Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ocalała z Holokaustu: nikt nie zabierze ci tego, co masz w głowie

EDITH EVA EGER
YouTube
Udostępnij

Kiedy w Auschwitz Mengele kazał jej tańczyć, w wyobraźni przeniosła się do teatru w Budapeszcie i przez kilka minut myślami była poza tym piekłem, które ją otaczało. Taniec szesnastolatki musiał spodobać się „Aniołowi śmierci”, bo rzucił jej chleb. Dziś 90-letnia dr Edith Eger nie przestaje powtarzać zdania, które w obozie koncentracyjnym pomogło jej przetrwać: „nikt nie może zabrać ci tego, co masz w głowie”.

Edith pochodzi z rodziny węgierskich Żydów, jako nastolatka trenowała gimnastykę i balet, miała chłopaka, w którym była zakochana z wzajemnością, z nadzieją patrzyła w przyszłość. Wszystko zmieniło się pewnej nocy, gdy wraz z rodzicami i siostrą została zabrana z domu, a krótko później wywieziona do Auschwitz.

 

Selekcja w Auschwitz

Kiedy dojeżdża na miejsce, pod bramę stoi doktor Mengele i niedbałym ruchem ręki wskazuje prawą lub lewą stronę; życie albo śmierć. Uprzejmie dowiaduje się, kto jest chory, kto ma małe dziecko, kto nie mieści się w przedziale 14-40 lat. Pyta w końcu Edith o to, czy stojąca obok niej kobieta jest jej matką czy siostrą. Dziewczyna odruchowo potwierdza, że matką. Mengele kierują ją więc na lewo, tam, gdzie czekają ludzie przeznaczeni na śmierć.

Edith razem z siostrą Magdą zostaje skierowana do pracy. Na początek golą im głowy, czują wtedy jakby właśnie straciły swoją tożsamość, jakby ich poprzednie życie przestało istnieć. Magda z drżeniem w głosie pyta siostrę jak wygląda. Edith, po momencie zawahania, mówi jej jedyną dobrą rzecz, którą może powiedzieć uczciwie: ma piękne oczy, które teraz widać wyraźniej niż kiedykolwiek.

 

Z dwóch tysięcy przeżyła setka

Ciężka praca i głodowe porcje szybko odbierają im wszystkie siły, ich koleżanki z bloku jedna po drugiej umierają. Edith każdego dnia wmawia sobie, że wyzwolenie przyjdzie niebawem. „Jeżeli dzisiaj przeżyję, to jutro będę wolna” – powtarza z uporem. Na szczęście jakimś cudem nie została oddzielona od siostry, przenoszą je razem do kolejnych obozów, wreszcie pędzą w marszu śmierci z Mauthausen do Gunskirchen.

Kobiety są tak osłabione, że tę drogę z dwóch tysięcy przeżywa tylko setka. Edith potyka się i nawet nie czuje, jak mdleje. Podnoszą ją inne dziewczyny i formują dla niej „krzesełko”. „Podzieliłaś się z nami chlebem” – szepczą. To był ten chleb, który dostała od Mengele, kiedy kazał jej tańczyć.

W końcu nadchodzi dzień wyzwolenia. Edith i Magda są tak słabe, że nie mogą nawet podnieść się do pozycji siedzącej. Nie wiedzą też, że upłynie jeszcze bardzo wiele lat, zanim poczują się naprawdę wolne.

 

Nie musi być ofiarą

Po wojnie wychodzi za mąż, przeprowadza się do USA, wychowuje troje dzieci. Czuje jednak, że nie radzi sobie ze zwyczajnym życiem, cierpi na flashbacki – w autobusie albo podczas zakupów widzi nagle twarze osób spotkanych w Auschwitz i dostaje niekontrolowanych ataków paniki. Po czterdziestce decyduje się studiować psychologię, chce zrozumieć siebie i innych, ale jednocześnie ze wszystkich sił stara się odsunąć od siebie doświadczenie Auschwitz.

Pewnego razu w jej ręce trafia książka profesora psychiatrii Viktora Frankla „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. Frankl również przeżył Holokaust i Edith w końcu czuje się zrozumiana. Pisze do niego list i otrzymuje serdeczną odpowiedź.

Największym odkryciem dla niej jest to, że nie musi być ofiarą. Ma wybór – może samodzielnie zadecydować, jak zareaguje na każde, nawet najgorsze, doświadczenie. Nikt nie może zabrać jej tego, co ma w głowie.

 

Nie chodzi o czas, ale o to, co z nim zrobisz

Chce wykorzystać zdobytą wiedzę, aby pomagać innym ludziom. Zastanawia się nad doktoratem, ale skończyłaby go najwcześniej w wieku pięćdziesięciu lat. „Cóż, pięćdziesiąt lat będziesz miała tak czy inaczej” – śmieje się jej przyjaciel, a Edith przyznaje mu rację i bierze się za realizację swoich planów.

Obecnie wśród jej pacjentów znajdują się osoby, które doświadczyły różnego rodzaju traum, ofiary przemocy i żołnierze cierpiący na zespół stresu pourazowego. Do każdego podchodzi z wielką uwagą i widocznym ciepłem. Cierpliwie tłumaczy, że cokolwiek ćwiczysz w życiu, stajesz się w tym lepszy – dotyczy to zarówno miłości, jak i nienawiści. „Czas nie leczy ran. Leczy to, co zrobisz z tym czasem” – mówi.

 

Przebaczenie

W czasie prowadzonych przez siebie terapii podkreśla wagę przebaczenia, z którym sama też musiała się mierzyć. „Przebaczając, dałam samej sobie prezent, dałam go, nie pozwalając, aby naziści dłużej kontrolowali moje codzienne życie” – mówi. W trakcie jednej z konferencji nocowała w hotelu zbudowanym w dawnej siedzibie Hitlera, spała w tym samym łóżku, co Joseph Goebbels. Wydawało się, że wyszła naprzeciw wszystkim swoim lękom i pokonała je.

Najtrudniejsze jednak okazało się przebaczenie samej sobie. Przebaczenie tego, że kiedy Mengele spytał ją o stojącą obok kobietę, odpowiedziała zgodnie z prawdą: „matka”. Przez wszystkie lata Edith podświadomie obwiniała się o to, że tak odpowiadając skazała matkę na śmierć. Obwiniała się w taki sam sposób, w jaki obwiniają się dzieci rozwodzących się rodziców, zgwałcone kobiety, ofiary przemocy domowej.

Edith wie już, że nigdy nie pozbędzie się swojej rany, ale może ją pokochać, doceniać dobro, które dzieje się wokół niej. Mówi, że najlepszą „zemstą” są jej dzieci, wnuki i prawnuki – te wszystkie pokolenia, które miały przecież nie istnieć.

*korzystałam z książki dr Edith Eger „Wybór. Przetrwać niewyobrażalne i żyć”, wyd. Czarna Owca 2018

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail