Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak przetrwać trudną ciążę? Mnie się udało, choć nie było łatwo…

Udostępnij

Masz nakaz polegiwania, bo np. grozi ci przedwczesny poród? Jesteś na skraju załamania, bo każdy dzień życia twojego dziecka stoi pod znakiem zapytania?

Musi pani leżeć

Proszę wejść.

Lekarz wskazuje palcem drogę. Idziemy jakby lekko na „rauszu”, z nadmiaru trudnych emocji.

– Dwa tygodnie będą decydujące. Trzeba czekać.

Po czym kitel rozmywa się gdzieś za korytarzem.

– Na co? – krzyczę (mam wrażenie, że za głośno). W tym miejscu nie muszę chyba tłumaczyć, o czym traktują powyższe słowa lekarza.

 

„Przykuta” do łóżka

Też usłyszałaś coś podobnego? A potem zostałaś „przykuta” do łóżka, bez żadnej możliwości opuszczenia go choć na chwilę? A wszystko dla dobra dziecka, bo w każdej chwili twoja ciąża może się zakończyć? Początkowo zalecono mi dwa tygodnie polegiwania, jednak potem mój „areszt domowy” przedłużył się.

Tylko za co ta kara, jeśli nie dokonałam żadnego przestępstwa? Był to jednak czas potrzebny. Najlepsza metamorfoza, jaką kiedykolwiek przeżyłam. Nastąpiła szybka (ale nie bezbolesna) „resocjalizacja duszy”, po to, by mogła narodzić się nowa kobieta – matka.

Jednak moje wnętrze wymagało kolejnej dawki terapii (w ostatnim czasie trochę je zabrudziłam), więc areszt domowy przedłużono mi do 35. tygodnia ciąży. Początkowo nie zgodziłam się z „wyrokiem”. Krzyczałam, a nawet urządziłam domowy protest i okupowałam łazienkę przez cztery godziny.

Jednak ostatecznie złagodzono „karę” i dano mi możliwość przepustek (wtedy uciekałam do teatru), by choć na chwilę zapomnieć o bólu. Do dzisiaj boli, chociaż minęły już cztery miesiące od porodu. Ciało (delikatnie mówiąc) jest lekko posiniaczone.

 

Znowu do szpitala

Masz wrażenie, że na oddziale ginekologiczno-położniczym znają cię wszyscy, bo nierzadko tam wpadasz (jednak nie na herbatkę)? Bywałam tam zdecydowanie za często, ale żeby jakoś umilić sobie ten czas, odgadywałam w myślach, jaki lekarz tym razem mnie przyjmie. Miałam swoich ulubieńców.

Tylko dziwnym trafem każdy mówił to samo, z wyjątkiem jednego (pamiętam jego twarz). Ten był nazbyt konkretny i zdecydowany. Musimy panią położyć na „patologię ciąży”. (Jaka patologia? Przecież robię wszystko, co mi każecie – leżę i potulnie od siedmiu miesięcy daję się kłuć dzień w dzień w te same miejsca).

To była Wielka Sobota. Wyszłam na własne żądanie, by spędzić Wielkanoc z mężem. Bo chciałam, żeby było „normalnie”, po prostu „normalnie”.

 

Noc, która nigdy się nie kończy

Ktoś mi kiedyś powiedział, że na drodze duchowej zdarzają się ciemne noce. Wówczas myślałam bardziej o jakimś chwilowym spadku formy, czyli o czymś w stylu „mam doła”. Chyba już wiem, czym jest to zjawisko, bo przeżyłam dosłownie ciemną, długą noc, która trwała szesnaście godzin, zanim pojawiło się światło.

Był to czas, kiedy na przemian modliłam się i płakałam, żeby to się wreszcie skończyło. Ale potem odzyskiwałam na nowy siły, by wytrwale godzina po godzinie dążyć do celu. Ten cel zdawał się być bardzo odległy, bo okazało się, że moje wysiłki idą na marne. W końcu padłam ze zmęczenia (bo ile można). Moja noc trwała wyjątkowo długo, bo szesnaście godzin, zanim ujrzałam moje dziecko. Czy warto było?

 

A zatem jak przetrwać trudną ciążę?

Było warto.

Co musisz zrobić, żeby przetrwać trudną ciążę? Nie będzie tutaj złotych rad. Chyba jedna i słuszna porada brzmi: bądź silna i słaba. To znaczy? Otóż:

– walcz do utraty tchu, ale kiedy nie masz sił, idź do łazienki i płacz (może być nad zlewem),

– rozmawiaj z kimś o tym, co przeżywasz (o swoich lękach, niepokojach, nie daj Boże nie zamykaj tego wszystkiego w sobie),

– rozmawiaj z dzieckiem (mów do niego, delikatnie, czule, próbuj mu wytłumaczyć swoje zdenerwowanie czy strach – uwaga! Twoje dziecko wszystko czuje),

– a przede wszystkim słuchaj lekarzy (oni wiedzą lepiej, nawet jeżeli każą ci polegiwać, to jest to słuszne i dobre dla twojego dziecka, a chyba ono jest najważniejsze).

Poza tym mniej wiarę, że Ten, który daje życie prowadzi cię i tobie, mamo, błogosławi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail