Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

O tych, którzy miażdżą system. Co łączy Gmocha i Churchilla?

Fot. books.google.com
Udostępnij

„Najlepszy trener na świecie” nie jest banalną opowieścią o futbolu. Jacek Gmoch jest zbyt inteligentnym rozmówcą, by poprzestać na opowiadaniu oklepanych historyjek.

Dlaczego powstają takie rozmowy, jak ta, którą przeprowadzili z Gmochem Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke? Po pierwszych kilku stronach trudno było mi odpowiedzieć na to pytanie. Kto zna Gmocha z ekranu telewizora (a zna go wielu, bo od lat jest obiektem sympatycznych żartów w sieci), ten wie, że jest przekorny, kąśliwy, z dowcipem gruchoczącym kości, niczym przysłowiowy słoń porcelanę.

Taki jest też w tym wywiadzie – dziwaczny, opowiadający pokraczne anegdoty, a przy tym przenikliwie inteligentny. Bartosiak i Klinke pokazują słynnego trenera takim, jakim jest, czyli bez pudrujących rzeczywistość poprawek redaktorskich. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego powstał wywiad z Gmochem, a jeszcze bardziej – dlaczego miażdży system?

 

Jacek Gmoch – najlepszy?

Gmoch – świetnie zapowiadający się piłkarz, który doznał kontuzji i staje się pasjonatem trenerskiego fachu, zakręconym na punkcie liczb, badań, statystyk. Szef banku informacji w reprezentacji Kazimierza Górskiego, stał się prekursorem piłkarskiej analizy, która z kolei będzie popularna wśród największych trenerów, ale dopiero w XXI wieku.

„Najlepszy trener na świecie” nie jest banalną opowieścią o futbolu. Gmoch jest zbyt inteligentnym rozmówcą, by poprzestać na opowiadaniu oklepanych historyjek sportowych. On kreuje tą książką rzeczywistość, w której nikt inny, tylko Jacek Gmoch jest najwybitniejszym – lub „najlepszym” – trenerem w historii biało-czerwonych.

Wizjoner, boiskowy twardziel, facet, który stawiał się Gierkowi, gotowy zrezygnować z wielkich pieniędzy i naukowej kariery, by wybrać niepewną przyszłość selekcjonera – następcy Górskiego. „Najlepszy trener na świecie” to szelmowska opowieść o wielkiej polityce, aferach komunistycznej Polski, a nawet grze o władzę, w której Gmoch miał stać się pionkiem, ale… nie uległ i rozegrał jeden z najważniejszych meczów życia po swojemu, uciekając za granicę. A tam święcił sukcesy, stając się idolem norweskich kibiców, obiektem pożądania włodarzy francuskich klubów i duńskiej reprezentacji, a wreszcie współtwórcą sukcesów greckiej piłki.

 

Odrzuceni tryumfatorzy

Miażdżące system opowieści Jacka Gmocha nasuwają nieznośną myśl: dlaczego człowiek, którego życie stanowiło pasmo sukcesów, sam buduje własną legendę? Historia polskiej piłki napisała mu biogram bogaty, z jednym ważnym „ale” – sromotną porażką prowadzonych przez Gmocha biało-czerwonych, jaką w opinii wielu kibiców był mundial 1978. Faworyt do złota skończył daleko za podium.

Jednak Gmoch fascynuje. Podobnie, jak fascynują inni wielcy „prorocy” swoich czasów, prekursorzy nowych technologii, idei, myśli, autorzy rewolucji, które zmieniały świat. Zawzięci, niezrozumiani, odrzucani, wykpiwani, na koniec tryumfujący. Także Gmoch może dziś powiedzieć, że to jego prekursorskie metody odmieniły oblicze futbolu.

Marzyciele jak Gmoch zawsze mieli „pod górkę” – mało kto w nich wierzył, wyśmiewano ich. Wykazywali się jednak determinacją, niezrozumiałym uporem w realizacji celów. Jak na przykład Henry Ford, który wbrew wszystkiemu stał się jednym z najbardziej znanych producentów samochodów. Winston Churchill, skazany na porażkę jako mówca i intelektualista, w szkole miał kiepskie oceny, nieznośnie seplenił. A dostał Nagrodę Nobla za kultowe wspomnienia z okresu II wojny światowej, uważany jest za jednego z najbardziej błyskotliwych retorów politycznych XX wieku. Można tu jeszcze wymienić Jobsa, Disneya i wielu innych, którzy odnieśli sukces, choć im go nie wróżono.

 

Mistrzowski styl Gmocha

Jest jednak i druga, mroczniejsza, strona życia każdego geniusza. Ich biografie dowodzą, że kreowane przez nich idee oraz poruszające świat pomysły okupione były ofiarami złożonymi z najbliższych – rodziców, żon, dzieci, przyjaciół. Wytrzymanie z geniuszem pod jednym dachem to nie lada wyzwanie. Gmoch dla piłki potrafił zrezygnować z lwiej części życia prywatnego. Być może, gdyby nie wielka wyrozumiałość twardo stąpającej po ziemi pani Steni, niewiele zostałoby z rodzinnego ogniska Gmochów.

*„Najlepszy trener na świecie. Z Jackiem Gmochem rozmawiają Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke”, WAB, Warszawa 2018

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail