Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dziewczynki – kobiety, które boją się dorosnąć

Udostępnij

W pewnych miejscach jesteśmy małe i bezbronne lub zapalczywe i bezlitosne. Szukamy swojego komfortu, przyjęcia i akceptacji. Tam, gdzie nie wiemy dlaczego coś czujemy lub czegoś pożądamy znajduje się nasza mała dziewczynka – nieodzowna, ukryta część naszej kobiecości, która pragnie naszej uwagi i troski.

Znam kobiety kapryśne jak „sto pięćdziesiąt”. Są szczęśliwe dopóty, dopóki świat dotrzymuje im kroku, adoruje je i chętnie odpowiada na ich pragnienia. W momencie przeniesienia zainteresowania na kogoś innego okazują się zagubione i rozzłoszczone. Mówią, że są dorosłe i odpowiedzialne, podczas gdy prawdziwa dorosłość i prawdziwa odpowiedzialność totalnie je dekonstruuje. Nie lubią innych kobiet, szczególnie tych silnych i oddanych. Podchodzą do ogrodzenia, za którym rozpoczyna się dojrzała kobiecość i udają, że razi je prąd. Odskakują. Boją się inicjacji, przejścia, nowego.

 

Pocięte przez kobiecość

Ramiona Dziewczynki, wytrenowane w doświadczaniu odrzucenia, obawiają się ciężaru tego, co niesie przyszłość. Dziewczynki marzą o dzieciach, ale zaraz po tym boją się, że je zawiodą. Chcą małżeństwa, ale nie wiedzą, jak miałyby przeżywać szarą, rodzinną codzienność – bez wzlotów, afektów i świetlistych chwil. Pragną przyjaźni, ale nie mają zamiaru otworzyć serca przed kimkolwiek. Najwyżej uchylić.

Każda z nas ma własne doświadczenie kobiecości, które wlało się w nasze serca razem z matczynym mlekiem. To one, nasze mamy, odpowiadają za lęki i obawy względem tego, jakimi kobietami mogłybyśmy się stać. Przypatrywałyśmy się im i chłonęłyśmy ich świat, gesty, uczucia, słowa. Czułyśmy się przyjęte lub odrzucone. Nasza Pierwsza Kobieta pozwoliła nam kochać lub kroiła nasze serca na części.

 

Jak Wenus z morskich fal

O matkach nie można mówić źle, dlatego też dziewczynki rzadko kiedy złoszczą się na nie. Co innego ojcowie – ci odchodzą, zdradzają, bywają beznadziejni. Matki nie mają aż tak surowych ocen. Nawet gdy o nas zapominają lub całe życie trenują nas w kobiecej rywalizacji.

Mało kto o tym mówi, ale kobiecość wyłania się z innej kobiecości, jak Wenus z morskich fal. Matryca wznosi się na matrycy. Oswobodzona kobiecość, ciepła, afirmacyjna i pozwalająca doświadczać przynosi na świat kobietę spełnioną. Ich wewnętrzna dziewczynka będzie uwalniać się w bezpieczny sposób. Będzie wzruszać się, płakać i śmiać, trzymając za rękę dorosłą kobietę.

 

Dziewczynki myślą, że nie dosięgną miłości

Dziewczynki mieszkające w kobietach z mniej dobrotliwą historią życia, przypominają równoległy świat Piotrusiów Panów. Nie potrafią dorosnąć. Gniotą się w swoich ranach. Krzyczą. Tupią nogami. Płaczą bez możliwości ukojenia. Pragną, aby wszyscy widzieli (i przeżywali!) ich ból, jednocześnie nie chcąc, by ktoś je dotknął.

Dziewczynki z niezwykłą biegłością organizują własne igrzyska, podczas których prezentują szeroką gamę swoich przeżyć – od rozdarcia do głębokiego cierpienia. W momencie otrzymania propozycji ich rozwiązania zwijają namioty, gaszą świece, zrywają relacje, przestają rozmawiać.

Ktoś nauczył je, że nawet najsilniejsze emocje i najbardziej doniosłe komunikaty nie przekonają je o tym, że są warte miłości.

Otacza nas mnóstwo kobiet, które boją się przejść życiową inicjację. Mimo konkretnego wieku wciąż dygocą i trzęsą się na widok stabilizacji, nie tylko tej „stanowej”, ale przede wszystkim emocjonalnej i materialnej. Ich matki opowiedziały im zakłamaną historię o tym, że kobieta możne istnieć jedynie w krainie Niemożliwości i Niedostępności. Czułość, ciało, dusza, pragnienie, miłość, wierność, sprawczość – wszystko to, to tylko pobożne życzenia. Dziewczynki są zbyt małe, aby móc dosięgać. Nawet, jeśli stoją na palcach.

 

Droga Dorosłej Kobiety i Dziewczynki

Gdy Dorosła Kobieta bierze Dziewczynkę na ręce, gdy pozwala jej odpocząć, trzyma ją mocno i przytula, gdy ta wierzga nogami, zaczyna się coś, o czym Clarissa Estes napisze: „To jest najpotężniejsza modlitwa: utrzymanie jedności, choć wszystko wokół rozpada się na części”. Dorosła Kobieta musi w końcu wysłuchać swojej małej siostrzyczki. Czasem potrzebny jest ku temu dłuższy przystanek i poczekanie, aż Mała wyskacze się na pobliskiej łące, zaliczy kilka siniaków i przybiegnie z płaczem po pocieszenie.

Ceruje potarganą sukienkę i rozczesuje niedotykane od lat włosy na maleńkiej główce. Już nigdy więcej jej nie porzuca. Stoi obok, gdy tą mniejszą coś przeraża. Odbiera od niej mnóstwo radości, uczy się tego, co to znaczy cieszyć się życiem.

W drodze Dorosłej Kobiety i Dziewczynki nie chodzi o to, aby którejkolwiek z nich zamknąć usta. Chodzi o zjednoczenie. O komunię tych dwóch. O to, że gdy zaczynamy przyjmować się w całości, rozszczepione drogi naszego życia przemieniają się w jedną.

Czytaj także:
Słownik kobiet: seks
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail