Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Sophia Loren: Inspiruje mnie nauczanie papieża Franciszka

SOPHIA LOREN
AXELLE/BAUER-GRIFFIN/East News
Udostępnij

„Papież bardzo pomaga ludziom w ich wierze. Po tym, jak zobaczyłeś go i posłuchałeś, masz naprawdę chęć żyć i wierzyć, wierzyć, wierzyć” – przyznaje znana aktorka Sophia Loren.

Dzieciństwo Sofii Loren nie było usłane różami. Urodziła się jako nieślubne dziecko, a ojciec przez długi czas nie chciał jej uznać. W czasie wojny chowała się przez bombardowaniami w tunelach, a kiedy babcia wysyłała ją, aby kupiła w sklepie bułki na kredyt niemal nigdy nie donosiła ich do domu. Była tak głodna, że zjadała je po drodze.

Trudne doświadczenia pomogą jej później doceniać każdą piękną chwilę i traktować życie jako bezcenny dar. Po latach napisze: „Nie zawsze było łatwo. Bywało trudno, bywało wspaniale. Niczego nie żałuję”.

 

Sophia Loren: Choć przez chwilę być księżniczką

W szkole małej Sofii nadano przezwisko „Wykałaczka”, bo zwracała uwagę chudością. Lubiła się uczyć, miała talent do języków i już wtedy rodziły się w niej wielkie marzenia. W swoim zeszycie zapisała: „Pewnego dnia Sofia Scicolone (tak wtedy się nazywała) zostanie aktorką”.

Miała piętnaście lat, gdy wzięła udział w odbywającym się w Neapolu konkursie piękności, którego celem było wyłonienie Królowej Morza i dwunastu księżniczek. Babcia Sofii ściągnęła wiszącą w pokoju zasłonę i naprędce uszyła z niej sukienkę, a mama rozjaśniła wybielaczem jej zniszczone buty.

Udało się – otrzymała tytuł jednej z księżniczek i nagrodę, jaką był bilet do Rzymu do wytwórni filmowej Cinecittà. Kręcono tam akurat „Quo vadis?” i poszukiwano statystów. Reżyser rozmawiał z kandydatami po angielsku, a Sofia nie znała tego języka, więc – za radą swojej mamy – na każde pytanie odpowiadała „yes”.

– Do you speak English?
– Yes.
– What’s your name?
– Yes.
– How old are you?
– Yes.

Melvyn LeRoy, reżyser „Quo vadis?” był szczerze rozbawiony wymianą zdań i przyznał Sofii rólkę służki Marka Winicjusza, która na szczęście nie musiała nic mówić.

 

Loren: Chciałam pozostać sobą

Niedługo później dostrzegają ją twórcy popularnych w tamtym czasie fotoromansów. Jej kariera szybko się rozkręca, w wieku dziewiętnastu lat w Cinecittà biega z jednego planu filmowego na drugi. Interesuje ją wszystko, traktuje aktorstwo jak dobrą zabawę, ale jednocześnie jest bardzo pracowita, zawsze stara się być wszędzie na czas, zapamiętać rolę i dać z siebie wszystko.

Mimo młodego wieku i wielkich ambicji nie pozwala nikomu, aby zmieniał ją na siłę. Na propozycję operacji plastycznej nosa reaguje zdecydowanie: „Jeśli chcesz powiedzieć, że muszę obciąć sobie nos, jeśli chcę grać w filmach, to pakuję walizki i wracam do Pozzuoli, bo nigdy tego nie zrobię”.

Nie chciałam małego zgrabnego noska. Zdawałam sobie sprawę, że moja uroda jest rezultatem połączenia wielu nieregularności. Mogłam wygrać albo ponieść klęskę, ale chciałam pozostać sobą

– zapisuje w autobiografii. „Wolę jeść makarony i popijać je winem niż nosić rozmiar 0” – dodaje w innym miejscu.

 

Upragnione macierzyństwo Loren

Jej największym pragnieniem jest być matką i takie role najbardziej ją poruszają. Kiedy zachodzi w ciążę, traci nienarodzone dziecko. Cztery lata później, gdy tylko dowiaduje się o odmiennym stanie, od razu zostawia film, nad którym pracuje i kładzie się do łóżka, bojąc się każdego nieostrożnego ruchu. Znów jednak powtarza się dramat, którego prasa nie omieszka relacjonować.

Dopiero za trzecim razem trafia na lekarza, który odkrywa, że problemem jest niedobór estrogenu i dzięki otrzymywanym zastrzykom w końcu rodzi się zdrowy, upragniony Carlo. Po kilku latach dołącza do niego młodszy brat Edoardo. „To oni nauczyli mnie odmieniać przez wszystkie przypadki słowo kocham” – mówi aktorka odbierając w 1991 r. Oscara za całokształt twórczości.

 

Sophia Loren: Inspiruje mnie nauczanie papieża Franciszka

Sophia Loren mimo 84 lat zapewnia, że w jej języku nie istnieje słowo „emerytura”. Nie pozwala sobie myśleć, że wszystko już osiągnęła, bo wtedy poczułaby ciężar starości.

Niedawno w wywiadzie dla czasopisma „Famiglia Cristiana” przyznała, że inspiruje ją nauczanie papieża Franciszka. „Obecny papież bardzo pomaga ludziom w ich wierze. Po tym, jak zobaczyłeś go i posłuchałeś, masz naprawdę chęć żyć i wierzyć, wierzyć, wierzyć” – powiedziała, dodając, że w każdą niedzielę stara się uczestniczyć w transmisji modlitwy „Anioł Pański”.

Tysiące ludzi nadal widzą w Sofii Loren ikonę piękna i elegancji, filmową gwiazdę wszechczasów. Ona sama nie chce jednak patrzeć na siebie w ten sposób i twierdzi, że śmieszą ją podobne określenia. „Ja ikoną? To wydaje mi się takie dziwne. Jak ja mogę być kimś takim? Ja widzę się jako matka, z rodziną, z moimi wnukami. Najważniejsza jest rodzina” – mówiła dziennikarzom w czasie jednej z konferencji prasowych. Dziś aktorka obchodzi 84 urodziny.

* Sophia Loren, „Wczoraj, dziś jutro. Moje życie”, Wydawnictwo Literackie, 2015

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail