Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ten błąd utrudnia nasze relacje. Też go popełniacie?

BŁĄD UTRUDNIAJĄCY RELACJE
Shutterstock
Udostępnij

Zamiast formułować wprost nasze pragnienia i oczekiwania, zakładamy, że inni o nich wiedzą. A kiedy okazuje się, że jednak nie wiedzą, zaczynamy użalać się, że nikt nas nie rozumie i obrażamy się, bo przecież „powinni się domyślić”.

Dawno temu moja mama trafiła na oddział jednego z potężnych śląskich szpitali. Tworzy go kompleks oddziałów i klinik rozrzuconych w licznych budynkach, a kilometry korytarzy przywodzą na myśl labirynt Minotaura. Tysiące ludzi każdego dnia wędruje nim, marząc o zdrowiu.

Parking na terenie szpitala mieści zdecydowanie mniej samochodów niż to potrzebne, toteż każdy okoliczny kawałek gruntu otoczony jest drucianą siatką i wyposażony w malutką, metalową budkę, która latem spełnia funkcję piekarnika, zimą lodówki, a całorocznie – miejsca pracy parkingowych.

Podczas mojej pierwszej wizyty u mamy zostawiłam samochód na jednym z takich mikroparkingów. Przy wjeździe powitała mnie tablica z informacją o cenie, pani z uśmiechem wystawiła kwitek i mogłam już wyruszyć na poszukiwania właściwego oddziału. Kiedy po południu wróciłam na parking, zastałam mój samochód stojący samotnie na opustoszałym placu, a metalową budkę zamkniętą na głucho. Widok był zdecydowanie zaskakujący, szczególnie, że godzina 16:00 jest porą, kiedy wielu odwiedzających dopiero dociera do szpitala. Zastanawiałam się właśnie, jak wybrnąć z tej sytuacji, kiedy obok mnie wyrosła ta sama pani, która wręczała mi kwitek. Ciesząc się, że problem rozwiązał się sam, natychmiast okazałam bezcenny dokument i przygotowałam pieniądze.

 

„Wszyscy wiedzą”

Wydając mi resztę, zmarznięta pani parkingowa napomknęła mimochodem –  bo wie pani, ten parking zasadniczo jest czynny do 15:30. No to wtopa – pomyślałam przerażona, że przez moją nieuwagę ktoś musiał zostać dłużej w pracy. Spojrzałam jeszcze raz na tablicę na budce, ale nadal nie dostrzegłam ani słowa o godzinach otwarcia. Nieśmiało zapytałam więc, gdzie można znaleźć taką informację. Odpowiedź zbiła mnie z nóg: „No tak, informacji nie ma, bo WSZYSCY WIEDZĄ, że tak jest… Kiedyś była tabliczka, ale zdjęliśmy, bo trzeba było kraty na budce zawiesić…”.

„Wszyscy wiedzą”. W miejscu, gdzie każdego dnia przewijają się tysiące ludzi. W miejscu, gdzie każdy marzy tylko o jednym: wyjechać stąd raz na zawsze i nie musieć nigdy wracać. W miejscu, gdzie krzyżują się drogi ludzi z całego województwa. W takim miejscu „wszyscy wiedzą”, że parking jest czynny do 15:30 i nie trzeba o tym nigdzie pisać. Bo to takie oczywiste…

Po zdumieniu przyszedł czas na refleksję, czy przypadkiem „wszyscy wiedzą” nie stało się życiową dewizą wielu z nas? Przecież „wszyscy wiedzą”, że mam dziś fatalny dzień i powinni omijać mnie szerokim łukiem – a skoro tego nie robią, to ich strata – mogę na nich warczeć, ile wlezie. Bo chyba sami tego chcieli, prawda? Przecież „wiedzieli”! Bo „wszyscy wiedzą”, że mam dziś ochotę spędzić wieczór w domu, więc mąż proponujący kino spotka się z reakcją godną rozwścieczonego pitbulla – bo powinien wiedzieć… Bo przyjaciółka przecież „wie”, że chciałabym z nią pójść na zakupy, wybrać sukienkę na wesele. A skoro nie proponuje wspólnego wyjścia, to znaczy, że jej na mnie nie zależy. Że co, że nie powiedziałam jej o tych zakupach? No, ale po co – przecież ona to wie!

 

Nie czytam w myślach

W pierwszych latach życia dzieci są przekonane, że skoro one coś wiedzą, to mama na pewno wie dokładnie to samo i często złoszczą się, kiedy ich komunikaty są źle odczytane. Stąd choćby poranne awantury przy ubieraniu – zmordowana mama wyciąga siedemnastą koszulkę, maluch szlocha zrozpaczony, że chce włożyć inną, a na pytanie „to w końcu która” odpowiada żałosnym „no taaa…”. Bo przecież mama wie, o czym myślę! Trzeba czasu, aby maluch odkrył, że nawet najbliższa osoba nie potrafi czytać mu w myślach.

I choć jako dorośli świetnie wiemy, że nikt nie ma wglądu do tego, co siedzi w naszych głowach, to nadal sporo naszych trudności w relacjach spowodowanych jest tym samym błędem komunikacyjnym. Zamiast formułować wprost nasze pragnienia i oczekiwania, zakładamy, że inni o nich wiedzą. A kiedy okazuje się, że jednak nie wiedzą, zaczynamy użalać się, że nikt nas nie rozumie i obrażamy się, bo przecież „powinni się domyślić”.

Tymczasem wystarczy niewiele: „Przepraszam, mam dzisiaj kiepski dzień, łatwo mnie wyprowadzić z równowagi”, „kochanie, chciałabym dzisiejszy wieczór spędzić w domu, przełóżmy to kino na inny czas”, „chciałabym ci towarzyszyć w wybieraniu sukienki, co ty na to?”. Jasny przekaz – kilka słów, dzięki którym świat staje się czytelniejszy. Bo naprawdę nie wszyscy wiedzą…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail