Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ks. Kachnowicz: „Kler” szokuje i prowokuje? To dajmy się mądrze sprowokować

KLER
Wojciech Stróżyk/REPORTER
Udostępnij

Myślę, że powinniśmy się dać sprowokować. I nie chodzi mi o bojkot, ani o akcje pokazujące, że są w Kościele dobrzy, porządni księża. Choć oczywiście są.

„Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni” – takie zdanie pada w filmie „Kler”. Już od pojawienia się zwiastuna oczywistym było, że film wzbudzi skrajne emocje i dla jednych będzie okazją, żeby dokopać Kościołowi, a dla innych będzie okazją, żeby krzyczeć, że nas biją.

Ale gdyby tak spróbować wyciszyć emocje i nie ustawiać się do niego jak do jeża, to mogłoby się okazać, że Wojtek Smarzowski zrobił niechcący… przysługę Kościołowi w Polsce.

 

Święty Kościół i grzeszni ludzie

Nie, to nie jest prowokacja z mojej strony. Nie wiem, czy reżyser miał jakieś antyklerykalne pobudki, czy po prostu zrobił kolejny film w swoim stylu. To przecież nie pierwsza jego produkcja, w której rzeczywistość jest przerysowana, przedstawiona karykaturalnie. Pamiętajmy też, że to jest kino fabularne, które rządzi się swoimi prawami. Na dodatek w rękach Smarzowskiego staje się to kino prowokacyjne.

Myślę, że powinniśmy się dać sprowokować. I nie chodzi mi o bojkot, ani o akcje pokazujące, że są w Kościele dobrzy, porządni księża. Choć oczywiście są.

Ta produkcja może być okazją dla nas, księży do zrobienia czegoś, co powinniśmy robić od dawna, ale z jakichś powodów unikaliśmy tego. Powinniśmy przyznać rację: „Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni”.

Być może boimy się zgorszyć wiernych, a może nie chcemy „stracić twarzy”, ale zdecydowanie zbyt rzadko stajemy w prawdzie o tym, że jesteśmy grzesznikami. Takimi samymi grzesznikami, jak ci, którym posługujemy. Choć im przypominamy o tym zdecydowanie częściej.

 

My, księża, też jesteśmy grzesznikami

Tak, bywa, że mamy problemy z alkoholem i nadużywamy go. Tak, bywa, że mamy problemy z pieniędzmi i jesteśmy chciwi. Tak, bywa, że mamy problemy z czystością i wchodzimy w grzeszne relacje. Tak, przeklinamy, jesteśmy zazdrośni, zawistni, itp.

Czy jest w filmie Smarzowskiego coś, co nigdy nie pojawiło się wśród księży? Nie. Ten film mówi prawdę. Oczywiście, że nie całą prawdę, ale też nie możemy powiedzieć, że nie jest prawdziwy.

Może to jest dobry moment, żebyśmy przebili tę mityczną bańkę, która otacza nas, księży i przyznali, że mamy swoje grzechy, bardzo prawdziwe grzechy.

Dlaczego film, który to pokazuje staje się taką sensacją? Właśnie dlatego, że udawaliśmy, że to nie jest nasz problem.

 

Nie udawajmy nie-grzeszników

Praktycznie od początku mojego kapłaństwa posługuję we wspólnotach neokatechumenalnych. Te wspólnoty mają fantastyczną praktykę liturgii pokutnych, w czasie których widać ludzi spowiadających się. To nie są publiczne spowiedzi, są na ucho, ale każdy jest widoczny, nie kryjemy się po kątach. W ten sposób przyjmujemy tę prawdę, że każdy z nas jest grzesznikiem. To nas nie gorszy i nie dziwi. Bo obecność grzeszników w Kościele nie jest powodem do zgorszenia. Kościół jest wspólnotą grzeszników.

Często w czasie takich liturgii pierwsi spowiadają się księża. Na oczach tych, którzy za chwilę podejdą do nich, żeby wyznać swoje grzechy. Bo my jesteśmy takimi samymi beneficjentami miłosierdzia i potrzebujemy tak samo nawrócenia, jak ci, którym posługujemy. Jeśli mamy być tymi, którzy przewodzą wspólnocie, to także w tym wymiarze.

Kiedyś na jednej z liturgii księża, którzy przyszli pomagać, wyspowiadali się w zakrystii, a potem przyszli spowiadać innych. Spytałem się ich: Czemu chowacie się w zakrystii? Przecież tu nikogo nie dziwi, że jesteście grzesznikami i się spowiadacie. Dajcie im przykład pokory, żeby mogli widzieć was proszących Pana o miłosierdzie. Oni tego potrzebują. Nie udawajcie nie-grzeszników.

Tak robili faryzeusze, którzy nie chcieli wejść razem z ludźmi do Jordanu, stanąć w tym samym miejscu, co inni, którzy wyznawali tam swoje grzechy. Skoro Jezus, który nie miał grzechu stanął między ludźmi, to tym bardziej powinniśmy robić to my, którzy przecież jesteśmy grzesznikami jak oni.

 

Dobra Nowina nie jest o księżach

To nasza pycha nie pozwala nam tego zrobić. Właśnie dlatego, kiedy ktoś pokaże tę prawdę ona staje się sensacją wzbudzającą skrajne emocje. Tak naprawdę to nie jest żadna sensacja, że „Kościół jest święty, ale tworzą go grzeszni ludzie”. Jezus powiedział to już w Ewangelii: „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Św. Mateusz przyznaje w swojej Ewangelii, że Jezus powołał go jako celnika, czyli kolaboranta uciskającego swoich rodaków. Św. Paweł w swoich listach mówi wprost, że jest mordercą, którego powołał Pan. Św. Piotr, choć był pierwszym papieżem, głosząc Ewangelię mówił także o swoim zaparciu się Jezusa. Czytając Ewangelie znajdziemy tam również sceny z Apostołami kłócącymi się o władzę, o wpływy.

Ewangeliści nie ukrywają, że Judasz był powołany przez Jezusa i był złodziejem i zdrajcą. Kościół nie tuszował swojej grzeszności, bo Dobra Nowina, którą głosimy nie jest o nas, ludziach Kościoła. Dobra Nowina jest o Jezusie, który w Kościele zbawia grzeszników: świeckich i duchownych.

Św. Jan Paweł II mówił w Krakowie w 2002 roku: „Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! (…) Bądźcie świadkami miłosierdzia!”. Świadkiem miłosierdzia może być tylko ten, kto wpierw uznał się za grzesznika.

Być może film Wojtka Smarzowskiego jest dla nas dobrą okazją do tego. Może zamiast się bronić, warto dać się sprowokować.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail