Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bo małżeństwo jest jak chodzenie po górach…

Małżeństwo jest jak spacer w gó®ach
Udostępnij

Kiedy nie ma jedności w małżeństwie, droga staje się trudniejsza, szybciej się męczymy, nie cieszy nas ani perspektywa pięknych widoków, które przed nami, ani tego, co już za nami. Dlatego warto być zawsze blisko siebie, a to oznacza, że jeśli będziemy dbać o naszą relację, starać się być otwartych i życzliwym wobec siebie to kiedy jedno z nas zacznie spadać w dół ta bliskość sprawi, że zdążymy złapać ukochanego w odpowiednim momencie, żeby dalej wspólnie iść na szczyt!

Wchodząc w małżeństwo stajemy u stóp bardzo wysokiej góry. Nasza wspólna wędrówka prowadzi na jej szczyt. Na pewno warunki nie zawsze będą sprzyjać tej wyprawie, ale perspektywa pięknych widoków zachęca do wytrwałości i szukania najlepszych rozwiązań, żeby się tam wspólnie znaleźć. Czy będzie łatwo? Nikt nie mówił, że będzie lekko. Tylko z perspektywy kilku lat małżeństwa widzę, co może pomagać w tej pięknej, choć czasem męczącej wspinaczce.

 

W tej wędrówce bądźmy zespołem!

Nie od dziś wiadomo, że w jakiejkolwiek dyscyplinie sportowej najlepiej „grać zespołowo”. Podobnie jest we wspinaczce. Nie ma co się za bardzo oddalać, bo w razie niebezpieczeństwa zawsze można sobie nawzajem pomóc. Czasem zdarzy się, że mąż będzie asekurował i podtrzymywał żonę, bo będzie opadała z sił, a czasem żona będzie pełniła tę rolę. Kluczem jest to „razem”!

Kiedy nie ma jedności w małżeństwie, droga staje się trudniejsza, szybciej się męczymy, nie cieszy nas ani perspektywa pięknych widoków, które przed nami, ani tego, co już za nami.
Dlatego warto być zawsze blisko siebie, a to oznacza, że jeśli będziemy dbać o naszą relację, starać się być otwartych i życzliwym wobec siebie to kiedy jedno z nas zacznie spadać w dół ta bliskość sprawi, że zdążymy złapać ukochanego w odpowiednim momencie, żeby dalej wspólnie iść na szczyt!

 

Złapmy się za ręce!


Jak się wspinać, idąc za rękę? Tu nie chodzi dosłownie o to. Dziś miałam bardzo ciekawą rozmowę z jednym z Ojców, którego spotkałam przy wyjściu z kościoła. Powiedział mi tak wiele ciekawych i wartościowych rzeczy, że spisałam sobie je na komputerze pod hasłem „inspiracje”. Między innymi opowiadał mi o naukach przedmałżeńskich, na których narzeczeni mieli za zadanie zrobić razem śniadanie trzymając się za ręce (każde z nich miało tylko jedną rękę „wolną”). Wspomniał też o tym, jak wielu z nich miało bardzo głębokie refleksje na temat tego ćwiczenia.

O to właśnie chodzi w małżeństwie – o taką komunikację, żeby można zrobić coś wspólnie „trzymając się za ręce”. Wyobrażam sobie tylko, że musieli jasno podzielić się zadaniami, jasno skomunikować o swoich potrzebach i zawsze iść w jedną stronę, bo jak inaczej, kiedy ich dłonie były splecione. Ile razy doświadczyliśmy tego z moim mężem, że brak przejrzystej komunikacji zaprowadził nas do tego, że np. z jakiejś błahej sprawy robiła się naprawdę wielka „awantura”.

 

Zaopatrzcie się w „dobry sprzęt”!

Kojarzycie zapewne takie zdjęcia, bądź widoki, gdzie góry miejscami okryte są mgłą. W małżeństwie też na pewno się pojawi… Może być to mgiełka i pomimo słabszej widoczności można będzie iść do przodu, ale może się zdarzyć, że będzie jak mleko – biała, gęsta i trzeba będzie się nawet zatrzymać, żeby sytuacja trochę się zmieniła i żeby znowu można zmierzać na szczyt.
Warto być wtedy solidnie zabezpieczonym.

Taka mgła może sprawić, że zaczniemy po mału poruszać się do przodu ufając, że Ktoś nas poprowadzi na górę, aż roztoczy się przed nami znowu nowa, czysta perspektywa, ale może sprawić też, że spadniemy w dół. Tylko od naszych decyzji zależy jak to się dalej potoczy.

U nas napotkaliśmy taką właśnie przeszkodę i gdyby nie ten fundament jakim jest modlitwa, wspólnota, słowo, szukanie woli Boga po prostu wiemy, że spadlibyśmy w dół i to bardzo poranieni. Jednak dzięki temu, że złapaliśmy się za ręce i oprócz tego oboje złapaliśmy Boga za Jego ręce widzimy jak po mału, ale poruszamy się do przodu ufając, że jeśli nie puścimy żadnej z rąk dojdziemy razem prosto na szczyt i to już daje nam poczucie radości.

Małżeńska „wspinaczka” może być fascynującą przygodą we dwoje, tylko trzeba mieć dobry sprzęt i pracować zespołowo trzymając się za ręce!
Świetnie określił to św. Jan Paweł II podczas jednej ze swoich podróży do Kinszasa:

„Jeśli by można porównać małżeństwo chrześcijańskie do bardzo wysokiej góry, która sprawia, że małżonkowie znajdują się w bezpośredniej bliskości z Bogiem, to trzeba również zauważyć, że wspinaczka na szczyt wymaga wiele czasu i wiele wysiłku.
Czyż to jednak będzie powodem do tego by zaniechać wspinaczki lub obniżyć szczyt góry?”.

 

Życzę wszystkim małżonkom, żeby nigdy nie chcieli rezygnować z tej wyjątkowej i pięknej przygody.

 

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail