Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Św. Franciszek z Sycylii” stworzył magiczne Miasteczko ubogich. Papież jedzie tam w odwiedziny

Fra Biagio Conte
Udostępnij

Nad wejściem do miasteczka wisi napis: „Projekt sfinansowany przez Opatrzność…”

15 września Franciszek odwiedza niezwykłe miejsce na mapie Sycylii. Postanowił, że w czasie swej pielgrzymki na tę włoską wyspę obiad zje z mieszkańcami „Miasteczka ubogich”. Pochodzą oni z najdalszych zakątków globu i wyznają różne religie. Nad wejściem do miasteczka wisi napis: „Projekt sfinansowany przez Opatrzność: przez wszystkich ludzi dobrej woli”.

 

Ks. Giuseppe (Pino) Puglisi

Papież przybywa do Palermo w 25. rocznicę zamordowania przez mafię bł. ks. Giuseppe (Pino) Puglisiego. Urodził się on i wychował w najbardziej niebezpiecznej po dziś dzień dzielnicy Palermo.

W Brancaccio pracował też jako proboszcz i na schodach swego kościoła został zabity. Zginął nie dlatego, że był odważnym społecznikiem czy antymafijnym księdzem, ale dlatego, że odważnie głosił Chrystusa. Uczył młodzież lepiej żyć i chodzić z podniesioną głową. Tego, żądająca poddaństwa mafia, nie mogła mu wybaczyć.

Gdy zaczął budować ośrodek dla dzieci i młodzieży „Ojcze nasz”, musiał pokonać ostracyzm urzędników w tamtych czasach mocno skorumpowanych przez mafię.

 

Biagio Conte

Na korytarzu jednego z urzędów poznał wtedy Biagio Conte, młodego Palermitańczyka, który spotkał Chrystusa w ubogich dzieciach bawiących się odpadkami wyciągniętymi ze śmietnika. W swych bataliach o wyrwanie dzieci i młodzieży z mafijnych macek oraz o przywrócenie bezdomnym godności długi czas byli osamotnieni.

Trzeba było wielu lat, by swe działania w walce z przestępczością zorganizowaną skonsolidowały zarówno aparat państwa i bezpieczeństwa, jak i wspólnota obywatelska oraz Kościół.

Ks. Pino mawiał: „Jeśli każdy z nas zrobi choć trochę, można zrobić naprawdę wiele”. Biagio uczynił  te słowa swą maksymą na lata pracy po śmierci błogosławionego z Brancaccio.

 

Miasteczko ubogich

„Biagio ujął mnie tym, że sam otworzył mi drzwi ośrodka i po przyjacielsku przywitał, a potem znalazł czas, by wysłuchać moich problemów” – tak swe pierwsze odwiedziny w Misji Nadziei i Miłości (zwanej „miasteczkiem ubogich”) wspomina Antonio Triodo. Trafił z żoną i dziećmi na ulicę po tym, jak w wyniku redukcji etatów oboje stracili pracę i nie mieli z czego opłacić czynszu.

Szybko pojawili się „życzliwi” ludzie, którzy zaproponowali mu pieniądze za „małe przysługi”. Antonio wiedział jednak, jak mafia zarzuca swe sieci i nie chciał wpaść w jej ręce. Gdy nawet żebranina nie wystarczała na wykarmienie dzieci, postanowił szukać pomocy u „anioła ubogich”, jak Biagio okrzyknęli ubodzy Palermitańczycy. Paradoksem jest to, że Biagio sam pochodzi z jednej z najbardziej znamienitych i bogatych rodzin sycylijskich. Jest świeckim człowiekiem, ale podopieczni nazywają go bratem Biagio.

 

Jezus wywrócił moje życie

Długa broda i habit na wzór św. Franciszka oddają jego wybór życiowy. Jak sam mówi do 25. roku życia był kolorowym ptakiem. Rozpieszczany przez rodziców, pełnymi garściami korzystał z bogactwa: szybkie samochody, markowe ciuchy, dziewczyny zmieniane jak rękawiczki. Mimo szaleństwa kolejnych imprez gdzieś w głębi serca czuł się wiecznie niezadowolony i niespełniony.

„Wiem, że to niewyobrażalne, ale ja wówczas naprawdę nie widziałem, że ludzie mogą żyć na ulicy. Pierwszy raz zobaczyłem to dopiero na dworcu głównym w Palermo” – wspomina.

Wyznaje, że prawdziwym wstrząsem dla niego był widok ubogich dzieci bawiących się śmieciami znajdowanymi na wysypisku. Przed oczyma stanęły mu wówczas wszystkie zabawki, jakie sam miał w dzieciństwie. W sercu poczuł dziwny pokój, jak i odpowiedzialność za istniejącą niesprawiedliwość. „Tak spotkałem Jezusa i on wywrócił moje życie. Nie było już pustki, tylko radość i spełnienie” – wspomina.

 

Jak św. Franciszek z Asyżu

Odkrył wówczas radykalizm św. Franciszka z Asyżu i poszedł za jego przykładem. Opuścił rodziców i najpierw zaczął żyć w lesie, jak eremita, a następnie wyruszył w pieszą pielgrzymkę do Asyżu.

Nie miałem nic poza ubraniem na sobie i psem, który przyłączył się po drodze. Żyłem dzięki miłosierdziu dobrych ludzi. Po modlitwie u grobu Biedaczyny z Asyżu postanowiłem oddać me życie najuboższym. Wracając pieszo na Sycylię, myślałem o wyjeździe do Afryki, gdy nagle zrozumiałem, że moją misją są ludzie żyjący na stacji w Palermo. Mówią o nich: alkoholicy, bezdomni, prostytutki, ale tak naprawdę w mym sercu odkryłem, że są moimi braćmi i siostrami i potrzebują pomocy – mówi Biagio, wspominając początki Misji Nadziei i Miłości.

Początki były trudne. Bez grosza przy duszy i bez pomocy żebrał, by móc ugotować kocioł gorącej zupy najbardziej potrzebującym. Sam wiecznie głodny, zaczął stosować post jako najskuteczniejszą modlitwę. Powoli do pracy i postu przyłączali się inni.

 

Misja Nadziei i Miłości

Z czasem dostał od miasta zrujnowane hale produkcyjne i koszary wojskowe. Dzięki Opatrzności zmieniły się one na kolejne sale dla podopiecznych (osobno mężczyzn, kobiet, rodzin) doskonale wyposażoną kuchnię, małe ambulatorium, piekarnię, która codziennie wydaje 220 kg chleba, pralnię, ogromną jadalnię czy dobrze wyposażoną stolarnię, w której wykonano wszystkie potrzebne dla misji drzwi i okna, a która dziś zarabia na ośrodek produkując m.in. poszukiwane meble.

W centrum tego miasteczka jest kościół ubogich. Drogę krzyżową wykonała dziewczyna z Ghany, serię mozaik dzieci z zespołem Downa. Obrazy opowiadające życie Jezusa namalował 50-letni Bekir. Jest muzułmaninem pochodzącym z Tunezji. Po przybyciu do Włoch wszedł w zatarg z prawem. Podobnie, jak wielu mu podobnych dostał zgodę na odbycie zastępczej kary w misji.

Dziś mieszka tam 1200 osób z każdego chyba zakątka globu i wielu religii. Mieszkańcy sami dbają o dom, wykorzystywane są też ich talenty, by nie tylko zarabiać na ośrodek, ale i nie uczyć, że pomoc się należy. Uprawiają np. warzywa i zboże na terenach odebranych mafii.

„Ogarnięcie tego miasteczka to prawdziwe przedsięwzięcie. Codziennie masa nowych wyzwań. Nie czuć tu jednak nerwów czy niepotrzebnego aktywizmu. Wszystko swój początek bierze w modlitwie” – mówi Antonio Triodo, wcześniej podopieczny, a dziś wolontariusz misji.

To wspólna idea ks. Pino i br. Biagio uczyć ludzi odpowiedzialności za swą przyszłość, dawać fach do ręki i tworzyć nową mentalność.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail