Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co jest najtrudniejsze w macierzyństwie?

TRUDY MACIERZYŃSTWA
Xavier Mouton/Unsplash | CC0
Udostępnij

Zadano mi to pytanie. Zastanawiałam się długo, wciąż nie będąc pewną odpowiedzi. Prawdę mówiąc, jest tak wiele trudności, a każda inna na innym etapie, że aż ciężko się zdecydować.

Wiele pytań

Z noworodkiem to chyba strach, czy wszystko jest na pewno dobrze. Może nieprzespane noce, może fakt, że nie możesz tak po prostu wyjść z domu kiedy zechcesz? Koszmarem jest przedszkolna adaptacja, jeśli dziecko płacze i nie chce oderwać się od twoich nóg. A może trudne relacje w grupie? Ktoś skrzywdził, coś przykrego powiedział, uderzył… Strach, czy wróci sama bezpiecznie ze szkoły? Czy nie zrobi czegoś głupiego? Pewnie mogłabym jeszcze wiele wymieniać. Co jest najtrudniejsze?

 

Bycie

Jak to widziałam gdzieś na krańcach internetu, najtrudniejsze w macierzyństwie jest bycie mamą. To chyba stwierdzenie najbliższe prawdy. Nie ma znaczenia właściwie, jakie jest dziecko, bywa łatwiejsze, bywa bardziej wymagające. Ale najtrudniejsze jest to, co dzieje się w nas.

 

Jak zwierciadło

Dzieci ujawniają głęboką, często skrywaną prawdę. I nie chodzi mi o te zawstydzające, publicznie i głośno wypowiadane uwagi typu „czemu ta pani jest gruba?” lub „mama, chcę kupę”. Dzieci ujawniają prawdę o nas samych.

Kontakt z nimi, ich emocje, problemy, zachowania – wszystko to konfrontuje nas ze sobą. Ukazuje jak w zwierciadle nasze wady, nieopanowanie, głupotę, niekonsekwencję. Wydobywa na światło dzienne, jak radzimy (lub nie radzimy) sobie z emocjami, pragnieniami, lenistwem czy bałaganiarstwem. Nagle okazuje się, że za fasadą dorosłości wcale nie jesteśmy tacy dojrzali.

 

Co w sercu, to na języku

My, dorośli, udajemy. Nawet jeśli wszyscy wiemy, że coś jest nie tak, dorosły powie: „nic się nie stało”, choć w głębi serca jest obrażony.

Może czasem zdradzi go chłód w głosie, ale przykryje go wymuszonym uśmiechem. I dziecko, i dorosły zazdrości, ocenia, unosi się gniewem, ale dorosły często robi to „po cichu”. Nie mówiąc wprost, nie wyrażając emocji, „kisząc” je w sobie.

Dzieci nie udają. Widać po ich twarzach, co mają w sercach. Ich emocje uderzają nas z taką siłą, że my, nauczeni „grzeczności”, nie jesteśmy na to gotowi. Wybuchamy, irytujemy się, zabraniamy lub nakazujemy. I okazuje się, że wbrew pozorom wcale nie jesteśmy tacy łagodni, cierpliwi i opanowani, jak dotąd myśleliśmy. Konfrontujemy się z naszym obrazem samych siebie. Czasem wymagamy od nich modelu idealnego, lepszego właśnie od nas samych.

 

Jakim być dorosłym?

Nie trzeba dzieci uczyć, jak być dzieckiem. Przecież doskonale to potrafią. Ale jak nauczyć je być mądrym dorosłym? Jak nauczyć radzenia sobie w życiu? To zagadka i dla nas. Dyskutujemy z mężem na temat wychowania naszych dzieci. Chcielibyśmy uczyć je asertywności, odpowiedzialności, samodzielności. Gdzie jest jednak granica między asertywnością, a bezczelnością? Między szczerością, a brakiem szacunku? Co jest samodzielnością, a co już samowolką?

Żeby uczyć dzieci bycia mądrym dorosłym, najpierw musisz sam wiedzieć, co to właściwie znaczy. A potem zostaje już „tylko” takim być. To jest dla mnie najtrudniejsza część macierzyństwa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail