Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Grzech pokoleniowy” nie istnieje. Jak więc zdrowo poradzić sobie z rodzinną krzywdą?

JAK PORADZIĆ SOBIE Z RODZINNĄ KRZYWDĄ
Shutterstock
Udostępnij

Zastanawiałeś się kiedyś, czy twoje problemy nie wynikają z grzechów twojego pradziadka? Może słyszałeś o tym w internecie lub od znajomego? Dziś tłumaczymy, dlaczego ten popularny mit nie ma nic wspólnego z wiarą katolicką i jak zdrowo poradzić sobie ze zranieniami.

Choć internet wciąż straszy „grzechem pokoleniowym”, Komisja Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski już dwa lata temu oświadczyła, że mówienie i takim grzechu stoi w sprzeczności z nauką Kościoła Katolickiego.

Od dwóch lat nie organizuje się (a przynajmniej organizować się nie powinno) mszy świętych ani rekolekcji w tej intencji. W kuluarach wciąż jednak można usłyszeć o „dziedziczeniu grzechu” lub „dziedziczeniu jego skutków”. Zdarza się też, że kapłani, którzy promowali ideę „grzechu pokoleniowego” tłumaczą dziś, że chodziło im tylko o oczywiste konsekwencje zła. Jak rozróżnić te dwa pojęcia? I co tak naprawdę za nimi stoi?

 

Grzech pokoleniowy: dlaczego nie

„Grzech pokoleniowy stoi w sprzeczności z prawdą o Bożym Miłosierdziu i o Jego przebaczającej Miłości” – czytamy w opinii teologicznej Komisji Nauki Wiary KEP z 2015 roku. „Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech”.

Komisja Nauki Wiary uzasadnia swoją opinię Pismem Świętym oraz nauczaniem Kościoła Katolickiego na temat grzechu i grzechu pierworodnego. Podkreśla, że wiara w „grzech pokoleniowy” oznacza brak wiary w siłę sakramentu chrztu i sakramentu pokuty.

Biskupi powołują się tu m.in. na Księgę Ezechiela: „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca, ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie” (Ez 18,3-4.20). Oraz Księgę Powtórzonego Prawa (24,16): „Ojcowie nie poniosą śmierci za winy synów ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój własny grzech”.

Przypominają też, że jedynym grzechem, który przechodzi z pokolenia na pokolenie, jest grzech pierworodny. Bezpowrotnie oczyszcza nas z niego jednak sakrament chrztu (tak jak oczyszcza z wszelkich innych grzechów – zob. KKK 1262).

Warto podkreślić przy tym, że grzech ciężki ma trzy konieczne warunki: musi dotyczyć ważnej sprawy, być dokonany świadomie oraz dobrowolnie (zob. KKK 1837), a zadośćuczynić i pokutować możemy wyłącznie za własne grzechy (zob. KKK 1459).

 

Choroba to nie kara

Komisja podkreśla, że nie ponosimy żadnych „kar” za grzechy naszych przodków. Przeczyłoby to nauce Nowego Testamentu, który w wielu fragmentach odrzuca takie interpretacje. Choćby w odniesieniu do chorób.

Owszem, w Starym Testamencie myślano tak „m.in. o niepłodności. Podobnie było z kalectwem i innymi chorobami. Gdy ktoś zachorował lub był dotknięty jakąś niepełnosprawnością, uważano, że ktoś w jego rodzinie popełnił grzech” – czytamy w Opinii Komisji. „Wyrazem takiego przekonania są słowa uczniów skierowane do Jezusa: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”.

Jednak „odpowiedź Jezusa jest nader czytelna: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże (J 9,1-3)”.

„W ten sposób Pan Jezus wyraźnie odcina się od wiązania choroby dziecka z grzechem rodziców czy dziadków, z takim pokoleniowym obciążeniem” – czytamy w opinii KEP.

Co jednak z psychicznymi obciążeniami, które ewidentnie wynikają z doznanej bezpośrednio od przodków krzywdy?

 

Nie tylko duchowe konsekwencje grzechu

„Skutki grzechów są różne – tłumaczy o. Grzegorz Mazur OP, doktor teologii moralnej i duszpasterz. – Ważna spowiedź zakończona rozgrzeszeniem odpuszcza nam winę oraz przywraca do jedności z Bogiem i Kościołem, nie cofa jednak z automatu wszystkich konsekwencji”.

Poza skutkami duchowymi, „grzechy mogą mieć skutki psychiczne (np. zranienia w obszarze własnej wartości), somatyczne (kiedy np. objadanie się skutkuje otyłością, niezdrowy tryb życia – cukrzycą, a oglądanie pornografii – zaburzeniami erekcji, nawet u młodych mężczyzn) i materialne (kiedy np. wydajemy zbyt dużo pieniędzy na używki lub rzeczy niekonieczne)” – wymienia dominikanin.

I „choć nigdy nie dziedziczymy grzechów naszych przodków, ich skutki mogą mieć na nas wymierny wpływ. Zwłaszcza, jeśli podlegaliśmy im w dzieciństwie. Np. jeśli w domu jest problem alkoholowy (pradziadek pił, dziadek pił i tata pił), to wzrastając w takim klimacie, doświadczamy konkretnych obciążeń, a w dorosłość wchodzimy z dużym bagażem, który – jeśli nie zostanie przepracowany i uzdrowiony – może negatywnie zaważyć na całym życiu.  

 

Jak poradzić sobie z konsekwencjami zła? Trzy drogi

Choć Bóg nie karze nas za cudze grzechy, ulegamy krzywdom. Nie zawsze zamierzonym. Jak sobie z nimi poradzić? O. Mazur wskazuje kilka dróg. Po pierwsze, życie sakramentalne i modlitwę, czyli wejście w kontakcie z Bogiem w proces przebaczenia, którego nie należy mylić z pojednaniem czy ponownym zaprzyjaźnieniem się z krzywdzicielem.

„Pojednanie czasem jest możliwe, czasem nie. Nie należy go mylić z przebaczeniem, co nie zmienia faktu, że dążenie do pojednania – choć na pewno nie za wszelką cenę – jest rzeczą dobrą. Przebaczenie nie oznacza też, że od razu ufam krzywdzicielowi albo się z nim przyjaźnię choć znam przypadki, w których udało się odbudować zaufanie, a nawet nawiązać bliską więź” – precyzuje.

Po drugie, „warto zadbać o relacje z bliskimi, wierzącymi, a jednocześnie życzliwymi nam osobami, z którymi możemy szczerze porozmawiać i uzyskać wsparcie. Można je znaleźć we wspólnotach w Kościele, które dla coraz większych rzesz ludzi stanowią naturalne środowisko duchowego zdrowienia, nawrócenia i wzrostu”.

W końcu – pomóc może profesjonalna terapia, „zwłaszcza jeśli krzywda była poważna i może zaważyć na całym życiu ofiary”.

 

Dlaczego chcemy wierzyć w grzech pokoleniowy?

Uzdrowienie międzypokoleniowe stanowi formę usprawiedliwienia słabości i szukania łatwego wytłumaczenia i przebaczenia popełnionego zła – czytamy w opinii KEP.

Zrzucenie winy za nasze niepowodzenia na naszych przodków jest atrakcyjne. To kuszący pomysł na uwolnienie się od odpowiedzialności za własne decyzje i przepracowania własnych zranień, ale taka postawa nie wspiera rozwoju duchowego.

„Jest w tym na pewno jakiś element myślenia magicznego – mówi o. Grzegorz Mazur – ale też lęk, karmiący determinizm i niezgoda na własną słabość. A uznanie słabości, bezsilności to przecież początek drogi uzdrowienia”.

 

Trudna, katolicka nauka

Każdy z nas jest odpowiedzialny wyłącznie, ale też całkowicie za własne decyzje. To za nie będzie odpowiadał przed Bogiem. Kościół nie daje nam łatwych wymówek i nie popiera ucieczek od odpowiedzialności. Zdrowe, dobre życie wymaga konfrontacji z często trudną rzeczywistością i z własnymi wspomnieniami. Jest ona jednym z przejawów dojrzałości i odpowiedzialności – duchowej i życiowej.

Oby właśnie ona była wartością, którą przekażemy kolejnym pokoleniom.

 

W tekście opierałam się na:

Tags:
grzech
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail