Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak być piękną i zadbaną kobietą? Wersja #BodyPositive

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Jak wyglądałby świat, gdyby kobieta nie musiała być tylko „piękna”?

W lipcu internet obiegł nowy teledysk i interpretacja piosenki „Jestem kobietą”. Kultowy przebój Edyty Górniak w wykonaniu Mary Komasy i The Dumplings zmienił się nie tylko harmonicznie czy instrumentalnie. Zmienił się też cały jego sens. Z tryskającej erotyzmem, ponętnej Edyty z roku 1995, kobieta „wolna jak rzeka” przekształciła się w naturalną, roześmianą, rudowłosą biegaczkę anno Domini 2018. Nie kręci już biodrami w rytm męskich ciał, ale spędza lato nad jeziorem, z przyjaciółką.

Edyta Górniak w momencie nagrania teledysku miała 23 lata. Rudowłosa Ania Bielawska – 19. Dzielą je więc cztery lata. Plus dwadzieścia trzy lata zmian w postrzeganiu i traktowaniu kobiet. I choć tegoroczny teledysk jest związany z kampanią sportowej marki odzieżowej, to chyba tylko potwierdzenie tezy: dzisiejsza kobieta (Polka, żona, singielka, konsumentka) nie chce być już tylko seksem.

 

 

Ostatnio przeczytałam jednak na Aletei tekst Malwiny Tkaczyk „Jak być piękną i zadbaną mamą?”. Pani Malwina pisze o pięknie miłości, którą wyraża między innymi makijażem i strojem. Schludnym. Zachęca inne żony i mamy do wstawania o świcie i przygotowania swojego wizerunku. Tak, żeby obudzić dzieci i przywitać się z mężem pięknie.

Wierzę (a przynajmniej wierzyć bardzo chcę), że za zdaniami pani Malwiny stoi schowana złożoność kobiecości i jej faz. Niemniej, zastanawiam się mocno, jak to jest. Czy naprawdę wciąż same, na własne życzenie, wyrzekamy się naturalności, prostoty, zwykłego chodzenia w gaciach po domu, wierząc, że piękno to kreska na oku i wyprasowana spódnica? Nawet jeśli same czujemy się w takich wyborach dobrze.

 

Oczekiwania a wartość bytu realnego

Chcieć nie chcieć, kazania na temat skromności, pogróżki dotyczące makijażu czy wywody na temat teologiczno-praktycznej interpretacji spódniczek mini, nie przekonują kobiet o ich wartości. Przekonuje je (nas) za to fakt, że sensem ich życia nie jest tylko zadowolenie i akceptacja mężczyzny, ale coś znacznie więcej.

Co dokładnie? Godność, szczęście, głębia, zbawienie, wolność? Każda z nas powinna sama odpowiedzieć sobie na to pytanie. Pytanie wynikające z prostej zmiany perspektywy: moim odniesieniem nie muszą być już oczekiwania ludzi wokół. Nie musi nim być moja (tak subiektywna) atrakcyjność. Ponieważ juz jestem atrakcyjna, na wiele sposobów. Tylko i aż dlatego, że… istnieję.

 

Po co nie dbam, po co dbam

Nie dbam więc o siebie, aby stać się wartościowa i piękna. Jestem wartościowa i piękna, więc o siebie dbam. Na każdym poziomie. Dbam o swoje wnętrze, o swoje ciało, o zdrowie i duszę. Poznaję siebie, bo jestem siebie ciekawa. Poznaję ludzi, ponieważ oni są równie interesujący.

Buduję relacje oparte na przyjaźni, miłości, bliskości i wsparciu. Uczę się rozmowy. Uczę się obecności. Uczę się własnej seksualności i seksualności ukochanego człowieka. Uczymy się wzajemnych potrzeb i upodobań.

Kogoś doprowadzi to do szczerej chęci malowania się i prasowania ubrań o 4:00 rano. Kogoś do biegania w dresie po łące i wyrzucenia maskary za okno. Kogoś zainspiruje do noszenia obcasów. Kogoś do chodzenia boso. Nie ma tu lepszych czy gorszych wniosków. Chyba, że będzie nimi generalizacja. I nazywanie „pięknem” własnych (dla nas samych rzeczywiście pięknych) wyborów.

 

Wybór. Ryzyko czy szansa?

Cieszę się i jestem dumna właśnie z tego, że mam wybór. Że relacje damsko-męskie tak mocno wybiegają dziś poza schematy. Że wybiega poza pojęcie tego, co wyłącznie kobiece, a co tylko męskie. Że mój mąż może się wzruszyć. Że ja nie muszę potrafić gotować. Że mamy w ustawie (choć skromny!) urlop tacierzyński. Że nikt nie oczekuje ode mnie pięknych strojów ani makijażu. Że sama siebie bez nich polubiłam. Że jestem kochana bez najmniejszego względu na nie.

Że nie muszą być dla mnie żadnym odniesieniem. A jednocześnie, że mogę podziwiać perfekcyjnie wyglądające koleżanki, które pasjonuje makijaż czy moda.

Nie dajmy sobie zabrać ani uprościć przepisu na „piękno”. Może zamiast świeżego stroju o poranku, nasze córki zachwyci książka, o której nie możemy przestać opowiadać albo myśl, która nie daje nam spokoju? Może naszego męża (i nas) bardziej od makijażu ucieszy kilka więcej chwil razem? A może między nami znajdują się bohaterki, które wszystko to potrafią połączyć?

 

Piękno względne. Piękno szczęśliwe

Szanuję to, jako kobieta i żona wciąż nieporadna. Rozkochana w dresie, zamyślona, otoczona stosami nieułożonych gazet, książek i pustych po kawie kubków, a jednak spełniona i szczęśliwa. Jak nigdy wcześniej. W dodatku, uczucia te udzielają się (ponoć) żyjącemu tuż obok, między stosami przyszłej makulatury, mężczyźnie.

Dlatego nie piękna, ale docenienia własnego piękna oraz zgody z własnym organizmem i sumieniem, wszystkim nam życzę. Niezależnie od życiowych okoliczności.

Czytaj także:
Słownik Kobiet: Cykl
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail