Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Fokstrot”. Czyli taniec życia ze śmiercią

FOKSTROT
Materiały dystrybutora
Udostępnij

Jak zachować się w obliczu nieuniknionego? Zwłaszcza gdy owo nieuniknione dotyczy najbliższej nam osoby, rodzica albo dziecka? Jak wolno ciągną się dni, a przyszłość wydaje się nigdy nie odzyskać swoich barw…

Na tak zadane pytanie próbuje odpowiedzieć „Foxtrot” zdobywca wielu nagród na światowych festiwalach oraz izraelski kandydat do Oscara, który znalazł się na tzw. short liście w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. To koprodukcja niemiecko-francusko-izraelska powstała według scenariusza reżysera z polskim paszportem Samuela Maoza.

A wszystko zaczyna się od tego, że pewnego dnia zwyczajne izraelskie małżeństwo, Michael i Daphna Feldmannowie zostają zdruzgotani niespodziewaną wiadomością. U progu ich domu pojawiają się żandarmi i informują o śmierci ich syna Jonathana podczas służby na niemal opustoszałym posterunku wojskowym. Początkowo widzowi trudno w to uwierzyć, zwłaszcza że kadry kolejnych odwiedzających przeplatają się z kadrami opustoszałego posterunku, gdzie żołnierze słuchają muzyki, otwierają blokadę przechodzącemu wielbłądowi i z rzadka przejeżdżającym ciężarówkom. Czas wlecze się niemiłosiernie wolno i wydaje się, ze tam właśnie nic złego nie może się wydarzyć.

Reżyser filmu Samuel Maoz sam ma doświadczenie żołnierza – trafił do armii, gdzie został członkiem załogi czołgu. Trenował strzelectwo, mierząc do baków z paliwem, które eksplodowały niczym fajerwerki w lunaparku. Dopiero gdy wybuchła wojna w czerwcu 1982 roku, prawdziwie odczuł horror bycia strzelcem wyborowym. Czy nowy film oparł na jakimś wydarzeniu, które zna z autopsji? Reżyser o tym nie mówi, ale nie sposób odmówić mu trafnego portretu psychologicznego rodziny Feldmannów. Z biegiem czasu senior rodu, Michael staje się coraz bardziej sfrustrowany niekończącymi się wizytami całej armii krewnych i biurokratów składających nieszczere kondolencje.

Podczas gdy jego żona przeżywa żałobę w ciszy i spokoju, Michael wpada w spiralę gniewu, który przybiera coraz bardziej absurdalne rozmiary – analogicznie do surrealistycznych doświadczeń wojennych jego syna…

Nagle jednak wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Pewnego dnia żandarmi informują zdruzgotaną rodzinę, że oto zaszła tragiczna pomyłka, zginął inny Jonathan, a syn Feldmannów ma się dobrze. Nie jesteśmy jednak w stanie do końca w to uwierzyć, patrząc jak zdruzgotana Daphna ściera ręce do krwi przy przecieraniu owoców, a Michael nie może znaleźć sobie miejsca. Rodzina wydaje się przeżywać kompletny rozpad, wydaje nam się, że nigdy się nie podniesie.

Potoczne przysłowie, że „czas leczy rany” może nieprzystające do sytuacji, tu jednak doskonale oddaje zmagania osieroconych rodziców. Gdy dni ciągną się w nieskończoność a noce nie pozwalają zmrużyć oka, nagle przychodzi ukojenie. Ulgę w cierpieniu przynosi foxtrot, taniec od którego u Feldmannów wszystko się zaczęło. To dzięki niemu próbują zdobyć się na przebaczenie, kiedy zapomnieć nie sposób.

Za film „Fokstrot” (polska pisownia) reżyser otrzymał nagrodę Srebrnego Lwa w Wenecji. Film można aktualnie oglądać w polskich kinach.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail