Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

List pisany dynamitem: Franciszek pisze tak, że aż boli. Jak wyjść ze skandali seksualnych?

LIST PAPIEŻA FRANCISZKA
AP/EAST NEWS
Udostępnij

„List do Ludu Bożego” - są w tym tekście trzy zdania o sile wybuchającego dynamitu. Franciszek pisze, że po skandalach z wykorzystywaniem seksualnym Kościół będzie jak członek spotkań AA, który na każdym kolejnym spotkaniu mówi: Nazywam się Piotr, mam X lat, jestem alkoholikiem, nie piję od Y miesięcy/lat.

18 sierpnia papież opublikował „List do Ludu Bożego” w związku z nadużyciami seksualnymi w Kościele. Tekst mocny, treściwy, niedługi. Lubimy „bon moty” Franciszka cytowane w mediach. Ale kto z nas czyta w całości papieskie teksty? Tymczasem naprawdę warto!

 

Lektura obowiązkowa

List nie jest skierowany do ofiar nadużyć seksualnych. Nie jest też komunikatem dla mediów, choć te oczywiście mają prawo się nim interesować i robią to. List jest skierowany do Ludu Bożego, a więc do wspólnoty Kościoła.

Nie wyrzucamy bez czytania listów do nas adresowanych. Warto więc po niego sięgnąć, zwłaszcza że papież nie pisze o pogodzie, ale na naprawdę ważny, wręcz „gorący” temat. Papież, jako pasterz i przewodnik dany temu Ludowi, chce mu pomóc zmierzyć się z tym problemem, uznać go i zrozumieć, ale także wskazać dalszą drogę.

Listy apostołów (a papież jest następcą jednego z nich) są częścią Nowego Testamentu. Gdyby ten tekst powstał w pierwszym wieku – kto wie, czy dziś nie mielibyśmy go w Biblii?

 

List napisany dynamitem

Tekst jest dość zwięzły, treściwy i mocny. Papież nie owija w bawełnę, zmusza do zobaczenia problemu w całej jego rozciągłości, głębi i powadze. O nadużyciach seksualnych pisze naprawdę do bólu konkretnie. Ale to, co pisze na ten bolesny temat można też z powodzeniem odnieść do swojego życia.

List Franciszka jest do nas, ale też i o nas, nawet jeśli nigdy i w żaden sposób nie zetknęliśmy się bezpośrednio z dramatem nadużyć seksualnych. Są w tym tekście trzy zdania o sile wybuchającego dynamitu – rozsadzają utarte i wygodne schematy myślenia, w których wszyscy w jakiś sposób tkwimy.

 

Zdanie pierwsze

Patrząc w przeszłość, nigdy nie będzie dość proszenia o przebaczenie i prób naprawienia wyrządzonych szkód; patrząc w przyszłość, nigdy nie będzie dość tego, co się czyni, aby stworzyć kulturę zdolną do zapobiegania takim sytuacjom.

Nigdy nie będzie dość. Franciszek ma bardzo jasną świadomość, że tym listem nie „załatwia sprawy”. I że nie „załatwią jej” najlepsze nawet rozwiązania prawne, dyscyplinarne, najskuteczniejsze „systemy ochronne”. Nie będzie tak, że uporamy się z problemem pedofilii i będziemy mogli sobie powiedzieć: To już za nami, idźmy dalej.

Franciszek mówi nam, że Kościół będzie jak członek spotkań AA, który na każdym kolejnym spotkaniu mówi: Nazywam się Piotr, mam X lat, jestem alkoholikiem, nie piję od Y miesięcy/lat. Może nie piję już od dziesiątek lat, ale nadal jestem alkoholikiem.

To bardzo ważne, by umieć tak sobie postawić sprawę. Skoro coś się wydarzyło w mojej historii, to może się wydarzyć znowu. Nie próbuję więc tego zapomnieć, „wyprzeć”, „wymazać”. Biorę moją historię taką jaka jest, żeby być świadomym co chcę, a czego nie chcę z niej powtarzać. Rzeczy, o których staramy się zapomnieć zazwyczaj wracają w najmniej spodziewanym momencie ze zwielokrotnioną siłą.

 

Zdanie drugie

Wołanie, które Pan wysłuchał, ukazując nam, po której stronie chce być.

Chodzi o wołanie ofiar nadużyć seksualnych, które „przez długi czas było ignorowane, ukrywane lub wyciszane”. Przyszedł wreszcie moment, kiedy te sprawy wyszły na jaw. Tyle, że takie sprawy nie są wyłączną domeną duchownych.

Statystycznie nadużycia seksualne nie zdarzają się częściej wśród księży i osób zakonnych, niż w innych grupach zawodowych. Mielibyśmy więc może czasem ochotę zapytać: A czemu to akurat nas się czepiacie, a innych nie? Czy to nie jest atak na Kościół?

Franciszek z całą mocą odwodzi nas od takiego stawiania sprawy. Mówi: Nie! Być może dziennikarz prowadzący śledztwo nie lubi Kościoła, a prokurator jest zagorzałym antyklerykałem, ale przez ich działania to sam Pan pokazuje nam po czyjej chce być stronie. To strona skrzywdzonych, po której Jego Kościół przez długi czas nie chciał lub nie potrafił stanąć. To sam Pan pozwala nami potrząsnąć, by nas obudzić.

Niełatwo przyjąć w naszym zwykłym życiu. Ktoś wypomina mi mój grzech, zło, oskarża mnie, krytykuje. Mam ochotę powiedzieć: Czepia się! Uwziął się na mnie! Jest mi wrogi! A Franciszek mówi: Może. Ale spójrz na to w taki sposób, że to sam Jezus pokazuje ci, że potrzebujesz nawrócenia. Być może musiał pozwolić, by tobą potrząśnięto, bo inaczej nadal trwałbyś w letargu.

 

Zdanie trzecie

Wymiar i wielkość wydarzeń wymaga przyjęcia odpowiedzialności w sposób globalny i wspólnotowy.

Odpowiedzialność? Ja mam wziąć odpowiedzialność za pedofilię? Przecież to nie ja molestowałem, gwałciłem, ukrywałem, udawałem, że nic się nie dzieje! Dlaczego niby miałbym czuć się odpowiedzialny? Spójrzmy na to tak:

Ktoś podszedł do stołu i umyślnie strącił z niego wazon. Wazon spadł i rozbił się na kawałki. Na widok skorup pytamy: Kto jest odpowiedzialny? Inaczej: Kto to zrobił? Komu należy wymierzyć konsekwencje? Bo koniecznie trzeba to zrobić. Inaczej nabierze przekonania, że można bezkarnie rozbijać wazony. Znajdujemy winnego i wymierzamy sprawiedliwość.

Sprawa załatwiona? Niezupełnie. Na podłodze nadal leżą skorupy. To, że znaleziono winnego i skonfrontowano go z konsekwencjami jego czynu, dla leżących na ziemi skorup nic nie zmienia. One tam nadal są i nadal są rozbite. Trzeba zająć się skorupami. Kto jest w stanie to zrobić?

To jest sens odpowiedzialności, o jakiej mówi nam Franciszek. Jesteśmy odpowiedzialni za te rozbite skorupy. Za to, co z nimi będzie. Ten sposób myślenia potrzebujemy przenieść na naszą codzienność.

Kiedy spotykamy się ze złem, z grzechem – ważne jest by znaleźć winnego. Ale równie ważne (jeśli nie ważniejsze) jest chcieć i umieć odpowiedzieć na zło, które się wydarzyło. Przyjąć odpowiedzialność za pracę nad naprawieniem powstałych szkód. Gdybyśmy mieli ochotę powiedzieć sobie, że nie mamy z tym przecież nic wspólnego i że to nie nasza sprawa – Franciszek „brutalnie” przypomina nam, że taki tok myślenia jest tokiem myślenia Kaina.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail