Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bohaterski kontroler lotów pozostał na stanowisku do końca

BOHATERSKI OPERATOR
Yu Kato/Unsplash | CC0
Udostępnij

Od kilku dni Indonezja znowu się trzęsie. Zaczęło się 28 września o godzinie 12:02. Wtedy tąpnięcie o sile 7,5 w skali Richtera dotknęło styku trzech wysp: Celebesu Północnego, Celebesu Środkowego i Borneo. Niestety, ziemia trzęsie się dalej. Budynki nie wytrzymują. Pękają ściany. Między zgliszczami chowają ludzi. Setkami. Do czasu, jak piszę te słowa, lista zabitych urosła już do 1200. A mówi się o kolejnych. I pewnie byłoby ich kolejnych kilkaset, gdyby nie pewien bohater. Oddający życie za innych.

Nazywał się Anthonius Gunawan Agung. Miał 21 lat. I całe życie przed sobą. Dobrą pracę, godziwe zarobki. Po ludzku patrząc: wszystko. Pracował jako kontroler lotów w mieście Palu, które również zostało dotknięte tragicznym w skutkach trzęsieniem. Feralnego dnia, w piątek 28 września, pełnił akurat służbę w wieży kontrolnej na lotnisku Palu-Mutiara.

Właśnie wówczas na miasto zaczęły napływać fale tsunami. Trzymetrowej wysokości brunatno-sinawe wody wdzierały się z impetem do miasta. Budynki nie wytrzymywały. Te, które jakimś cudem zdołały uniknąć zawalenia wskutek trzęsienia ziemi, teraz sypały się jak domki z kart po podmyciu przez gigantyczną falę, która napierała i napierała.

Lotnisko Palu-Mutiara jest oddalone od wąskiej zatoki niespełna 6 kilometrów. Świadomi nadciągającego zagrożenia piloci co i rusz odpalali silniki samolotów, które gotowe były do startu. Ludzie znajdujący się wewnątrz modlili się, aby zdążyli wystartować. Wszyscy, tak piloci, jak i pasażerowie, potrzebowali jednak jeszcze jednego człowieka. Właśnie jego. Pełniącego wartę na wieży kontrolnej, która właśnie zaczęła się walić…

 

Do końca na służbie

Anthonius jednak nie uciekał. Słyszał trzaski pękających ścian. Czuł, jak traci grunt pod nogami. Pomimo sygnałów wysyłanych do niego od służb ratunkowych, nie wstawał sprzed monitora pokazującego natężenie ruchu w powietrzu oraz na pasie startowym. Tam przecież nadal były oczekującego jego pomocy samoloty! Młody chłopak postawił sobie za punkt honoru bezpiecznie wystartować wszystkie. Wszystkie te, które były na to gotowe. Pomimo tego, że na pewno dobrze wiedział, czym to grozi.

Za sterami ostatniego z zamierzających wystartować samolotów siedział tego dnia Icoze Ezoci. On także czekał na pozwolenie. Na to aż zapchany do granic możliwości pas startowy wreszcie będzie dla niego. Kiedy wreszcie będzie mógł opuścić to piekło na ziemi. Anthonius robił, co mógł. Był już na wieży sam. Spieszył się. Wiedział, ile istnień ludzkich liczy na jego pomoc. I sprawność.

– Batik 6231! Pas startowy nr 33 gotowy do startu! – zdążył wykrzyknąć do kontrolskiego mikrofonu.

– Przyjąłem – pilot tylko czekał na tę informację. I zaraz ruszył.

Po kilkunastu sekundach ostatni z oczekujących na start samolotów oderwał się od podłoża. Był bezpieczny. A wraz z nim wszyscy pasażerowie na pokładzie.

 

Koniec

Niestety. Bezpieczny nie był bohater. Anthonius po wydanym komunikacie poczuł, jak wieża, w której się znajduje, chyli się ku upadkowi. Przyszło kolejne tąpnięcie. Jeszcze kilka sekund, a wieża się zupełnie zawali. Instynkt. Anthonius decyduje się na kolejny dziś heroiczny czyn. Znów przyjdzie mu stoczyć walkę o życie. Tym razem będzie to jednak walka o jego własne. Skacze z okna.

Spada z czwartego piętra. Łamie nogi. Ma liczne wewnętrzne obrażenia. Zostaje szybko odwieziony w bezpieczne miejsce. Do szpitala. Niestety, jest już za późno. Wkrótce po przewiezieniu umiera. Jako kolejna tego dnia ofiara katastrofalnego w skutkach żywiołu.

 

21-letni Anioł Stróż

„Był moim aniołem stróżem. Pozostał na stanowisku do samego końca” – wspomina wyraźnie wzruszony Icoze Ezoci, pilot ostatniego lotu, któremu udało się wystartować z lotniska Palu-Mutiara. 30 sekund później samolot już by nie wystartował.

Bohaterskiego kontrolera pilot pożegnał takimi słowami:

„Dziękuję za to, że mnie pilnowałeś aż do momentu, gdy będę bezpiecznie w powietrzu. Skrzydło honoru dla Antoniusa Gunawana Agunga. Spoczywaj w pokoju. Bóg z tobą”.

Tak, niech dobry Bóg będzie z tym młodym bohaterem. I całą jego rodziną. Pokazał nam wszystkim, na czym polega prawdziwe męstwo. I zdał egzamin. Celująco. Teraz pora na nas. Warto pomodlić się za Anthoniusa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail