Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak uniknąć konfliktów przez całe życie? 7 sposobów

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Podobnie jak jakieś 98% ziemskiej populacji nie cierpię sporów. Stresują mnie one, wbijają w poczucie winy. Dołują. Po co więc się z nimi mierzyć? Te kilka sposobów pomoże nam unikać sporów i waśni do końca życia... i o jeden dzień dłużej!

Trochę, a nawet bardzo ŻARTUJĘ. Życie bez konfliktów nie istnieje. Sama wpadam jednak czasem w pułapki, w których nie chodzi o zbawienie, miłość, świadomość, dojrzałość, ale właśnie… o uniknięcie konfrontacji. Bo nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, zaczęłam chyba wierzyć, że życie chrześcijanina to życie, w którym unika się wszystkiego, co ma choćby pozór różnicy zdań i szukania własnej autonomii. A przecież to bzdura.

Ale, bez owijania w bawełnę, przejdźmy do konkretów. Wiecie, jak być conflict-free i skutecznie się unieszczęśliwić? Jeżeli nie, służę przepisem – podkreślając, że lista zawiera solidną dawkę (inspirowanej rzeczywistością) ironii 🙂

 

1. W życiu kieruj się lękiem i cudzą opinią, nigdy pragnieniami

Po pierwsze, żyj tak, jak wszyscy wokół chcą, żebyś żył. Rodzice proszą, żebyś spędzał z nimi każdy weekend? Szef sugeruje, że brak nadgodzin to wstyd? Chłopak chce, żebyś pojechała z nim na wakacje w góry, mimo że nie cierpisz wędrówek? A może koleżanka stwierdziła, że lepiej będzie ci w krótszych włosach? Nie zastanawiaj się. Rób to, co mówią. Zanim ktokolwiek straci cierpliwość.

Świetną motywacją jest też lęk. Nie bój się bać opinii ludzi wokół. Nie bój się bać świata. Życie w zgodzie z własnymi pragnieniami jest przereklamowane, pełne niepewności, ryzyka, stresu i… konfliktów. Nie tylko tych wewnętrznych. Jeżeli więc czegoś się boisz, to nie może być przypadek. To na pewno znak.

I niech ci przez głowę nie przejdzie pytanie o to, na co sam masz ochotę.

 

2. Udawaj, że niektórzy ludzie nie istnieją

Po drugie, nie interesuj się tym, co myślą i mówią inni. Szczególnie, jeżeli w jakimkolwiek aspekcie myślą inaczej niż ty. Nie słuchaj ich, nie obserwuj, nie rozmawiaj. Udawaj, że nie istnieją.

Znajdź za to własną, przyjacielską bańkę dobra i miłości, w której wszyscy są dla siebie wyrozumiali, nikt nie wspomina o uchodźcach, nikt nie interesuje się globalnym ociepleniem, a wiara w Boga równa się wyłącznie jednemu, ściśle określonemu światopoglądowi. Trzymaj się tej ekipy i nie wychylaj nosa poza nią! Przecież tam, gdzie myślą inaczej, pewnie czai się zło.

 

3. Wstydź się tego, kim jesteś i pozwalaj utwierdzać się w tym przekonaniu

Kiedy mimo wszelkich starań i tak usłyszysz wyrzuty, po prostu się wstydź. To, że rezygnujesz z siebie i swoich pragnień nie znaczy, że masz prawo się szanować.

Jeżeli ktoś cię krytykuje, na pewno ma ku temu powody. I najpewniej ma rację. Ogląd z zewnątrz jest przecież bardziej obiektywny niż autorefleksja, która grozi tylko niepotrzebnymi pytaniami o własną wartość. A od niej ważniejsze jest przecież uniknięcie niemiłej wymiany zdań.

 

4. Nie skarż się, kiedy jest ci źle

Jest ci przykro, bo ktoś nie liczy się z twoimi uczuciami? Naśmiewa się z ciebie? A może zwyczajnie jest dla ciebie niesprawiedliwy? Choćby się waliło i paliło, za żadne skarby nikomu się nie skarż. Przyjmij to na klatę i znajdź argumenty, które przekonają cię, że to wyłącznie twoja wina. Lub nadwrażliwość. Lub oba naraz plus egocentryzm. W końcu, kto normalny czuje się skrzywdzony tylko dlatego, że ktoś go nie szanuje?

Pamiętaj, nie obarczaj swoimi uczuciami ludzi wokół. Szczególnie, kiedy nie jest to radość ani pokój serca.

 

5. Zawsze bądź miła i sympatyczna

Zdrowie czy choroba, przesilenie jesienne czy PMS, obiad u złośliwej cioci czy seksistowskie żarty kolegi na zebraniu – zawsze i w każdej sytuacji bądź miła i pozytywna dla wszystkich wokół. Z obniżonym nastrojem lub poczuciem poniżenia poradzisz sobie później, w samotności. Najlepiej wmawiając sobie, że nie masz do nich prawa.

Nigdy nie bądź powodem czyjegoś dyskomfortu. To egoistyczne. Skoro sama czujesz się źle, czy konsekwencje tego muszą ponosić wszyscy wokół? No, właśnie. A może by tak po prostu zacząć wszystkich lubić?

 

6. Przepraszaj za wszystko

Słowo „przepraszam” niech będzie odtąd twoim przecinkiem. Przepraszaj za wszystko, wszystkich. W każdej sytuacji. Kiedy ktoś uderzy cię torebką, przepychając się przez rząd w kinie. Kiedy ktoś owrzeszczy cię z góry do dołu, bo coś mu się pomyliło. Kiedy zupa będzie za słona. A już szczególnie, kiedy wyrwie ci się, nie daj Boże, że masz inne zdanie i widzisz coś inaczej. Czym prędzej i czym wyraźniej, przepraszaj! Póki nie jest za późno.

 

7. Udawaj, że nie masz własnego zdania lub (najlepiej) w ogóle go nie miej

Ta zasada wydaje się oczywista, ale warto podsumować nią całą listę. Jeżeli rzeczywiście chcesz uniknąć w życiu sporów, nie wypowiadaj na głos własnego zdania. A najlepiej – pozbądź się go skutecznie. Dostosowuj się do sytuacji, schodź z drogi zawczasu, przytakuj. Racjonalizuj, zaneguj własne emocje. Bądź dzielną i silną, czystą szybą.

Ach, gdybyś była świadkiem przemocy, naturalnie bądź miła i bezproblemowa dla obu stron. Tak, żeby z nikim (szczególnie z opresorem) nie popaść w konflikt. Bo przecież brak konfliktu to twój priorytet. Czy cokolwiek w życiu może być od tego ważniejsze?

 

Na serio, podsumowując

Czy ktoś chciałby tak żyć? Nie wiem. Ja nie zamierzam, nigdy w życiu. Choć czasem muszę sobie przypominać, że konflikt wcale nie musi być szkodliwy. Że bywa konieczny. Że może być budujący i rozwijający, ale to, czy tak się stanie, zależy od obu stron. Od wzajemnej otwartości, pokory, kultury osobistej, szacunku. Od umiejętności przyznania komuś racji, kiedy ją rzeczywiście ma, a czasem od odwagi do powiedzenia: „myślę inaczej”. Od asertywności i pilnowania granic, których nie chcemy przekraczać. Od empatii.

Tylko drogą debat i (chcieć, nie chcieć) sporów otworzymy się na pluralizm – w Kościele i w świecie. A co za tym idzie, na drugiego człowieka. To trudna droga, w której sama popełniam masę błędów. W której nie raz jeszcze oberwę po uszach. Nie raz będę wyśmiana, niezrozumiana i „po chrześcijańsku” osądzona. Ale piszę się na to świadomie, bo chcę poznawać i starać się zrozumieć ludzi, którzy także potrafią rozmawiać i szanują drugą stronę.

Nie bójmy się dyskutować, nie bójmy się różnić, szczególnie, gdy rozmowa dotyczy ważnego tematu. To nie spory są naszym wrogiem. Naszym wrogiem jest pycha, kiedy nie chcemy się nawzajem zobaczyć.

A nad nią każdy z nas może pracować.

 

Konflikt kulturalny?

Ostatnimi czasy przełamałam się i zaczęłam uczestniczyć w internetowych dyskusjach, które normalnie bym przemilczała. Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo mi to pomogło. Bezsensowna złość przekształciła się w refleksję, a potem w rozmowę. Co prawda, zdarzyła mi się sytuacja, w której pożegnałam facebookowego znajomego po tym, jak woda sodowa uderzyła mu do krwi i nie zauważył, że rozmawia z drugim człowiekiem, a nie workiem siana, ale mamy na szczęście opcję blokowania osób, które zamiast uczciwej dyskusji, cynicznie budują własne ego.

Patrząc szerzej, jestem zbudowana i cieszę się, że coraz mniej obawiam się (nie tylko internetowych, choć te są specyficzne) dyskusji. Wyjście do świata z tym, kim jestem, co myślę i co czuję daje ogromną wolność i pomaga nazwać, a potem przemyśleć własne motywacje, cele, czasem pomyłki.

Nie chodzi przecież o to, żeby mieć rację i coś komuś udowodnić, ale o to, że – jakkolwiek to brzmi – zwyczajnie warto rozmawiać. Nawet, jeżeli nie unikniemy małego, kulturalnego (!) konfliktu 🙂

Co na ten temat myślicie?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail