Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kłujące ploteczki po mszy i bolesny konfesjonał, czyli jak odeszłam z Kościoła z powodu Kościoła

KOBIETA WYCHODZI Z KOŚCIOŁA
Shutterstock
Udostępnij

Jak możesz pozwalać, by tacy ludzie do Ciebie przychodzili? Jak możesz patrzeć, jak po złożeniu rąk zabijają człowieka słowem i spojrzeniem? Jakim jesteś Bogiem, że na to pozwalasz? Dlaczego nie każesz im się zmienić? Cały czas ich przyjmujesz”. A On nie dawał mi wtedy żadnej odpowiedzi.

Tacy ludzie w kościele?!

Weszłam do małego kościółka. Słychać tylko skrzypienie podłogi i z każdym takim dźwiękiem kilka pań, które były tu już znacznie wcześniej, odrywało się od swoich myśli i modlitw, spoglądając na powód hałasu, czyli mnie. Usiadłam w ławce i słuchałam tej ciszy, jakiej trudno zaznać gdzie indziej. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem, które ciągnęło do ciszy, książek i rozmyślania.

Po mszy panie zaczepiły mnie, by podpytać, co u mnie w domu, a odchodząc słyszałam rozmowy, które bardzo mnie dziwiły – można takie prowadzić po wyjściu z kościoła? I tak było latami. Aż w końcu coraz mniej patrzyłam w tabernakulum, by wpatrywać się w Niego, a coraz bardziej w tych, którzy do Niego przychodzili. Zaczęłam w końcu pytać Jezusa:

Jak możesz pozwalać, by tacy ludzie do Ciebie przychodzili? Jak możesz patrzeć jak po złożeniu rąk, zabijają człowieka słowem i spojrzeniem? Jakim jesteś Bogiem, że na to pozwalasz? Dlaczego nie każesz im się zmienić? Cały czas ich przyjmujesz”. A On nie dawał mi wtedy żadnej odpowiedzi.

 

Bolesna spowiedź

Przyszedł czas szkoły średniej. Moje przemyślenia mniej dawały mi się we znaki w nowym miejscu. Starałam się skupiać na czerpaniu z Kościoła tego, co dobre. Wtedy jednak poznałam boleśnie Kościół od strony konfesjonału.

Był dzień powszedni, a ja po łacinie postanowiłam zajść jeszcze do kościoła, by się wyspowiadać. Wcześniej nie byłam akurat w tym kościele, nie miałam jednak tradycji wybierania kościoła, mszy czy kapłana, do którego idę do spowiedzi. Znalazłam kolejkę do konfesjonału. Przede mną stały dwie panie, w pewnym momencie jednak zniknęły. Do konfesjonału zbliżał się ksiądz, powoli kończyłam modlitwę i weszłam do konfesjonału.

Nie pamiętam dokładnie słów, które tam padały. Cały czas jednak widzę emocje wpisane w gesty, słowa, które nie były dla mnie przeznaczone. Przemykają mi przez pamięć słowa „jak niewierząca”, a potem msza mi uciekła, i świat jakby wirował.

Jak możesz pozwalać, by tacy ludzie Ciebie reprezentowali? Jak możesz patrzeć, jak po złożeniu rąk zabijają człowieka słowem i spojrzeniem? Jakim jesteś Bogiem, że na to pozwalasz? Dlaczego nie każesz im się zmienić? Cały czas ich przyjmujesz. Idąc do spowiedzi, rozmawiam z Tobą, więc czy tak mi odpowiadasz, jak ten ksiądz? A On nie dawał mi wtedy żadnej odpowiedzi.

Unikałam spowiedzi. Miałam przed nią wielki opór i choć starałam się stosować nauczone za dziecka „jak najszybciej, gdy potrzeba”, to wolałam przestać z tyłu czas Komunii niż pójść do spowiedzi. Może dlatego dziś bardziej rozumiem tych, którzy noszą w sobie taki lęk.

Chodziłam do kościoła, ale nie byłam w Kościele.

 

Przebaczam

Trwało to trzy lata. Aż w końcu mój narzeczony zabrał mnie na rekolekcje. Nie brałam tego za szczyt romantyzmu, ani nawet nie byłam mu wdzięczna, ale bardzo mu zależało, więc się zgodziłam pojechać z nim.

Zderzyłam się tam z innym światem. Pani siedząca obok nas codziennie kupowała nam jakieś bułeczki w piekarni obok której mieszkała. „Pomyślałam, że to może wam posmakować”. Nic nie mówiłam, słuchałam, chłonęłam, obserwowałam. Zaskoczona byłam otwarciem na zmianę siebie. W końcu prowadzący kapłan powiedział, że dzisiaj jest dzień, kiedy zaproszono wielu księży i jest możliwość spowiedzi. „Super! – pomyślałam. – A było tak dobrze.”

Doszłam jednak do konfesjonału i zachęcona słowami prowadzącego, by wypowiedzieć także to, co leży nam na sercu w stosunku do Kościoła, opowiedziałam o tamtym kapłanie i spowiedzi, a on bardzo długo milczał. Wpatrywał się w ścianę, aż w końcu spojrzał we mnie ze łzami w oczach i powiedział:

Przebaczasz temu księdzu?

W mojej głowie pojawiły się miliony znaków zapytania. Przebaczyć? Nigdy tak o tym nie myślałam. Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy ksiądz kontynuował:

To mój brat w kapłaństwie. Całą twoją krzywdę, biorę teraz na siebie. Czy przebaczasz mi?

Przebaczam.

Z tym jednym słowem rozpaliła się we mnie na nowo miłość do Kościoła. Wróciłam.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail