Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Poznaj techniki szybkiego zapamiętywania, których uczono w średniowiecznych szkołach

Udostępnij

Tak, tak - mimo powszechnego przekonania, że wieki średnie to wieki ciemne, to tak naprawdę jest wiele rzeczy, z których możemy brać wzór!

W czasach przed wynalezieniem druku uczeń i student nie mógł liczyć na łatwy dostęp do podręczników. Niejednokrotnie jedynym przyborem naukowym, na jaki był skazany, była jego własna pamięć, której… ułatwiał zadanie, jak mógł.

W średniowieczu książki były bardzo drogie, nie tylko ze względu na konieczność ich żmudnego, odręcznego przepisywania, ale także z powodu olbrzymich cen samego pergaminu, który zastępował nieznany wówczas w Europie papier. W związku z tym studenci nie mieli możliwości wracać do spisanej kopii podręcznika, gdy było im to potrzebne. Aby sobie z tym poradzić, musieli niejednokrotnie zapamiętywać całe partie tekstu. Na szczęście, także średniowieczni pisarze i kopiści wychodzili im naprzeciw.

Nie dziwne, że w tych okolicznościach zapamiętywanie stało się bardzo cenioną sztuką, którą doskonalono według rad zawartych w dwóch starożytnych książkach: „O mówcy” Cycerona oraz przypisywanym mu wówczas dziele „Retoryka dla Herenniusza”.

 

Przekładanie tekstu na obraz

Po pierwsze, należało przełożyć dany tekst na obrazy. Przykładowo, zamiast zakuwać na pamięć formułkę „król wrócił do swego zamku”, należało wyobrazić sobie króla rzeczywiście wjeżdżającego do swego zamku. W obrazy można też ujmować rzeczy i zjawiska, których na co dzień nie obserwujemy. Trójca Święta? Proszę bardzo, tak powstał słynny diagram Scutum Fidei, w rysunkowej formie przedstawiający osoby Trójcy i zależności między nimi.

 

„Summa Teologiczna” i szybsze zapamiętywanie

Po drugie, należało wyobrazić sobie inny obraz i jakoś je razem połączyć. Najlepszym przykładem są tu wszelkiego rodzaju atrybuty świętych, które nie tylko pozwalały rozpoznać ich w kościelnych rzeźbach, ale przede wszystkim pomagały łatwo je zapamiętywać. Prościej jest zapamiętać, z której Ewangelii pochodzi dane zdanie, jeżeli zamiast abstrakcyjnych imion ewangelistów skojarzymy je sobie z młodzieńcem, lwem, bykiem czy orłem.

Pomocne bywało również zapamiętywanie całej sytuacji, w której daną rzecz poznaliśmy. Jeżeli chodziło o cytat z jakiejś książki, to warto było go skojarzyć z tym kto, gdzie i w jakich okolicznościach go wypowiedział. Im bardziej szczegółowy obraz, tym lepiej się pamięta. Dobrym obrazem były też… strony książki, którą się czytało. Dziś to abstrakcyjne, jednak w średniowieczu na pomoc przychodziła sztuka inicjałów, czyli bogato zdobionych pierwszych liter, od których zaczynał się dany fragment. „Stronę 40” trudno połączyć z czymkolwiek, ale „stronę z aniołem w czerwonej tunice podtrzymującym literę M” już łatwiej.

Zresztą zapamiętywanie ułatwiały nie tylko elementy graficzne. W średniowieczu wytworzył się gatunek literacki znany jako summa, który służył właśnie celom edukacyjnym. Kto czytał choćby „Summę Teologiczną” św. Tomasza z Akwinu, z pewnością zwrócił uwagę na dwie charakterystyczne cechy tego dzieła: na bardzo rozbudowany, piętrowy system podziału tego olbrzymiego dzieła na drobne fragmenciki, które można było łatwo w myślach zobrazować oraz na formę „pytanie – odpowiedź”, co ułatwiało naukę metodą skojarzeń.

 

Rzymski pokój

Po trzecie, należało wiedzę usystematyzować. W tym celu najlepiej nadawała się technika, którą nazywa się pokojem pamięci lub rzymskim pokojem. Technika ta powstała w starożytności, gdy grecki poeta Symonides z Keos cudem uratował się z katastrofy budowlanej, wychodząc wcześniej z uczty. Zmasakrowane ciała współbiesiadników rozpoznał tylko dlatego, że przyporządkował je w wyobraźni do miejsc przy stole, które zajmowali wcześniej. Należało więc przyporządkować poszczególne obrazy jakimś miejscom w budowli, rzeczywiście istniejącej lub wymyślonej. Można było sobie wyobrazić, że w poszczególnych pokojach rozgrywały się różne lekcje z jakiegoś przedmiotu. Jeżeli chcieliśmy sobie coś przypomnieć, wystarczyło „wejść” do odpowiedniego pokoju i wysłuchać, co nauczyciel miał do powiedzenia. Oczywiście, było to dużo bardziej skomplikowane, bo po podziale całego kursu na poszczególne wykłady należało jeszcze podzielić sam wykład i w ten sposób rozłożyć potężną strukturę na łatwe do zapamiętania fragmenty.

 

Repetitio est mater studiorum

I po czwarte wreszcie, należało sobie zastaną wiedzę utrwalać. Dlatego właśnie wyobrażenie sobie rzeczywistego miejsca było lepsze od budynku fikcyjnego – można było dokonywać powtórzeń poprzez realny spacer po wyobrażonym ogrodzie czy kościele i odtwarzanie sobie informacji związanych z danym miejscem. Gdy zaś ktoś użył „miejsca” wymyślonego – pozostawała trudniejsza kontemplacja wybranych zagadnień w ciszy, co nie było jednak problemem, gdyż świetnie pasowało do popularnego wówczas klasztornego stylu życia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail