Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie musimy od razu wiedzieć, czego chcemy

KOBIETA W OKULARACH
Jack Antal/Unsplash | CC0
Udostępnij

Dojrzewanie nie jest społecznie oswojone. Jest traktowane jako etap godny pożałowania. Dlaczego? Podczas dojrzewania nie widać wyników. O nie! Dojrzewanie to nie pasmo świetlistych sukcesów! To etap budowania doświadczeń. Próbowania. Dostawania po głowie. Dawania sobie czasu. Dostarczania najpotrzebniejszych rzeczy do wzrostu.

Dziś – trudno, napiszę to – walnęłam trzy razy w klawiaturę z otwartej dłoni. Kilka minut podłączałam się do konferencji online, na której miałam być od tych właśnie kilku minut. Żądałam efektu. Natychmiastowego. Nie poczekałam, aż komputer przetrawi wszystkie dane. Pękłam. Gdybym była cybernetyczną poetką, napisałabym: „Nie dałam mu dojrzeć”.

Nie dałam też dojrzeć sobie. W wielu, wielu decyzjach. Poszłam za oczekiwaniami „innych” lub „innych w sobie”. Nie poczekałam, aż będę sama chciała.

Czytaj także:
Słownik kobiet: Imię

 

Zielone, z kwaśnym środkiem

Tak sobie myślę, że z dojrzewaniem chodzi o to, że gdy się wydarza zwykle oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, że jesteśmy na najlepszej drodze – swojej – coś się w nas przepoczwarza, coś ewoluuje, do czegoś to wszystko zmierza. Po drugie, że właśnie wtedy najmniej przypominamy innym siebie.

Mamy zielony kolor, kwaśny środek, twarde obicie, nierównomierną cerę, nieproporcjonalną sylwetkę i zwichrowane wnętrze. Co trudniejsze, każdy zna nas z jakiegoś okresu życia – rodzice z tego, jak mieliśmy trzy lata i na golasa biegaliśmy po podwórku. Były chłopak – z trzech rozmiarów wstecz. Nauczycielka polskiego z jedynki z wypracowania na temat pisarstwa Bułhakowa.

Jeśli skupimy się na udowadnianiu im, że my to nadal my, nawet jeśli mamy już trzydzieści lat, dumny rozmiar 40 i polepszoną recepcję na temat Mistrza i Małgorzaty, stracimy wiele energii. Nie potrzebujemy potwierdzenia na to, by stawać się coraz pełniejszą wersją samej siebie.

 

Nie musimy od razu wiedzieć, czego chcemy

Dojrzewanie nie jest społecznie oswojone. Jest traktowane jako etap godny pożałowania.

Dlaczego? Podczas dojrzewania nie widać wyników. O nie! Dojrzewanie to nie pasmo świetlistych sukcesów! To etap budowania doświadczeń. Próbowania. Dostawania po głowie. Dawania sobie czasu. Dostarczania najpotrzebniejszych rzeczy do wzrostu.

Tak naprawdę, zanim czegokolwiek się nauczymy lub podejmiemy ważną decyzję, potrzebujemy przetrawić w sobie wszystkie „za” i „przeciw”. Albo po prostu, dać sobie czas, nie wiadomo po co albo dlatego, że możemy. W świecie, w którym jedno musi następować po drugim, wartko, potoczyście, z efektem wow! obecność pustych przestrzeni między wierszami odbierana jest z niewymownym lękiem.

Myślimy – „o, nie poszła na studia, życie marnuje!”. Albo – „jeszcze nikogo nie ma, powinna coś z tym zrobić”. Poddajemy się presji, bo myślimy, że już powinnyśmy wiedzieć czego chcemy. Często nie rozumiemy, że nasze ciała, serca i umysły wołają o czas na dojrzewanie. Na wewnętrzną zgodę. Na gotowość.

 

Mądrość jest owocem procesu dojrzewania

Uprzytomnił mi to mój syn, który nie dalej jak w poprzedni weekend przeżył jeden z najmocniejszych skoków rozwojowych. Przez 48 godzin chodził struty, poddenerwowany, płaczliwy, niezadowolony, ultrawrażliwy. Próbował dojrzeć. Ilość informacji i nowych umiejętności, które nabył przez ostatni czas, uczyniło w nim zwarcie i teraz, te wszystkie rzeczy musiały jakoś się w nim zagnieździć.

Mądrość jest owocem procesu dojrzewania. Żeby poznać siebie, najpierw musimy przebyć wędrówkę pełną doświadczeń. Zaufać swoim nogom. Nie przejmować się aż tak bardzo tempem innych ludzi.

Czasem dojrzewanie jest bolesne, dlatego jedyne, czego wtedy potrzebujemy to czas i druga, nienachalna osoba, przy której możemy odpocząć, wyrzucić obawy, przegnać frustracje.

Czasem jest długie. Coś nas ciągnie w odwrotną stronę, pragnie uchronić przed nieuniknionym wejściem w konfrontację. Nic to. Zetknięcie w końcu nastąpi. Czasem potrzeba lat, aby obudzić w sobie człowieka. Takiego, który nie boi się swoich pragnień. Który nie pali lęków na stosie. Czasem trzeba. Tak jak w tej piosence:

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail