Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Daj się ponieść” – o dochodzeniu do siebie po ciąży

MATKA Z DZIECKIEM
Joshua Rodriguez/Unsplash | CC0
Udostępnij

Wracam do aktywności. Czuję, że teraz mogę. Że mam na to siłę, odwagę i czasową możliwość. Jako kobieta jestem w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ mogłam (oczywiście, nie bez finansowych strat) dać sobie przestrzeń na to, aby ciążę, połóg i pierwszy (ponad) rok macierzyństwa przeżyć w zgodzie z własnym ciałem. Dla wielu zniknęłam, zapadłam się pod ziemię. Tylko ja wiem, jak było naprawdę.

Wolno mi odpocząć

Myślę, że to bardzo trudne, pozwolić sobie na wyhamowanie, spowolnienie tempa i skupienie się na sobie. Szczególnie, jeśli wiesz, że twoja sytuacja finansowa nie jest najlepsza lub wtedy, gdy wiszą nad tobą nieskończone projekty i oczekujące spojrzenia innych ludzi. Tak właśnie było ze mną, gdy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Moje zawodowe życie stopniowo przeszło do stanu hibernacji. Ucichło. Ślad po nim zaginął.

Od czasu do czasu dochodziło do mnie to aroganckie pytanie: „Magda, co teraz robisz w życiu?”. Mój synek leży w wózku, zasnął po kilkugodzinnej zabawie. „Teraz? W końcu usiądę i napiję się kawy” – odpowiadam. Zmieniłam definicję sukcesu, gdy w niewyobrażalnym bólu i po wielogodzinnej walce wydałam mojego syna na świat. Przecież do cholery, wolno mi po tym odpocząć!

 

Poczekałam na siebie

Odpocząć… Nie, to słowo nie do końca pasuje do ponadrocznego, dobowego rytmu polegającego na jedenastogodzinnej opiece nad dzieckiem i nocami przerywanymi co godzinę, dwie, trzy. Nigdy nie oglądałam filmów o zombie, nie czytałam książek ani komiksów, ale wierzcie mi, do pewnego momentu mogłabym wpaść na plan filmowy i bez charakteryzacji zagrać na wpół umarłą istotę.

Czekałam na siebie długo. Ale w końcu przyszłam. Widziałam, jak rolka mojego życia rozwija się, jak wracają do mnie różne aktywności. Ostatnio postanowiłam, że wracam do pracy. Nie stało się to po ustawowych ośmiu miesiącach. Nie, wtedy dopiero zaczęłam rozkoszować się macierzyństwem.

 

Kobiety nie przemieniają się „od linijki”

Chcę powiedzieć, że w ciele i psychice kobiety nic nie przebiega od linijki. Niektóre z nas, z niewyobrażalnym talentem do rodzenia dzieci (to moja prywatna definicja, chodzi o to, że poród trwa krótko, a potem szybko zapominasz o bólu) i ogarniania rzeczywistości, dochodzą do równowagi w kilka miesięcy. Takie kobiety szybko wklejają na Instagrama autentycznie świetliste zdjęcia, chwalą się wypiekami i słońcem w czasie spacerów. Inne z nas mocują się z sobą po doświadczeniu ciąży, narodzin dziecka i połogu bardzo długo. Leczą się z depresji lub po prostu, czekają aż ich ciało powie im: tak. I poczują w sobie lekkość. I to, że one to znów one.

Mądrość ciała polega chyba właśnie na tym, że dokładnie wie, kiedy i ile potrzebuje odpocząć. To, że potrzebujesz więcej czasu, aby dojść do siebie, nie oznacza że coś z tobą nie tak. Dokładnie pamiętam, kiedy pierwszy raz poczułam, że wróciła mi moc w nogach, przestrzeń na przeczytanie książki czy ochota na seks. Pamiętam pierwsze twórcze przemeblowanie naszego mieszkania.

„Daj się ponieść” – brzmi mi w uszach, kiedy myślę o tym wszystkim. Słuchaj, czego potrzebujesz. I daj to sobie. Czasem tym czymś jest odpuszczenie wszystkich nawyków, wyciszenie życia do zera, zadbanie o najbardziej podstawowe potrzeby. Słuchaj. Macierzyństwo jest właśnie po to, abyśmy mogły się tego nauczyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail