Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego Kościół nie jest zwolennikiem „państwa wyznaniowego”? Rozmowa z profesorem KUL-u

PAŃSTWO WYZNANIOWE
Shutterstock
Udostępnij

"Kościół nie widzi dziś wartości w zapewnianiu sobie pozycji uprzywilejowanej względem innych wspólnot religijnych. Myśl tę podejmowali również posoborowi papieże, w tym św. Jan Paweł II" - mówi ks. dr hab. Piotr Stanisz, kierownik Katedry Prawa Wyznaniowego KUL.

Jola Szymańska: Księże Profesorze, jak wyglądałyby idealne relacje Państwo-Kościół z perspektywy Kościoła katolickiego?

Ks. dr hab. Piotr Stanisz, prof. KUL*: Odpowiadając na to pytanie, trzeba się odnieść do dokumentów Soboru Watykańskiego II. Mówią one po pierwsze o wolności religijnej, związanej ściśle z godnością każdego człowieka. I każdemu należnej. Kościół uznaje to, zwracając uwagę na osobistą odpowiedzialność przed Panem Bogiem za dokonywane wybory oraz na to, że z perspektywy Kościoła nie ma wątpliwości, gdzie jest pełnia prawdy.

W Deklaracji o wolności religijnej „Dignitatis humanae” czytamy, że pełnia prawdy przechowuje się w Kościele katolickim. Nie mamy jednak prawa nikogo do przyjęcia tej prawdy zmuszać. Możemy i powinniśmy przekonywać oraz dawać świadectwo.

Natomiast jeśli chodzi o instytucjonalne relacje między państwem a Kościołem, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” postuluje ich ukształtowanie w oparciu o zasadę poszanowania wzajemnej autonomii i niezależności. Przysługują im one wtedy, kiedy działają w swoim zakresie. Bardzo istotna jest także zasada, zgodnie z którą oba podmioty są wezwane do współdziałania – dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Gdyby więc miało to zależeć od Kościoła, relacje państwo-Kościół byłyby oparte na zasadzie autonomii, niezależności i współdziałania, przy jednoczesnym poszanowaniu wolności religijnej.

Kościół katolicki nie postulowałby formy państwa wyznaniowego?

Nie, we współczesnych dokumentach kościelnych niejednokrotnie wyraża się nadzieję na to, że wszystkie uprawnienia, o których uszanowanie apeluje Kościół katolicki w odniesieniu do siebie samego, zostaną odniesione też do innych wspólnot wyznaniowych.

Co więcej, zwróćmy uwagę, że przed Soborem Watykańskim II państwa takie jak Hiszpania czy Włochy były właśnie katolickimi państwami wyznaniowymi. W konsekwencji nauki soborowej zrezygnowano jednak z tego modelu. W Hiszpanii impuls do dokonania zmian wyszedł między innymi z kręgów kościelnych. W umowach, które Stolica Apostolska zawarła z Hiszpanią w latach 1976-79, nie ma już mowy o wyznaniowości państwa. Podkreślmy, że Stolica Apostolska nie miała żadnego problemu z zaakceptowaniem tej sytuacji.

Podobne zmiany dokonały się we Włoszech. W Traktatach Laterańskich z roku 1929, a dokładnie w art. 1 zawartego wówczas konkordatu czytamy, że „religia rzymska, katolicka i apostolska jest jedyną religią państwa”. Jednak gdy modyfikowano włoski konkordat w roku 1984, nie tylko zrezygnowano z tego typu formuły, ale w protokole dodatkowym, również zaakceptowanym przez obie strony, bardzo czytelnie zadeklarowano, że regułę wyrażoną w art. 1 Konkordatu Laterańskiego uważa się za nieobowiązującą. I znowu – stało się to przy czynnym udziale samego Kościoła.

Gdyby to było dla Kościoła istotne, to przecież można by było sobie wyobrazić utrzymanie we włoskich realiach formuły wyznaniowości państwa. Ale Kościół nie widzi dziś wartości w zapewnianiu sobie pozycji uprzywilejowanej względem innych wspólnot religijnych. Myśl tę podejmowali również posoborowi papieże, w tym św. Jan Paweł II.

Mamy jednak katolicką Maltę.

Rozumiem, że to jest wybór Maltańczyków. Idee soborowe najlepiej oddaje model określany jako separacja skoordynowana lub jako model współpracy. Model państwa wyznaniowego, oczywiście wyłącznie w zmodernizowanej wersji, w której uznaje się wolność religijną każdego człowieka pomimo powiązania Kościoła z państwem, mieści się tam z trudem. Na pewno z perspektywy współczesnej nauki Kościoła nie jest to ideał. Ideałem jest poszanowanie wzajemnej niezależności oraz współdziałanie, a nie specjalne przywileje. To nie w nich Kościół pokłada nadzieję. 

 

Ewangelia, polityka, konkordat

Konkordat polski jest bliski ideałowi?

Zdecydowanie tak. Już w art. 1 tego konkordatu obie strony zobowiązują się do wzajemnego poszanowania swej autonomii i niezależności. Wyraźne jest ponadto dążenie do współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego oraz do zagwarantowania wolności religijnej katolików, w imieniu których występowała Stolica Apostolska. 

Regulacje prawne są bardzo pokrzepiające, ale wizerunek Kościoła zawsze był wykorzystywany. Dlaczego Kościół nie protestuje, kiedy to się dzieje?

Sam czasem zadaję sobie to pytanie. Odpowiadając na nie, również sam wobec siebie muszę jednak uznać, że sytuacja Kościoła pod tym względem nie jest prosta. Nie chciałbym w to głębiej wchodzić. Czasem jednak współczuję naszym hierarchom, bo sam nie wiem, co powinni zrobić, żeby nie pozwolić na instrumentalne wykorzystywanie Kościoła.

Prymas Polski w wywiadzie dla miesięcznika „W Drodze” powiedział m.in. jedno bardzo wymowne zdanie: „Mamy dziś w Kościele ludzi o różnych poglądach, musimy o tym pamiętać”.

Całkowicie zgadzam się z Księdzem Prymasem. Misją Kościoła jest niesienie Ewangelii. Oczywiście, Ewangelia powinna być przekładana na praktykę, choć to na tym właśnie etapie istnieje zagrożenie manipulacją.

Ksiądz Prymas ma zdecydowanie rację apelując o to, żeby nie mylić chrześcijaństwa, katolicyzmu z jakąkolwiek opcją polityczną. Pamiętam pierwszą książkę teologiczną, jaką przeczytałem będąc na pierwszych latach w seminarium. To było „O możliwości wiary dzisiaj” Karla Rahnera. Byłem wtedy zbyt mało dojrzały, żeby z niej wiele zrozumieć, ale jedno zapamiętałem – że Kościół nigdy nie może utożsamić się z żadną konkretną opcją polityczną, ponieważ dokonując takiego wyboru jednocześnie odrzuca pozostałych.

Gdyby ktoś zapytał mnie, jak zoperacjonalizować to w obecnej sytuacji, pewnie miałbym kłopot. Ale jeśli chodzi o określenie kierunku, nie mam wątpliwości. Nie można mylić Ewangelii z żadnym programem politycznym.

Świeckość a współpraca. Jak rozumieć obecną relację państwo-Kościół?

Czym różni się państwo „wyznaniowe” od „świeckiego” i dlaczego jesteśmy pośrodku?

Zacznę od tego, że podział państw na „świeckie” i „wyznaniowe” nie jest wcale ani najlepszy ani jedyny. Niestety, w Polsce, nie tylko w praktyce, ale nawet w nauce, często traktujemy go wciąż jako dogmat. Główny problem polega na tym, że nie sposób opisać rzeczywistości tylko za pomocą antonimów, takich jak gruby i chudy czy czarny i biały.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że niektórzy z moich kolegów zajmujących się prawem wyznaniowym będą mieli ochotę zaprotestować przeciwko temu twierdzeniu, bo każdy z nich ma spójną wizję teoretyczną, pozwalającą na oddzielenie państw świeckich od wyznaniowych. Rzecz jednak w tym, że wizje te się niejednokrotnie różnią.    

Polski Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2 grudnia 2009 roku stwierdził, że współcześnie określanie jakiejś instytucji prawnej bądź zbioru instytucji prawnych za pomocą pojęcia państwa świeckiego „nie jest współcześnie niezbędne, a niekiedy nawet może być mylące”. Jestem wielkim zwolennikiem tego stwierdzenia. 

Sama polska ustawa mówi o „państwie świeckim”.

W istocie, w ustawie z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania Rzeczpospolita Polska określona jest jako państwo świeckie. Pojęcie to jednak jest skrajnie niejednoznaczne. Nawet prawnicy, co więcej – nawet specjaliści z zakresu prawa wyznaniowego czy prawa konstytucyjnego nie rozumieją go jednolicie.

W związku z tym jeden z włoskich autorów prowokacyjnie postawił nawet postulat wprowadzenia zakazu używania pojęcia państwa świeckiego, ponieważ każdy rozumie i używa go tak, jak mu się podoba. Podobne twierdzenie przeczytałem ostatnio w tekście jednej z francuskich autorek: „Laickość? Nikt nie wie o czym mowa”.

Mógłbym odwoływać się tutaj do różnych autorów, również naukowców czy sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, żeby wytłumaczyć, że ich wypowiedzi dotyczące „świeckości” państwa zupełnie nie harmonizują z tym, czego jesteśmy uczeni choćby na podstawie podręczników funkcjonujących na polskim rynku. Nie ma w tej kwestii jednolitości. Dlatego coraz bardziej staram się unikać tego pojęcia. Boję się, że używając go zostanę źle zrozumiany, bo mój rozmówca będzie miał inne wyobrażenie o państwie świeckim.

Zwróćmy uwagę, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej nie używa określenia „państwo świeckie”. Oczywiście, jeśli ktoś koniecznie chce dzielić państwa na wyznaniowe i świeckie, musi uznać, że Polska należy do państw świeckich. Jednak art. 10 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania należy odczytywać z uwzględnieniem obowiązywania Konstytucji.

Nawet jeśli ktoś się upiera, że Polskę najlepiej określa uznawanie jej za państwo świeckie, to jego świeckość określają normy konstytucyjne, a zwłaszcza art. 25 ust. 3, w którym mowa o autonomii, niezależności i współdziałaniu.

Spróbujmy używać do opisu rzeczywistości innych kategorii pojęciowych niż państwo świeckie czy państwo wyznaniowe.

Na przykład jakich?

W literaturze zachodniej bardzo często stosowany jest podział na trzy kategorie systemów: system Kościoła państwowego, system separacji i usytuowany pomiędzy nimi system współpracy. Trzeba oczywiście mieć świadomość, że ta klasyfikacja odpowiada realiom europejskim, natomiast jest mniej adekwatna do różnorodności rozwiązań stosowanych poza Starym Kontynentem.

Określanie niektórych państw muzułmańskich aplikujących skrajny model wyznaniowości (czyli model teokratyczny, w którym przepisy państwowe są podporządkowane zasadom religijnym, a wolność religijna osób nie będących muzułmanami jest skrajnie ograniczona) jako państw „realizujących model kościoła państwowego” byłoby mało adekwatne.

W kontekście europejskim ta klasyfikacja jest jednak dużo bardziej przydatna niż podział na państwa świeckie i wyznaniowe. Jej używanie ma też daleko idące konsekwencje. Model „Kościoła państwowego” to sytuacja, w której jedna wspólnota religijna ma pozycję Kościoła uprzywilejowanego, państwowego (przy czym w Europie nawet w takich państwach zasadniczo szanuje się wolność religijną tych, którzy nie należą do Kościoła państwowego).

„Separacja” to model, w którym ideą przewodnią jest rozdział obu instytucji i obu porządków prawnych. Natomiast model „współpracy” polega na przyjęciu jako wiodącej zasady współdziałania, przy akceptacji idei oddzielenia instytucji i rozdzielenia porządków.

Z tego punku widzenia Polska wybrała model współpracy, określanej również jako model separacji skoordynowanej.

Dlaczego wybraliśmy właśnie ten model?

Taki właśnie jest główny nurt w Europie. Jesteśmy w tej samej grupie, co Niemcy, Włochy, Hiszpania i prawie wszystkie państwa postkomunistyczne. Wszędzie tam – przynajmniej na poziomie konstytucji – przyjęty jest model współpracy. Do rzadkości należą w Europie państwa wykorzystujące model separacji. Nie ma też wielu państw, które aplikują model Kościoła państwowego.

Po drugie, model współpracy w moim głębokim przekonaniu najpełniej odczytuje i szanuje europejskie tradycje. Kościoły tradycyjnie mają tu znaczenie publiczne. Sprowadzanie ich do roli podmiotów prywatnych nie odpowiada ani tradycji, ani samoświadomości wielu Kościołów, ani wymogom pluralizmu.

Raz jeszcze podkreślę, że chodzi o uszanowanie publicznej roli Kościołów (a też i innych wspólnot religijnych), a nie o przyznawanie im pozycji dominującej czy uprzywilejowanej. 

Co w takim razie i w takim kontekście znaczy fakt, że Polska nie jest państwem wyznaniowym lub, jak woli Ksiądz Profesor, nie należy do modelu Kościoła państwowego? Wielu Polaków ma co do tego mniej lub bardziej złośliwe wątpliwości.

Znaczy to po pierwsze, że żaden Kościół w Polsce nie ma pozycji uprzywilejowanej. Wynika to zresztą z art. 25 ust. 1 Konstytucji, który brzmi przecież: „Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione”. Jestem niestety przekonany, że większość Polaków nie ma o tym pojęcia.

Po drugie, oznacza to wzajemną, funkcjonalną i organizacyjną niezależność państwa i Kościoła. W Polsce, czyli w państwie, które nie ma charakteru wyznaniowego (nie przyjęło modelu kościoła państwowego), z prawnego i organizacyjnego punktu widzenia zarówno Kościoły są niezależne od państwa, jak i państwo, rozumiane jako piramida urzędów, jest niezależne od jakiegokolwiek Kościoła, z katolickim na czele.

 

Czy Konkordat jest jeszcze potrzebny?

Co znaczy w tym kontekście „Kościół”? Co jest „Kościołem”, który ma relację z państwem?

Myślimy tu o relacjach instytucji reprezentujących.

Pamiętam wiele żywych reakcji moich kolegów – księży na twierdzenie, że Polska jest państwem świeckim. Reagowali sprzeciwem, ponieważ pojmowali Polskę w kategoriach społeczności, narodu. Pytali: „Jak Polska może być świecka, skoro ponad 90% Polaków to katolicy?”. Musimy pamiętać, że używając tych kategorii, myślimy o instytucjach.

Czyli Konferencja Episkopatu Polski?

Nie tylko. Generalnie myślimy tu o Kościele hierarchicznym, bierzemy więc pod uwagę biskupów jako odpowiedzialnych za diecezje czy o innych przełożonych kościelnych. Myślimy też jednak o Stolicy Apostolskiej, bo Kościół w Polsce jest częścią Kościoła powszechnego. 

Jakie jest dziś miejsce i zadanie Kościoła katolickiego w Polsce w przestrzeni publicznej?

Myślę, że takie samo, jak w każdym czasie i miejscu – być świadkami Ewangelii, Dobrej Nowiny. Kościół w każdym czasie niezmiennie ma nieść ją światu. Ma wzmacniać w wierze wierzących i próbować przekonać niewierzących, choć raz jeszcze podkreślę, z pełnym poszanowaniem wolności każdego człowieka w określaniu własnego światopoglądu.

Znaczy to również, że Kościół ma prawo nazywać dobro dobrem oraz odróżniać je od tego, co jest złe i tłumaczyć, dlaczego jest złe.

Zapytam przekornie: w państwie świeckim?

Często się słyszy: „W państwie świeckim udział Kościoła w życiu publicznym jest niedopuszczalny”. Ogromna większość będzie temu przytakiwać. Konstytucja rzeczywiście gwarantuje funkcjonalną i organizacyjną niezależność Państwa od jakiegokolwiek Kościoła. Decyzje Kościoła nie mają więc i nie powinny mieć automatycznego przełożenia na decyzje władz państwowych.

Nie ma jednak w Konstytucji normy, która pozbawiłaby Kościoła prawa głosu. Przeróżne podmioty, reprezentujące obywateli mają takie prawa. Dlaczego akurat kościoły i inne związki wyznaniowe miałyby być go pozbawione?

Przypomnijmy ponadto, że z wolności sumienia i religii, gwarantowanej nie tylko w polskiej Konstytucji, ale i na przykład w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, wynika czytelnie m.in. prawo do nauczania. Nie dotyczy ono bynajmniej wyłącznie prawa głoszenia kazań czy katechez ludziom wierzącym. Oznacza również prawo przekonywania innych.

Właśnie prawa do nauczania dotyczył pierwszy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w którym stwierdzono naruszenie art. 9 Konwencji, a więc wyrok w sprawie Kokkinakis przeciwko Grecji. 

Á propos tych regulacji – nie brakuje zdań, że konkordat nie jest nam już potrzebny. W końcu wolność sumienia i wyznania gwarantują właśnie inne akty prawne, a ślub konkordatowy nie jest konieczny. Co myśli na ten temat Ksiądz Profesor?

Nie mam wątpliwości, że konkordat jest potrzebny. Uważam zresztą, że umowa to najwłaściwsza metoda regulacji stosunków Państwa ze związkami wyznaniowymi, nie tylko z Kościołem katolickim. Umowa pozwala bowiem na maksymalne zagwarantowanie specyficznych potrzeb wynikających z konkretnej doktryny, choć oczywiście władze państwowe muszą przy tym dbać o to, aby należytą ochroną objęte były prawa osób przyjmujących inny światopogląd.

Bez dialogu często niemożliwe jest poznanie i dogłębne zrozumienie potrzeb wynikających z różnych doktryn religijnych. Zabezpieczenia tych potrzeb nie można zrealizować za pomocą norm prawa powszechnego ze względu na jego naturalną ogólność.

Konkordat jest ponadto takim instrumentem kształtowania wzajemnych relacji, który sprawdził się w wielu państwach świata nie tylko w przeszłości, ale i sprawdza się dzisiaj. Jest wciąż powszechnie stosowany, bo wciąż potrzebny jest dialog i porozumienie. Bez nich trudno nie tylko o poszanowanie należnych praw, ale też po prostu o wzajemny szacunek.

*ks. dr hab. Piotr Stanisz, prof. KUL – prawnik, kanonista i teolog, doktor habilitowany nauk prawnych, specjalista prawa wyznaniowego, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Kierownik Katedry Prawa Wyznaniowego KUL. W latach 2012-2016 dziekan Wydziału Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail