Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bez etykietek „dobry” i „zły”. Fallaci, czyli próba zrozumienia człowieka

ORIANA FALLACI
EAST NEWS
Udostępnij

Od dawna czekałam na polskie wydanie tych tekstów. Książka „1968. Od Wietnamu do Meksyku” opowiada o wydarzeniach rozgrywających się na przestrzeni jednego roku, ale czytając mam wrażenie, że wchodzę w różne epoki i umysły różnych ludzi. Jak zwykle styl Oriany Fallaci jest nie do podrobienia.

Wojna w Wietnamie, zabójstwo Martina Luthera Kinga i senatora Kennedy’ego w USA, umierające z głodu indiańskie dzieci w Limie, indyjscy guru o wątpliwych zdolnościach, krwawo stłumiony bunt studentów w Meksyku, a wreszcie lot na Księżyc – czytając, zastanawiałam się, jakim cudem autorka znajdowała czas, żeby spisywać na bieżąco tyle doświadczeń.

 

Oriana Fallaci nie idzie na łatwiznę

Książka zaczyna się reportażami z ogarniętego wojną Wietnamu. Łatwo byłoby pisać teksty czarno-białe, pokazując jedną stronę jako bohaterów, a drugą jako potworów. Oriana Fallaci nie idzie jednak na łatwiznę i skupia się przede wszystkim na przedstawieniu konkretnych ludzi w tragicznej sytuacji w jakiej zostali postawieni, często zresztą bez ich zgody.

Czytam wywiad z jednym z dowódców Wietkongu, komunistycznej partyzantki – Nguynem Van Samem. W trakcie jego przeprowadzania mężczyzna oczekuje w więzieniu na wykonanie kary śmierci, mówi, że chciałby „dobrze umrzeć”. Po złapaniu przeszedł straszne tortury, panicznie boi się o swoją żonę i syna, kocha ich i nie wie, co się z nimi stanie. Pyta, dlaczego ludzie muszą się zabijać. „Mogłem sobie tylko wyobrażać pokój, bo nigdy go nie widziałem. Widziałem zawsze tylko wojnę” – mówi.

Czytasz wywiad i zaczynasz coraz bardziej mu współczuć. Potem jednak czytasz dalej o tym, jak podłożył bombę w restauracji. Zginęło wiele kobiet i dzieci, ich mężowie i ojcowie tęsknią za nimi tak jak Sam tęskni za swoją żoną i swoim synem. Czy było mu ich żal? Przez chwilę tak, ale tamci zabijali przecież wcześniej jego przyjaciół.

Czytasz i nagle nie chcesz już przyczepiać etykietek „dobry” i „zły”. Czujesz jedynie, jak potworna jest wojna i jak bardzo jej nienawidzisz. Czujesz to bardzo mocno, chociaż tylko czytasz, chociaż na szczęście nigdy jej nie widziałeś.

 

Masakra studentów w Meksyku i reportaż pisany na szpitalnym łóżku

Wywiady z przywódcami przeplatają się z wywiadami z chłopami; słowa szefa policji w Meksyku zapewniającego o chęci pokojowych działań mieszają się ze słowami dziewiętnastoletniej Mirty, która następnego dnia ginie w masakrze zorganizowanej przez tego właśnie szefa policji.

Reportaż z masakry studentów na placu Trzech Kultur w Meksyku to jedyny, który nie został napisany, ale najpierw opowiedziany i dopiero później spisany, słowo w słowo, z taśmy magnetofonowej. Nie mogło być inaczej, bo powstawał dwa dni po relacjonowanych wydarzeniach, a Oriana Fallaci leżała na szpitalnym łóżku po operacji, bez maszyny do pisania i z zakazem ruszania się. Kiedy wojsko strzelało do bezbronnych ludzi stała razem z nimi na balkonie i została poważnie ranna.

Meksykańscy dziennikarze w swoich artykułach oczerniali studentów i pisali nieprawdę o protestach, ale teraz, chcąc załagodzić sytuację, przysyłają jej kosz róż z życzeniami powrotu do zdrowia. Fallaci każe im zanieść je na groby zabitych.

 

Bezkrwawe absurdy, czyli guru też musi się wyspać

Poza absurdem wojny i zabijania istnieją też absurdy bezkrwawe, takie, z których można się śmiać bez poczucia winy. Należy do nich opisywana dowcipnie, a nawet z pewną złośliwością, kampania prezydencka Nixona czy wiara w indyjskich guru od medytacji transcendentalnej („Wreszcie zrozumiałam, na czym polega medytacja transcendentalna. Polega na ucięciu sobie drzemki”).

Podróż z jednym z nich, Maharishim, nie należy zresztą do najprzyjemniejszych. Choć jego zwolennicy zapewniali, że prawie nigdy nie śpi, prawda okazała się nieco inna. „Ledwie wyjechaliśmy z Chandigaru, a już Wielki Mędrzec zaczął ziewać, potem powtarzać, że jest śpiący, ale że ja mu przeszkadzam, i Charlie przekonał mnie, bym się przesiadła na przednie siedzenie. Wydawało się, że to tylko na chwilę. Ale gdzie tam, Wielki Mędrzec chrapał do samego Delhi i nie było sposobu, bym mogła wrócić na swoje miejsce. Jestem wściekła” – pisze Oriana.

 

Dziwny jest ten świat

Przewracając kolejne strony, miałam gdzieś z tyłu głowy słowa o tym, że „dziwny jest ten świat”. Dlaczego ludzie zabijają się wzajemnie, dlaczego władza deprawuje, dlaczego tak wiele osób w swojej naiwności jest w stanie uwierzyć w największe bzdury?

W tej książce nie znajdziesz odpowiedzi, ale znajdziesz dobrze postawione pytania i próbę zrozumienia, poszukiwanie prawdy o człowieku. Wierzę, że wolno nam szukać, wolno wołać, że „dziwny jest ten świat”, wolno stawiać pytania. Nie wolno tylko zobojętnieć. Warto o tym pamiętać nie tylko dziś – w 12. rocznicę śmierci Oriany Fallaci.

*Oriana Fallaci „1968. Od Wietnamu do Meksyku. Dziennik z przełomowego roku”, Świat Książki, Warszawa 2018

Tags:
książka
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail