Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ofiara molestowania: Mnie nie skrzywdził Kościół, tylko jedna konkretna osoba

WYKORZYSTYWANIE DZIECI
Shutterstock
Udostępnij

Do dzisiaj czuję się w pewien sposób brudny. We mnie nie ma gniewu na Kościół, tylko ból i żal do tej jednej konkretnej osoby. Ewentualnie do osób, które być może wiedziały, a nie reagowały - wyznaje w rozmowie z polsatnews.pl mężczyzna, który jako 14-latek był molestowany przez księdza.

Przedstawia się jako Wiktor Porycki. W 1981 roku miał 14 lat, był ministrantem i przygotowywał się do bierzmowania. Przygotowania prowadził 37-letni wikariusz. Wiktor dużo z nim rozmawiał, razem jeździli na wycieczki. „Odbierałem go jako przyjaciela” – wspomina.

Dalej w materiale Małgorzaty Przepióry na polsatnews.pl opowiada, jak był przez księdza molestowany i co wtedy czuł:

Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Pamiętam te emocje, które mi wtedy towarzyszyły: z jednej strony to był pierwszy jakikolwiek kontakt seksualny. Z drugiej strony – galopada myśli: przecież to ksiądz, a tu nagle on ze mną zrobił coś takiego. Do dzisiaj czuję się w pewien sposób brudny. Nie potrafię pozbyć się tego uczucia.

Bohater rozmowy twierdzi, że po tych zajściach nie mógł mieć normalnego życia. Nie założył rodziny, ale – jak mówi – nie jest psychologiem, więc nie wie, czy to bezpośredni skutek tamtych zdarzeń. „Poczucie krzywdy, współodpowiedzialności narastało do momentu, w którym uświadomiłem sobie – może z 15 lat temu – że to nie ja jestem odpowiedzialny, nie dziecko jest odpowiedzialne”.

Czy nadal jest wierzący? „Tak, bo mnie nie skrzywdził Kościół, nie 1,2 mld katolików na świecie, tylko jedna, konkretna osoba”.

Tak się złożyło, że to był ksiądz, ale to była konkretna osoba. We mnie nie ma gniewu na Kościół, we mnie jest – po tylu latach to już nie gniew, tylko ból i żal – do tej jednej konkretnej osoby. Ewentualnie do osób, które być może wiedziały, a nie reagowały w żaden sposób na to, co się dzieje. Ale ja nie wiem, czy ktoś z biskupów wiedział.

I dodaje: „mnie nikt nie jest w stanie przeprosić, bo ten człowiek nie żyje, a ten biskup, który mówi przepraszam, nic mi nie zrobił”.

Wiktor Porycki uważa, że przypadki wykorzystywania „były, są i pewnie będą, bo nie ma sita, które będzie w stanie wyeliminować wszystkich wykorzystujących. Nie istnieje mechanizm, który by całkowicie chronił dzieci, eliminował sprawców. Ale chciałbym, żeby taki był mój Kościół – walczący z tym, starający się zadośćuczynić. Ważniejsze powinno być dobro ofiary, a nie dobro Kościoła” – mówi na antenie Polsat News.

Całą historię można przeczytać tutaj.

Źródło: Małgorzata Przepióra/Polsatnews.pl/ks 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail