Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Mama wraca do pracy”. I co z tego (dobrego!) wynika?

MAMA W PRACY
Shutterstock
Udostępnij

Adela Pochyra mierzy się z krzywdzącymi stereotypami o pracujących mamach i pokazuje masę zalet, jakie wynikają z podejmowania przez matki zawodowej aktywności. I przypomina, że matki-Polki to kreatywne bestie.

Postawmy sprawę jasno – rezygnacja z pracy przez kobietę na „x” lat tylko dlatego, że została ona mamą jest dziś… średnio możliwe. Chyba, że przyjmiemy, że małżonek ma cudowną, świetnie płatną i stabilną pracę, że jest w stanie utrzymać dom, rodzinę, żonę, dzieci SAM. A drugie założenie – kobieta zostając matką, przestaje odczuwać potrzebę wyjścia z domu, nie nudzi się po roku grzebania w pieluchach i grzechotkach.

 

Mama wraca do pracy. Po co?

Jak nie trudno zgadnąć, oba założenia rozbijają się o rzeczywistość. Bo trudno jest oprzeć budżet rodziny (zwłaszcza dużej) na jednej pensji, a i jest to dość, ekchm, szalone. Co więcej, mama po latach doglądania domowych pieleszy potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie. Czasem taką przestrzenią jest właśnie praca zawodowa.

Obalmy od razu mit, że jak praca, to na osiem godzin (albo i więcej, bo dojazdy), że jak etat, to równoznaczny ze zniknięciem dziecku z oczu na całe dnie. Jednym słowem, „pracująca mama” nie równa się „dziecko z kluczem na szyi”.

Po to m.in. powstała książka Adeli Pochyry „Mama wraca do praca. Macierzyństwo i kariera zawodowa w praktyce”, żeby odmitologizować niesprawiedliwy obraz pracujących matek. Ale też, żeby pokazać możliwości, rozwiązania, sposoby kobiet. I też uspokoić ich lęki, bo która z nas nie boi się, że przegapi najważniejsze chwile życia dziecka, zastanawia się, czy przedszkole, żłobek, niania to dobre rozwiązanie, której z nas snu z powiek nie spędza to, jak pogodzić obowiązki domowe i zawodowe albo wytłumaczyć szefowi, że dziecko po raz trzeci w tym miesiącu choruje.

 

Szukasz idealnego pracownika? Zatrudnij matkę!

Pochyra przepytuje 12 bohaterek – kobiet w różnym wieku, z różnym doświadczeniem zawodowym, a przede wszystkim z różną liczbą dzieci. Bohaterki pracują w różnych branżach, ale łączy je jedno: wszystkie są niezwykle przedsiębiorcze, zaradne, kreatywne. Autorka pokazuje, jak sobie radzą mamy karmiące piersią podczas: negocjacji kontraktów, zakładania firm, zasiadania w radzie miasta, prowadzenia sklepu, prób do przedstawienia w teatrze i… miliona innych rzeczy.

I wylicza cechy matek pracujących, takie jak:

Dobra organizacja, ale także odpowiedzialność, dojrzałość, umiejętność ustalania priorytetów, podejmowania decyzji, szybkość działania, determinacja, zdolności komunikacyjne, odwaga, kreatywność, gospodarność – to tylko część umiejętności, które matki ćwiczą latami, po prostu dzień w dzień, opiekując się małymi dziećmi.

Mogę śmiało powiedzieć, że gdybym była szefem (firmy, projektu, whatever) zatrudniałabym same matki. Bo to najlepsi pracownicy!

 

Mama w pracy? Zyskują wszyscy: dziecko, mąż, rodzina 

„Chcemy mieć dzieci i chcemy być dla nich dobrymi matkami. Chcemy, żeby dzieci były normalnym elementem życia, który nie przesłoni pozostałych: związku, pracy, zainteresowań, nas samych. Żeby były radością, a nie tylko gigantycznym zadaniem na lata. Żeby odpowiedzialność związana z rodzicielstwem nie spoczywała wyłącznie na nas” – deklarują bohaterki książki. Na to zaangażowanie ojców tworzy się przestrzeń, kiedy mama pracuje. I nie chodzi tu o żadne gender czy podział obowiązków od linijki. Ale o to, że mechanicznie przychodzi stereotypowa myśl: dziecko = matka w domu. Tymczasem, ani to korzystne (elastyczność w domowych obowiązkach i wychowaniu dzieci przynosi same korzyści), ani prawdą jest, że „kiedyś tak było”.

To nieprawda, że kiedyś tylko matki zajmowały się dziećmi. Pochyra, odwołując się do książki E. Kirkilionis „Więź daje siłę” przypomina, że matki spędzały z noworodkiem jakieś 60-70 proc. dnia. W pozostałym czasie miały do pomocy inne kobiety, krewne, kuzynki, matki, babki…

„Praca to zabezpieczenie finansowe, umiejętności, kontakty, poczucie sprawczości, a także większe zaangażowanie partnerów w sprawy domowe i ważny komunikat dla dziecka, które widzi pracującą mamę i uczy się, że to normalny element życia” – wylicza autorka. I celnie zauważa:

Jak córka ma uwierzyć mamie, że jako dorosła kobieta będzie mogła osiągnąć wszystko, co zechce (…), skoro widzi tę mamę jedynie w okolicznościach domowych?

 

Jak macierzyństwo zrobiło ze mnie… świetną pracowniczkę?

Niesprawiedliwego, krzywdzącego spojrzenia na pracujące mamy doświadczyłam na własnej skórze nie raz. Kiedy podjęłam decyzję, że po wykorzystaniu prawie całego urlopu macierzyńskiego wracam do dziennikarskich obowiązków, musiałam zmierzyć się z ocenami (m.in. jaką egoistyczną karierowiczką jestem). Mało kto chciał w ogóle dopytać o szczegóły, a szkoda, bo dowiedziałby się, że nie zniknęłam dziecku na całe dnie. Ba, mój syn wkrótce ma trzecie urodziny, a ja przez dwa lata świetnie radzę sobie bez… posyłania go do żłobka czy przedszkola.

Mam zawód, który pozwala na elastyczność. Pisać artykuły mogę, kiedy synek śpi (a prawdę mówiąc, najlepiej pisze się nocą). Nie muszę spędzać dnia za biurkiem, a kiedy umawiam się na wywiad albo biegnę na kolegium, z dzieckiem zostaje niania. Korzystamy na tym wszyscy. Ja – bo mam chwilę na odsapnięcie od budowania torów dla pociągów po raz 4858468. Syn – bo nowy kompan do zabawy, dla odmiany od mamy i taty, jest zawsze w cenie. Domowy budżet – bo wiadomo. Mąż – bo żona spełniona, to żona zadowolona.

Jedna z bohaterek, Lidia, podkreślała:

psychicznie od dzieci odpoczywałam w pracy, a od pracy odpoczywałam w domu. Taka kotwica w głowie, żeby widzieć tę różnorodność i cieszyć się tym, co jest w danym momencie.

Macierzyństwo jest najważniejszą lekcją, jaką dostałam od życia. Po blisko dekadzie pracy w „tradycyjnym” rytmie, od 8 do 16, dziś wiem, że… nie nadaję się już do tego. Nudzi mnie to, bo potrafię się zmobilizować, by artykuły pisać sprawniej, stałam się bardziej odpowiedzialna i rozsądna w zarządzaniu czasem. Ok, ktoś powie, że mam farta, bo taki zawód. Na szczęście, lektura książki Pochyry pokazuje, że rozwiązań jest masa, a matki-Polki to kreatywne bestie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail