Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miasto mafii miastem kapłanów? Zaskakująca przemiana!

Udostępnij

W diecezji warszawsko-praskiej to właśnie z tej parafii jest najwięcej powołań. Msze święte są pełne wiernych. A kolejki do konfesjonałów nie mają końca. Dacie wiarę, o jakie miasto chodzi?

Jeszcze za czasów mojego liceum na hasło „Wołomin” człowiek widział panów w szeleszczących ortalionowych dresach, ludzi atakujących nożami bezbronnych pasażerów w autobusach czy głośne od furgoczącego diesla czarne, czasem nieco stuningowane golfy z przyciemnianymi szybami.

No, a przede wszystkich myślał o tym, czego większość drobnych warszawskich przedsiębiorców miała podstawy bać się najbardziej. Wołomińska mafia. Nie tak dawno dowiedziałem się, że właśnie to miasteczko wybrał niedawno mój serdeczny przyjaciel jako miejsce, gdzie chce mieszkać. Po kilku miesiącach napisał do mnie wiadomość, w trakcie czytania której wielokrotnie przecierałem oczy ze zdumienia. Owszem, domyślałem się, że tamtego Wołomina z czasów mojego liceum dawno już nie ma. Ale nie spodziewałem się, że w jego miejscu wyrosła taka perełka.

 

Procesja po księdza. Swojego księdza

„Dom sprzedał mi 83-letni lekarz, którego ojciec zakupił tę nieruchomość kilkanaście dni przed Powstaniem Warszawskim. Kupił od spadkobierców budowniczego tego domu, pewnego lekarza, którego niesamowita historia mogłaby stać się kanwą do książki” – zaczął mój przyjaciel.

„Okazało się, że ja, człowiek oddany w szczególności Matce Boskiej Częstochowskiej, trafiłem do Jej parafii, która jest pierwszą i główną parafią wołomińską. Mało tego! Kościół został konsekrowany przez Sługę Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego pomnik stoi na kościelnym placu. Przyznam ci się, że jest to druga najbardziej patriotyczna świątynia w jakiej byłem. Cała zdobiona malowidłami z historii Polski, bogata w powiązania naszych dziejów narodowych z Bożą Opatrznością, która czuwa nad Polakami. Kto to w Polsce wie?”.

Marek rozpisuje się dalej.

„Parafia jest niezwykle żywa. Msze święte o każdej porze gromadzą licznych wiernych nawet w środku tygodnia. Posługuje w niej wielu księży, a kolejki do konfesjonałów są ciągle liczne. To właśnie z tej parafii jest najwięcej powołań w diecezji! Miałem okazję być świadkiem wzruszającego momentu, kiedy przed mszą prymicyjną parafianie wyszli w procesji, aby do kościoła wprowadzić nowego księdza, który wyrastał pośród nich. Już wtedy wiedziałem, że trafiłem na odpowiednie miejsce.

 

Wstać, gdy idzie kapłan

Zanim Marek kupił dom, musiał wpierw załatwiać wiele spraw biurowych. Odpisy, księgi wieczyste, itp. Prędzej czy później musiał więc trafić do urzędu miasta. A konkretnie do pani burmistrz. I tutaj kolejne zaskoczenie.

„W jej sekretariacie zobaczyłem wiszący na ścianie wielki Akt Ofiarowania Niepokalanemu Sercu Maryi miasta Wołomina. Podpisany przez jego władze”.

Na koniec najlepsze. Czyli ludzie. Marek pisze o spotkanych w Wołominie mężczyznach. W pełni oddanych Bogu.

„Spotkałem ich na mszy św. I znów to samo: zaskoczenie. Gdy rozmawialiśmy po mszy, jeden z nich, zobaczywszy przechodzącego obok nas księdza, wstawał z ławki, by z pokorą i szacunkiem ukłonić się duchownemu. Okazało się, że ci panowie to zorganizowana grupa. Spotykają się regularnie pod figurą św. Józefa.

Szybko zorientowałem się, z kim mam do czynienia. To prawdziwi Wojownicy Pana Boga. Nie posiadając zorganizowanych struktur, modlą się razem już od lat. Mało tego: od dawien dawna w każdą pierwszą sobotę miesiąca organizują pielgrzymkę z parafii do Góry Kalwarii, aby oddać cześć Matce Bożej pod patronatem księży marianów. Panowie podjęli już wiele ślubów i wyrzeczeń. Część nawet na całe życie.

Wiara, jaka od nich bije, jest tak głęboka i żywa, że przebywanie z nimi było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Mają wspaniałe rodziny, prowadzą firmy, odnoszą sukcesy zawodowe i nie poddają się w porażkach. Jednak to wszystko dzieje się z całkowitym oddaniem swego życia Panu Bogu”.

 

Żarty się skończyły

„Piszę ci o tym, ponieważ przez poszukiwanie tego domu, poprzez jego zakup i poznanie tych mężczyzn, zobaczyłem jasno, że oto realizuje się bardzo szeroki Boży plan. Kiedy poznałem ludzi i zobaczyłem, z kim mam do czynienia, zrozumiałem, że żarty się skończyły. Tu nie da się być letnim katolikiem. Albo wchodzisz cały w posługę, albo nie pójdziesz dalej. Mam nieodparte wrażenie, że tu, w tym mieście Pan Bóg upomni się o moje pełne wypełnienie powołania”.

Po tym liście Wołomin przestał być dla mnie miastem mafii. Miastem przestępstw, niebezpieczeństwa i cwaniactwa. Stał się miastem powołań, miastem dużych rodzin, miastem, w którym – pomimo licznych kapłanów – trzeba swoje odstać w kolejce do konfesjonału. Wreszcie: miastem poświęconym. I od tego chyba trzeba by było zacząć tę wyliczankę.

Może i inne miasta poszłyby tym przykładem? Kilku panów takich, jak ci poznani przez mego przyjaciela, na pewno da się znaleźć…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail