Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Po swojej tragedii pomaga innym ofiarom wypadków. Poznajcie Iwonę Lis

IWONA LIS, FUNDACJA FORANI
Udostępnij

„Stałam się osobą, która czuje, że nic nie może zrobić. Musiałam się z tym uporać. Nigdy nie straciłam wiary i nadziei, że będzie dobrze, że będzie coś dalej. Wiara dała mi siłę, żeby przetrwać. Myślałam - teraz jest tak, ale będzie inaczej” - mówi Iwona Lis.

Katarzyna Matusz-Braniecka: Gdybyśmy chcieli poznać tę kobietę, którą byłaś przed wypadkiem, to co byś nam o sobie powiedziała?

Iwona Lis*: Przed wypadkiem, czyli przed 28 grudnia 2004 roku, byłam w pełni zdrową, spełnioną, szczęśliwą mężatką, oczekującą swojego pierwszego dziecka. Pracowałam w dużej korporacji, zajmowałam się projektami. Byłam osobą spełnioną, oczekującą na nowe.

 

Byłaś w ósmym miesiącu ciąży, wracaliście z mężem po świętach spędzonych u rodziny. Na prostym odcinku drogi ktoś z naprzeciwka wyprzedza na trzeciego, dochodzi do wypadku.

Ostatni moment, który pamiętam, to światła, które pojawiły się naprzeciwko nas. Już w szpitalu okazało się, że miałam połamane obie nogi, moja miednica rozpadła się, miałam złamaną lewą rękę, żebra, leżałam pod respiratorem. Tragiczne było to, że nie miałam do końca świadomości, co się wydarzyło i nic nie mogłam sama zrobić, nie mogłam mówić. Jak spadł przycisk, nie miałam jak wezwać pomocy. Uczucie przeokrutne. Ból przeokropny. Po wypadku przeszłam osiem operacji, ponad cztery miesiące leżałam bez ruchu, trzynaście miesięcy w szpitalu.

 

W twoim życiu, jak sama opowiadasz, dużą rolę odgrywa św. Jan Paweł II.

Pierwszy raz na nogi stanęłam 2 kwietnia 2005 roku, w dzień śmierci papieża. Wieczorem przyszła wiadomość, że umarł, mieszkałam wtedy przy ul. Jana Pawła, płakałam, bo nie mogłam podjeść do okna, żeby zobaczyć, jak ludzie się gromadzą, nie mówiąc o tym, żeby być z nimi. Jakiś czas później w dzień urodzin papieża uruchomiłam Fundację Forani.

 

Co cię ocaliło?

Stałam się osobą, która czuje, że nic nie może zrobić. Musiałam się z tym uporać. Nigdy nie straciłam wiary i nadziei, że będzie dobrze, że będzie coś dalej. Wiara dała mi siłę, żeby przetrwać. Myślałam – teraz jest tak, ale będzie inaczej. A to, co dało mi możliwość wyjścia z roli ofiary, to poradzenie sobie ze swoim ciałem, że ono się poskładało. A druga rzecz, to przeformułowanie w głowie, wdzięczność.

 

Wdzięczność to twój sposób na odzyskiwanie siły do życia?

Do pewnego momentu myślałam tylko o tym, co straciłam w życiu, a straciłam bardzo dużo. Anię, rodzinę, męża, pracę, dom, zdrowie. Zostałam sama, chciałam sobie jakoś poradzić. Przestałam jednak skupiać się na tym, to wszystko minęło, a ja zaczęłam szukać rzeczy, za które mogę dziękować, za osiem miesięcy życia z córeczką, za wypadek, który zmienił moje życie i wcale nie na gorsze.

 

Po tak trudnym doświadczeniu, jak teraz patrzysz na życie, co jest ważne?

Wiem, że nie warto się przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu. Zdaję sobie sprawę, że jest niewiele rzeczy naprawdę wartych. Bliscy, którzy ze mną byli, zdrowie, które pozwala nam funkcjonować, ludzie dookoła nas. Tak naprawdę niewiele potrzeba.

 

Droga do zwycięstwa.

Dla mnie sposobem na życie była wdzięczność. Bardzo pomaga mi wiara, Bóg nie daje nam rzeczy z których nie daje nam się dźwignąć. Skupianie się na dobrych rzeczach jest, paradoksalnie, o wiele trudniejsze, niż pójście drogą użalania się nad sobą. A to jest coś, co pozwala dalej iść. Nie chciałam do końca życia płakać. Chciałam nadać sens śmierci mojego dziecka. Odważyłam się zrobić rzeczy, na które nie miałam siły przed wypadkiem.

 

Co byś powiedziała naszym Czytelnikom, którzy są w trudnej sytuacji i nie widzą nadziei?

Trzeba zacząć od siebie, swojego sposobu postrzegania tego, co cię w życiu spotkało. To jest bardzo trudne. Dać sobie prawo do tego, żeby powiedzieć, jest mi ciężko, uwolnić swoje emocje. Zadać sobie pytanie – „co ja mogę dla siebie zrobić dobrego?”. Patrzenie na złe rzeczy, które nas spotkały, nie pozwala pójść dalej.

Przejście z pytania „dlaczego mnie to spotkało?” na pytanie „po co?”, pozwoli nam spojrzeć na to, że dana sytuacja przyniosła nam wiele cierpienia, trudu, złego, ale może też przynieść dużo dobrego i skupienie się na tym dobrym pomaga dalej żyć, działać i pomagać.

 

*Iwona Lis, założycielka i Prezes Fundacji Forani, uruchomiła infolinię dla osób po wypadkach 22 102 16 16 i sklep charytatywny przy ul. Marszałkowskiej 1 w Warszawie, gdzie można przynosić rzeczy, jak i je kupować w dobrym celu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail