwszą i najważniejszą rzeczą, która mi w tym pomogła była akceptacja rzeczywistości. Ona całkowicie się zmieniła. Musiałam brać pod uwagę nie tylko nasze (męża i moje) potrzeby, ale też potrzeby naszego Maleństwa. Musiałam zaakceptować ograniczenia – przerywany sen w nocy, konieczność bycia z dzieckiem na początku praktycznie non-stop i wiele innych.

To wszystko było nowe i czasami trudne. Jednak akceptacja, że teraz tak jest, pozwalała mi odzyskać spokój i złapać perspektywę. W końcu nic nie trwa wiecznie. Na razie nie mogę wyjść na cały dzień, ale za kilka miesięcy to się zmieni. Dzisiaj się nie wyspałam, ale mogę dospać w ciągu dnia, a poza tym kiedyś będę się wysypiać. Akceptując rzeczywistość, przestałam z nią walczyć i dzięki temu nie traciłam na to sił.

 

Granie w jednej drużynie

Mam to szczęście, że od samego początku mój mąż bardzo angażował się w obowiązki domowe i rodzicielskie, a ja mu w tym nie przeszkadzałam. Budowanie świadomości bycia teamem wymagało od nas wysiłku, rozmów i szukania najlepszych strategii działania. To wszystko się opłaciło, bo z każdym miesiącem coraz lepiej się komunikujemy i współpracujemy ze świadomością, że gramy w jednej drużynie.

Zostanie mamą dało mi siłę do stawiania granic oczekiwaniom innych ludzi. Bardzo często słyszałam, że ktoś coś chce np. chce nas zobaczyć, chce potrzymać nasze dziecko, chce żebyśmy gdzieś pojechali, coś zrobili. Tych próśb, żądań czy oczekiwań było tak dużo, że w normalnych warunkach niemożliwością byłoby spełnienie ich wszystkich.

A ja nie byłam w normalnych warunkach. Byłam w nowej sytuacji, która czasami była sielska i anielska, a czasami mnie totalnie przerastała. Dlatego wraz z mężem zadawaliśmy sobie pytania: Co teraz będzie dobre dla naszej rodziny? Czy kierujemy się potrzebami naszej rodziny czy innych osób? Jeżeli się na to zgodzimy, to jakie koszta poniesiemy?

 

Sztuka mówienia „nie”

Gdy uznawaliśmy, że lepsze dla nas jako rodziny będzie powiedzenie nie, to dziękowaliśmy za propozycje i odmawialiśmy lub tłumaczyliśmy, że w obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie podjąć się kolejnych zobowiązań. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że tak wiele osób rozumiało i szanowało nasze odmowy. Owszem, zdarzyły się, że pojedyncze sytuacje, gdy ktoś się na nas obraził, a nawet przestał się do nas odzywać. Jednak patrząc całościowo z perspektywy prawie roku, mogę powiedzieć, że dzięki stawianiu granic moje relacje z innymi są lepsze.

Nadal zdarza mi się wpaść w pęd, ale też łatwiej mi się zatrzymać i zwolnić. Nie walczę z rzeczywistością, akceptuję to co przynosi kolejny dzień i dostosowuje do niego moje plany. Potrafię postawić granicę oczekiwaniom innych, choć nadal bywa to dla mnie trudne. Uczę się odpuszczać i dostrzegać swoje granice. Wszystkim przyszłym mamom opowiadam, że życie slow z małym dzieckiem jest możliwe.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail