Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Gość w dom, Bóg w dom. A ty kiedy ostatnio zaprosiłeś nieznajomego pod dach?

GOŚĆ W DOM
Shutterstock
Udostępnij

Wbijać się obcej rodzinie do łazienki?! W oczekiwaniu na gospodynię, rósł w nas opór przed upokarzającym zdziwieniem, odmową, wymuszoną zgodą. I wtedy zeszła młoda, uśmiechnięta gospodyni. „Wrzątek? A może chcecie u nas nocować?”.

„Sylwestrowa parapetówka u cioci Ani”, „Grill na działce u twoich dziadków”, „Urodziny taty w naszej kawalerce” – kiedy oglądamy albumy z młodości naszych rodziców, raczej nie trafiamy na zdjęcia z restauracji i modnych klubów. Większość imprez – przecież nawet niektóre wesela – odbywała się w domu. Dziś coraz bardziej ciągnie nas do modelu śródziemnomorskiego: na miasto, na neutralny grunt, gdzie każdy płaci za siebie, ktoś po nas posprząta i można się ulotnić, jak już się nam znudzi. Sama bardzo lubię klimat kawiarenek i nowe smaki…, ale czy nie zanika powoli cnota gościnności, podobno przez nas, Polaków, wyssana z mlekiem matki?

 

Nie było dla nich miejsca…

Wybraliśmy się w sierpniu z mężem na wycieczkę rowerową po pięknej okolicy nadbużańskiej – na spokojnie, bo dzidziuś w brzuchu coraz większy, żeby się czasem nie pośpieszył z przyjściem na świat. Pierwszą noc udało się spędzić „na dziko”, w namiocie. Następnego dnia, po przejechaniu aż kilkudziesięciu kilometrów, dopadło mnie potężne zmęczenie potęgowane niepokojem o to, czy cała ta eskapada nie zaszkodzi naszemu potomkowi. Zdecydowaliśmy, że rozbijamy obozowisko tu i teraz. Niestety, robiło się coraz ciemniej, ostatni otwarty sklep został pięć kilometrów za nami, a zapasy pożywienia i wody pitnej (nie wspominając o tej do prowizorycznego prysznica polowego) zostały wyczerpane. Co robić?

Pozostało zwrócić się do ludzi. Prośba o wrzątek do termosu stanowiła dla mnie granicę między ludzkim odruchem a nadużyciem; na pomysł męża, żeby poprosić o prysznic dla mnie, skręcało mnie w środku. Wbijać się obcej rodzinie do łazienki?! W oczekiwaniu na gospodynię, rósł w nas opór przed upokarzającym zdziwieniem, odmową, wymuszoną zgodą. I wtedy zeszła młoda, uśmiechnięta gospodyni. „Wrzątek? A może chcecie u nas nocować?”,

Tak poznaliśmy rodzinę Anety i Marcina, od których dostaliśmy nie tylko ciepłą herbatę, łóżko w salonie, jajecznicę od własnych kur na śniadanie, ale też długą, wieczorną rozmowę na wszelkie tematy, wspólną mszę świętą rano i zapewnienie o stałym zaproszeniu do ich domu. Nasz rowerowy weekend nabrał nowego wymiaru: poczuliśmy się jak ktoś długo oczekiwany, kto zasługuje na to, by rzucić aktualne zajęcia w kąt i zająć się nim na sto procent. Doświadczyliśmy, że bycie ugoszczonym pobudza w sercu człowieka na co dzień nieużywane struny: nagle z poziomu „obcego”, którego obojętnie mijamy na ulicy, unikając kontaktu wzrokowego, przechodzimy do żywego zainteresowania drugim człowiekiem, jak się okazuje – tak podobnym do nas.

 

A kiedy gość pojawia się nie w porę?

Brzmi to pięknie, ale jakoś nie zawsze tak w życiu wychodzi… Często gość jest nie tym, kogo chcielibyśmy akurat przyjąć, przychodzi w bardzo niedogodnym momencie, kiedy akurat mamy mnóstwo innych planów, a jeszcze w dodatku jego obecność w domu zmusza nas do sprzątnięcia/ugotowania/zmiany codziennych zwyczajów/bycia miłym, choć akurat od rana cierpimy na pospolitego focha. Jak sobie z tymi sprzecznymi interesami poradzić?

Złota zasada: czuj się jak u siebie w domu – i dotyczy to zarówno gościa, jak i gospodarza! Zdecydowanie trudniej jest gościć osobę o imieniu Nie-Chcę-Sprawiać-Kłopotu, która nigdy nie jest głodna i za wszelką cenę nie chce być nawet najmniejszym (w jej odczuciu) ciężarem. Patrząc z perspektywy gospodyni, dużo „wygodniejszy w obsłudze” jest gość, który jest choć trochę samodzielny albo chociaż jasno wyraża swoje potrzeby.

 

Jak być dobrym gospodarzem?

Natomiast jako gospodarz nie daj się zwariować, zwłaszcza jeśli goście zostają na dłuższy czas. Możesz mieć swoje ważne plany, wymagające zrealizowania akurat teraz. Potem umówicie się na wspólną kolację, którą razem wcześniej ugotujecie. Goście też mogą uczestniczyć w zadaniach, które trzeba zrobić w domu: nic się nie stanie, jak powkładają naczynia do zmywarki czy pomogą ci rozwiesić pranie – a wręcz jest to świetny sposób na przełamanie początkowych lodów i teambuilding! Większość z nas czuje się niezręcznie w sytuacji, gdy ktoś obok uwija się, żeby na przykład przygotować dla nas obiad, a my tylko bezczynnie to obserwujemy. Dlatego warto zaproponować nawet prostą czynność do wykonania – w ten sposób sprawimy, że gość poczuje się potrzebny.

Ważne, żeby zachowywać się tak, aby bilans przyjemności i uciążliwości w goszczeniu wychodził na plus, a nie był jedynie trudnym wyzwaniem, na które decydujemy się po długich przygotowaniach i w stresie, po czym oddychamy z ulgą, gdy zamkną się drzwi za gośćmi. W przeciwnym wypadku… coraz mniej będzie w nas na to ochoty. Każdy z nas jest inny: u jednego gościnność to rzecz naturalna, a drugi będzie latami dochodził do tego, że goszczenie i bycie goszczonym jest pięknym doświadczeniem poszerzającym horyzonty – takim po prostu ludzkim zachowaniem.

To co, kogo zaprosisz w weekend?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail