Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miłość po męsku, czyli faceci też czasami płaczą i nie są tacy nieczuli!

Udostępnij

Nie ma chyba na całym świecie osoby, która nigdy nie została zraniona, której uczucia nie zostały wyśmiane i stłamszone. To jednak lekcja, z której można bardzo konkretnie się uczyć. Panowie, każdy kogo kochamy, prędzej czy później nas zrani. Nie ma szans, żeby było inaczej. Trzeba się z tym pogodzić!

Chłopaki nie płaczą?

Konia z rzędem temu facetowi, który nigdy w swoim dzieciństwie nie usłyszał, że „chłopaki nie płaczą”. To proste hasło miało za zadanie tworzyć twardych i odpornych na porażki mężczyzn, którzy w sytuacji kryzysowej zawsze powinni zachować zimną krew i znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Jak to często jednak w życiu się zdarza – obok tego, co tworzyło dobrego miało też swoje skutki uboczne.

W wielu mężczyznach buduje się blokada przed odsłonięciem własnych uczuć i tego, co dzieje się w sercu. Pierwszy tego powód to skrępowanie. Chłopu nie przystoi przecież usiąść bezradnie, rozpłakać się, być wrażliwym. Drugi powód dotyczy nie tylko facetów, bo występuje powszechnie wśród ludzi, a jest nim strach przed zranieniem. Po co miałbym odsłaniać swoje serce, skoro zaraz mogę dostać w nie mocny cios? Tymczasem męskiej miłości z całą właściwą jej wrażliwością i subtelnością bardzo potrzeba. Niestety, zdarza nam się zgrywać twardzieli nawet przed najbliższymi.

 

Serce chłopca

Ks. Larry Richards wspomina historię chłopaka, którego dobrze znał i który był świetnym sportowcem, a całe życie pragnął tylko tego, żeby jego ojciec powiedział mu, że go kocha. Tato przychodził na wszystkie jego mecze, za nic nie opuściłby występu syna. Był przy nim we wszelkich najważniejszych momentach, zawsze chętny do pomocy. Ale nigdy mu nie powiedział, że go kocha.

Pewnego dnia, gdy ks. Larry siedział z nim w swoim biurze, bo mieli obejrzeć jakiś film i szykowali sprzęt, chłopak nagle zamilkł, a po chwili się rozpłakał. Zaskoczony ksiądz zapytał go: „Co się stało?”. Wtedy on spojrzał na niego przez łzy i powiedział: „Jedyne, czego zawsze chciałem, to usłyszeć od mojego taty, że mnie kocha”. Znając całą historię zdecydowanie nie można powiedzieć, że ten ojciec nie kochał własnego syna, a jednak nigdy mu tego nie powiedział.

Pewien starszy jezuita opowiadał mi kiedyś historię, że jak już był w zakonie i od czasu do czasu odwiedzał swój dom rodzinny, to gdy musiał już wyjeżdżać to na stację kolejową odprowadzała go tylko mama, a tato żegnał go w domu i tam zostawał. W końcu zapytał się mamy, dlaczego tak jest.

Odpowiedziała mu, że tato bardzo przeżywa to, że jego syn został jezuitą i to jedyny czas, kiedy może pobyć sam w domu i się rozpłakać, bo nie chce tego robić przy synu. Te przykłady, a każdy z pewnością zna wiele własnych, obrazują, że mężczyźni nie są wcale nieczuli i niepodatni na emocje.

 

Strach przed zranieniem

Ukrywanie własnych uczuć, szczególnie tych bolesnych, z którymi trudno sobie samemu poradzić może być bardzo niekorzystne dla zdrowia psychicznego i ostatecznie bardzo destrukcyjnie wpływać na relacje takiego faceta. Po drugie, bliscy ludzie oczekują właśnie takiej uczuciowości, wrażliwości i okazania tego, jak bardzo im zależy.

Inną kwestią jest strach przed zranieniem. Nie ma chyba na całym świecie osoby, która nigdy nie została zraniona, której uczucia nie zostały wyśmiane i stłamszone. To jednak lekcja, z której można bardzo konkretnie się uczyć. Każdy kogo kochamy, prędzej czy później nas zrani. Nie ma szans, żeby było inaczej. Trzeba się z tym pogodzić i to absolutnie nie usprawiedliwienie wobec braku miłości.

Błądzenie to przecież rzecz ludzka, a ono oznacza, że chcąc czy nie chcąc zawsze kogoś się rani. Dlatego też tak ważnym i fundamentalnym tematem dla każdej relacji jest przebaczenie. Prowadzi to też do konkretnych wniosków.

Bycie twardzielem nie objawia się wtedy, gdy jakiś facet umie pozostać nieczuły wobec tego, co się dzieje i zgrywać obojętnego wobec rzeczywistości wokół. Bycie prawdziwie twardym mężczyzną oznacza ciągłe kochanie i okazywanie swojej miłości tym, których się kocha, nawet jeśli cena tego to strumienie potu, łez i dużo cierpienia. To prawdziwy duchowy „Runmageddon” wykuwający świętych mężczyzn.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail