Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy kierowca ks. Popiełuszki kłamał? Niepublikowane dokumenty w nowej książce Mileny Kindziuk

JERZY POPIEŁUSZKO
fot. z prywatnego archiwum Marka Popiełuszki
Udostępnij

Wobec Waldemara Chrostowskiego publicznie wysunięto zarzuty o współpracę z SB. Jaką rolę odegrał podczas porwania księdza Popiełuszki?

Marynarka porwana czy przecięta? Obrażenia rozległe czy minimalne? Takie detale odegrały ważną rolę w wyjaśnieniu okoliczności jednej z najgłośniejszych zbrodni PRL – zabójstwa błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki.

Jedynym świadkiem porwania był przyjaciel i kierowca księdza Waldemar Chrostowski, którego podejrzewano o współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa i przedstawienie nieprawdziwej wersji wydarzeń. W książce dr Mileny Kindziuk „Popiełuszko. Biografia” (Wydawnictwo ZNAK) znalazły się niepublikowane wcześniej dokumenty na ten temat.

 Zdjęcia księdza Jerzego:

 

Wątpliwości co do śmierci ks. Popiełuszki

Uprowadzenie i brutalne zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki w 1984 r. wstrząsnęły Polską. Do dzisiaj okoliczności tej śmierci budzą wiele wątpliwości, zwłaszcza że podczas procesu zabójców księdza ukarano tylko trzech sprawców i ich bezpośredniego przełożonego.

W publicznej debacie pojawiają się też co jakiś doniesienia, że wydarzenia w nocy z 19 na 20 października 1984 r. i w następnych dniach, aż do wyłowienia ciała księdza z Wisły 30 października, przebiegały zupełnie inaczej niż w wersji przyjętej przez sąd i historyków.

Jedna z najważniejszych wątpliwości dotyczy roli, jaką odegrał w tych wydarzeniach przyjaciel księdza Popiełuszki Waldemar Chrostowski, który w ostatnich miesiącach życia księdza często mu towarzyszył, między innymi jako kierowca, a feralnej nocy jechał razem z nim.

 

Przebrani za milicjantów

Przypomnijmy, jakie są ustalenia sądu i historyków. Oraz jakie wątpliwości budzą. Podczas procesu sąd w Toruniu ustalił, że trzej funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa: Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Grzegorz Pękala, przebrani w mundury milicjantów, zatrzymali późnym wieczorem samochód, którym jechali z Bydgoszczy do Warszawy ks. Jerzy Popiełuszko i – jako kierowca – Waldemar Chrostowski.

Związanego księdza wrzucili do bagażnika fiata 125, którym przyjechali, a skutego kajdankami Chrostowskiego umieścili w szoferce, i ruszyli w stronę Warszawy. Chrostowskiemu w pewnym momencie udało się otworzyć drzwi podczas jazdy i wyskoczyć z samochodu. Siedzący obok niego kierowca zdążył go jedynie złapać za marynarkę. Rozerwał ubranie, ale zbiega nie zatrzymał.

 

Waldek, chcesz mi coś powiedzieć?

Jak to możliwe, że esbecy, ludzie bezwzględni, wyszkoleni i doświadczeni, nie upilnowali Chrostowskiego? Dlaczego nie wrócili po niego, tylko pojechali dalej? Jak przeżył on wypadnięcie z pędzącego samochodu? Jak to możliwe, że obejma kajdanek na jednej ręce Chrostowskiego pękła – jak twierdził – podczas upadku?

Pojawiły się też doniesienia, że Chrostowski miał małe obrażenia i że jego ubranie nie było rozdarte, tylko przecięte ostrym narzędziem. Ironizowano na temat komandoskiej kondycji Chrostowskiego. Kaskader, który wystąpił w jego roli podczas wizji lokalnej, złamał rękę wyskakując z samochodu.

Wobec Waldemara Chrostowskiego publicznie wysunięto zarzuty o współpracę z SB, ale w tej sprawie wygrał on proces z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim. Wiadomo, że Chrostowski figurował w aktach SB jako „zabezpieczenie operacyjne” jednej z akcji i że nadano mu pseudonim „Desperat”.

Ale „zabezpieczeniem operacyjnym” mógł być zarówno współpracownik SB, jak i osoba inwigilowana. Teczka „Desperata” została zniszczona. Echo tych wątpliwości i podejrzeń znalazło się także w filmie „Popiełuszko. Wolność jest w nas” z 2009 r. Ksiądz Jerzy, grany przez Adama Woronowicza, pyta w pewnym momencie Chrostowskiego: „Waldek, chcesz mi coś powiedzieć?”. Waldek jednak nie ma nic do powiedzenia.

 

Przecinamy na plus

Historyk prof. Jan Żaryn powiedział w 2009 r., podczas prezentacji książki IPN „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982-1984”, że na podstawie dokumentów posiadanych przez IPN nie ma podstaw, by uważać Chrostowskiego za agenta: „Te spekulacje przecinamy, ale na plus. W tej chwili nie ma żadnych materiałów świadczących o tym, że był współpracownikiem”.

Dr Milena Kindziuk zamieściła w swojej książce niepublikowane wcześniej materiały z archiwów kościelnych – Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski i Archiwum Archidiecezji Warszawskiej. Są to m.in.: protokół z lekarskiej obdukcji Waldemara Chrostowskiego i jego dwa zdjęcia, zrobione przez milicjantów, eksponujące zniszczoną marynarkę i brak prawego buta; a także zeznania księdza Józefa Nowakowskiego, proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny w Toruniu, do którego trafił Chrostowski po ucieczce.

„Dokumenty i relacje potwierdzają to, co mówił Waldemar Chrostowski. Naprawdę był poraniony i miał zniszczone ubranie. W takim razie jego relację musimy uznać za jedyną obowiązującą” – mówi Milena Kindziuk. Dodaje, że kiedy rozmawiała z nim kilka lat temu, mówił, że po upadku z samochodu miał poważne problemy z kręgosłupem i musiał przejść operację.

Teraz jest ciężko chory i nie da się z nim rozmawiać. Skoro nie mamy dowodów na inną wersję niż przyjęta do tej pory, musimy uznać tę ostatnią za obowiązującą.

 

Pobocze w Przysieku

Z zeznań i dokumentów wyłania się następujący obraz sytuacji. Waldemar Chrostowski powiedział, że kiedy jechał esbeckim fiatem, zobaczył w miejscowości Przysiek kilka osób na lewym poboczu drogi. Wtedy zdecydował się na ucieczkę. Pociągnął za klamkę na drzwiach auta.

Kiedy drzwi się otworzyły, zwinął się w kłębek i upadł na jezdnię, „pozwalając ciału toczyć się bezwładnie”. Potem podszedł do ludzi, których wcześniej zobaczył z samochodu, i prosił ich o pomoc, ale ci nie chcieli z nim rozmawiać. Dotarł do pobliskiego hotelu, gdzie wezwano pogotowie.

Kiedy przyjechała karetka, Chrostowski uprosił lekarza, żeby zawiózł go do najbliższego kościoła. Był to kościół Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. „Niech ksiądz ratuję księdza Popiełuszkę” – usłyszał od Chrostowskiego proboszcz Józef Nowakowski. Ksiądz zadzwonił na milicję, a potem razem z innym księdzem i milicjantami przejechał drogę aż do wskazanego przez Chrostowskiego miejsca porwania, oglądając pobocza szosy.

 

Rozległe otarcia i obrzęki

„Opisu, jak wyglądał pan Chrostowski, nie będę dawał” – zeznał ksiądz Nowakowski 21 października 1984 r. Zaraz jednak kontynuował: „Na zewnątrz był potargany, miał obdartą połę marynarki, koszulę wyciągniętą”. Utykał na prawą nogę. Ksiądz nalegał, żeby pojechał do szpitala.

Lekarz stwierdził stłuczenia, „rozległe otarcia” i obrzęki lewej strony ciała: kolana, biodra, łokcia i klatki piersiowej. Biegły, który zbadał Chrostowskiego, napisał, że „sposób umiejscowienia obrażeń nie wyklucza wersji podanej przez poszkodowanego, czyli upadku z pędzącego pojazdu”.

Inny biegły dodał, że obrażenia mogły powstać przy wypadnięciu z samochodu, ale są „zasadnicze wątpliwości”, czy samochód faktycznie jechał z prędkością 80-90 km/h, o której mówił Chrostowski.

 

Świadkowie skoku

Autorka książki nie zajmuje się spekulacjami, ale można dodać, że jeśli Chrostowski faktycznie wyskoczył z samochodu w momencie, kiedy przejeżdżali przez wieś, to fiat prawdopodobnie jechał wolniej niż 90 km/h. Nawet pracownicy MSW, którzy w PRL robili co chcieli, musieli w terenie zabudowanym choć trochę zwolnić, choćby dla własnego bezpieczeństwa. A z pościgu za zbiegiem mogli zrezygnować ze względu na świadków stojących na poboczu.

Jeśli chodzi o kondycję Chrostowskiego, to trzeba pamiętać, że był on zawodowym strażakiem, czyli człowiekiem bardzo sprawnym fizycznie. A jeśli chodzi o komandoskie umiejętności, to Chrostowski już podczas procesu toruńskiego zeznał, że odbywał zasadniczą służbę wojskową w elitarnych „czerwonych beretach”, czyli 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, gdzie ćwiczył m.in. skoki ze spadochronem.

 

Jedyny świadek

Dlaczego uszkodzenia ubrania i obrażenia Waldemara Chrostowskiego są takie ważne? Był on jedynym świadkiem porwania, więc gdyby się okazało, że powiedział on nieprawdę, trzeba by zakwestionować całą przyjętą wersję wydarzeń – łącznie z tym, czy trzej funkcjonariusze SB, którzy przyznali się do zamordowania księdza Popiełuszki, faktycznie to zrobili, oraz kiedy i gdzie zginął ksiądz.

Trudno sobie wyobrazić, że czterej ludzie pozwalają się osądzić i idą do więzienia za coś, czego nie zrobili, albo że ktoś wypycha konfidenta z jadącego samochodu dla uwiarygodnienia jego wersji zdarzeń, ale takie sytuacje w dziejach służb specjalnych nie byłyby żadną nowością.

A na „giełdzie” pojawiają się różne domysły – łącznie z tym, że zamordowanie księdza Popiełuszki było elementem rozgrywki między SB a KGB.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail