Aleteia

Moje ciało, moja sprawa? A ja chcę je łamać na kawałki i rozdawać najbliższym!

CIAŁO
Nocile Honeywill/Unsplash | CC0
Udostępnij

Ciało niezmiennie mnie fascynuje. Choć często przyjmujemy je za pewnik, szczególnie młodzi czujemy się niezniszczalni. Wciąż nie mieści mi się w głowie, że ta skomplikowana maszyneria przez większość czasu sprawnie działa.

Ciało-preparat

Najdobitniej o różnicy między człowiekiem a ciałem nauczyły mnie zajęcia w prosektorium. Ucząc się łacińskich nazw, oddzielałam kolejne struktury ukryte pod powłokami czegoś, co kiedyś miało imię, rodzinę i marzenia, a teraz jest anatomicznym preparatem. Nie czułam obrzydzenia, nie czułam bezczeszczenia. To było ciało. Martwe ciało, a nie człowiek.

Człowiek to coś więcej. Dużo więcej. Ciało to tylko jeden wymiar, najłatwiej określony, bo zauważalny na pierwszy rzut oka. Jest ono jednak bardziej jak kombinezon roboczy. Służący duszy, rozumowi, charakterowi, woli, emocjom, ale wciąż tylko kombinezon. Przez lata niszczeje i zużywa się. Zaczyna uciskać, ograniczać, odmawia w końcu posłuszeństwa.

 

Fascynująca fabryka

Ciało niezmiennie mnie fascynuje. Choć często przyjmujemy je za pewnik, szczególnie młodzi czujemy się niezniszczalni. Wciąż nie mieści mi się w głowie, że ta skomplikowana maszyneria przez większość czasu sprawnie działa. Każda komórka to mikrofabryka, każdy narząd i tkanka to wysoce wyspecjalizowany cud techniki i tajnej komunikacji.

Nadal krocząc wśród szpitalnych sal, łapię się na zachwycie nad złożonością tego cudu. Uczę się pokory. Gdy inne, obce ciało oddaje się pod moje dłonie, szukając pomocy. Gdy mimo lat nauki nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguje na leczenie.

 

Odwieczna walka

Ciało mnie irytuje. Gdy próbuję odmówić mu przyjemności, gdy zmuszam je do wysiłku – głośno i wyraźnie się buntuje. Niby podlega mojej kontroli, ale powiedz mu to o 4 nad ranem. Przecież jest samodzielne: samo pompuje przez całą dobę litry krwi, samo hoduje włosy i paznokcie. Gdy chcę zastosować nad nim reżim postu czy ćwiczeń, zażarcie walczy z moim duchem, źródłem wszelkiego ucisku. Nawet gdy wygra, wcale nie jest jednak zadowolone. No, może przez krótką chwilę tryumfuje, szybko jednak pozostawiając po sobie niesmak.

 

Zwiedzam nowe galaktyki

Jest moim statkiem kosmicznym, darowanym na początku życia, by przemierzać w nim kosmos. Więc przemierzam. Od kilku lat najintensywniej w galaktyce macierzyństwa. Jak przedziwnym zjawiskiem jest fakt, że ktoś może się do tego statku dosiąść! Że moje ciało zaczyna służyć nie tylko mi, że je współdzielę.

Gdy pod moim sercem rozwija się nowe życie – moje ciało daje schronienie. Poza mną otula i umożliwia rośnięcie małej istoty. Nowy pasażer eksploatuje je do granic. Przynosi poranne nudności, wymioty, bóle, zmianę rozmiaru, pękanie skóry. Wychodzi na świat z głośnym krzykiem, domagając się uwagi. Ciało niczym pociąg, z łoskotem zmienia tor. Staje się wytwórnią. Produkuje litry pokarmu w zamian za, dosłownie, jeden uśmiech. Zbliża się do granic możliwości, umęczone nocnym wstawaniem. Wraca w końcu do względnej równowagi. Nigdy już jednak nie będzie takie samo.

 

Ciało Mamusiowe

Córeczka obejmuje mnie w pasie, wtulając mocno policzek w mój brzuch. Mamusiu – mówi z błogim uśmiechem – ty jesteś taka, taka… taka mamusiowa!

– Czyli jaka? – zapytałam rozbawiona.
– Taka cieplutka, milutka i mięciutka.

Nie mam niemowlaków w domu, a jednak moje ciało wciąż daje komfort i bezpieczeństwo. Gdy mąż, przytłoczony pracą, kładzie głowę na moim brzuchu, a ja mogę gładzić go, przynosząc ukojenie. Gdy mogę dawać mu moją miłość. Gdy supermocą podmuchania na zranione miejsce, przynoszę ulgę zdartym kolankom. Gdy mimo braku sił, robię drugie śniadanie do szkoły. Gdy czuwam nad snem gorączkującego dziecka. Gdy mówię „ja to zrobię, ty idź już spać”.

Niektórzy walczą ze stwierdzeniem, że w rodzinie człowiek się poświęca. Ja widzę w tym słowie piękno. Poświęcam się – składam się w ofierze. Łamię się na kawałki i rozdaję. Poświęcam i uświęcam moje ciało, gdy przestaje ono być tylko moje.