Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy chrzest w Duchu Świętym jest potrzebny? Tomasz z Akwinu odpowiada

CHRZEST W DUCHU ŚWIĘTYM
Sunyu/Unsplash | CC0
Udostępnij

„Nie zdziwię się, jeśli za trzysta–czterysta lat Kościół ogłosi, że przynajmniej raz w roku każdy chrześcijanin, będąc w łasce uświęcającej, ma pójść do wspólnoty Kościoła i rozeznać swoją misję” – mówi Marcinowi Jakimowiczowi o. Tomasz Gałuszka OP.

O. Tomasz Gałuszka jest autorem książki „Odnowa w łasce”, pierwszej książki na temat teologii charyzmatów św. Tomasza z Akwinu, która ukazała się nakładem wydawnictwa Esprit. Publikujemy jej fragment.

 

Chrzest w Duchu Świętym – po co?

Marcin Jakimowicz: Chrzest jest obiektywną rzeczywistością. Zamieszkuje we mnie Trójca. Po co w takim razie chrzest w Duchu Świętym, skoro mam już wszystko?

Tomasz Gałuszka OP: To pytanie pokazuje, że zatrzymaliśmy się przed grobem, tak jak Jan. Przede wszystkim trzeba sobie zadać pytanie: po co Bóg nam się objawił jako Trójca? Kiedy sobie na nie odpowiemy, zrozumiemy całą resztę. Gdy poznajemy kogoś, naturalną rzeczą jest, że nie zapraszamy go od razu do domu. Możemy porozmawiać przed drzwiami i potem się żegnamy. Ten człowiek wie, gdzie mieszkam, widzi mój dom z zewnątrz, widzi jego fasadę. Może powiedzieć: znam go, znam jego dom. Gdy relacja staje się bliższa, zapraszamy go do środka. Siada przy stole, poznaje moją mamę, poznaje mojego tatę. Widzi, jak mieszkam, obserwuje, odkrywa relacje w rodzinie. Trzeba tu powiedzieć jedną rzecz: Bóg spokojnie mógł nas zostawić przed furtką. Powiem wprost: tak właśnie jest u muzułmanów, którzy mają doświadczenie Boga prawdziwego, ale stoją jakby przed drzwiami. Natomiast nam, chrześcijanom, poprzez Chrystusa Bóg pokazał, jak mieszka wewnątrz. Dlaczego większość księży gubi się, kiedy musi przynajmniej trzy razy w czasie Adwentu i Bożego Narodzenia czytać Prolog Janowy? Dlaczego? Ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni, że czytając coś, musimy z tekstu wydobyć jakąś naukę moralną. Bóg dał nam Pismo, żebyśmy coś robili. Natomiast Prolog Janowy jest niczym innym jak powiedzeniem: człowieku, w tym momencie nic nie musisz robić. Chciałbym ci pokazać wnętrze mojego domu. I pokazuje je nam: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo…” (J 1, 1). Bóg mówi: nie chcę, żebyś wyciągał jakąś naukę moralną, zapraszam cię do swojego domu i pokazuję, jak mieszkam; jesteśmy przyjaciółmi, nazwałem cię przyjacielem, nazwałem cię synem, więc wprowadzam cię do środka mojego życia. Można powiedzieć, że prawda o Trójcy nie jest nam potrzebna. Dla wielu ludzi jest ona obciążeniem, myślą: „Po co mnie wprowadzał do tego domu?”. Ale Bóg mówi: „Chłopie, jeśli mam być twoim przyjacielem, to muszę cię wtajemniczyć w swoje życie. Jeżeli Ja jestem w twoim życiu, to ty będziesz również w moim. Może ta wiedza nie jest ci niezbędna, ale chcę, żebyś Mnie poznał”. Musimy się nauczyć myślenia relacyjnego. Ludzie w średniowieczu, w XIII wieku, czuli, że życie z Bogiem to jest życie we wspólnocie. To wejście w najbardziej intymną przestrzeń. Poznajesz największą tajemnicę rodziny. Ludzie w średniowieczu nie bali się Trójcy, nie bali się tej tajemnicy, dlatego większość kościołów była pod wezwaniem Świętej Trójcy. Kto teraz wybiera wezwanie Świętej Trójcy? Po co ludziom mieszać w głowach? Musimy się oduczyć pytać: jaką ja mam z tego wyciągnąć naukę moralną? To nie jest wiedza praktyczna, to jest wejście w bliskość. Wtedy zrozumiemy, że pytanie, po co mamy tak zwany chrzest w Duchu Świętym – czy jak mówił Tomasz: po co nam doświadczenie niewidzialnego posłania Boskiego i odnowy w łasce – jest pytaniem kogoś, kto jest na zewnątrz. Po co mi pokazywał, jak żyje? Po co mi pokazywał swój dom? Po co mi pokazał swoją rodzinę? Po co mi zdradził tę tajemnicę? Po to, żebyś się zbliżył do niego.

 

„Czekam na wiatr, co rozgoni czarne, skłębione zasłony…”

Wspominaliśmy już, że dotąd w Kościele przeważała narracja, wedle której „niewidzialne posłania” były przez całe wieki zarezerwowane dla wybranych, dla elity, dla mistyków. Musiało minąć osiemset lat, byśmy odkryli – o czym pisał Tomasz – że to dary dostępne dla każdego, kto żyje w stanie łaski uświęcającej?

Myślę, że św. Tomasz jest prorokiem, który wiele nam przekazał. Żył w czasach rozkwitu teologii i praktyki sakramentu pokuty. Przez całe średniowiecze teologowie żyli sakramentem spowiedzi, analizowali, medytowali, pisali traktaty, kłócili się o to i wydawali instrukcje i przepisy prawne. Pamiętajmy o tym, że historia wspólnoty Kościoła wciąż się rozwija, ciągle rozpoznajemy, cały czas jesteśmy w drodze i jeszcze wiele przed nami. Sądzę, że wielkość Tomasza polega na tym, że on nakreśla nam cały system, pokazuje kierunki, stawia konstrukcję. To jednak nie wyklucza, że ten dom ciągle jest w budowie. Trzeba sobie uświadomić, że sakramentem pokuty, czyli odnawianiem łaski chrzcielnej, zajmowano się przez całe pierwsze tysiąclecie chrześcijaństwa. Na początku, jeżeli raz zgrzeszyłeś, to był koniec. Dopiero od IV–V wieku spowiedź jest powtarzana. Od VI wieku wprowadzana była w elitarnych miejscach, jakimi były klasztory (pamiętajmy o tym, że klasztory obejmowały co najwyżej kilka procent społeczeństwa). Wtedy zaczęto zastanawiać się: jak odnowić łaskę chrztu? W XI wieku spowiedź stawała się coraz bardziej rozpowszechniona. Dopiero w 1215 roku na soborze laterańskim IV w kanonie XXI Omnis utriusque sexus ogłoszono oficjalnie, że każdy chrześcijanin przynajmniej raz w roku ma się spowiadać, oczyszczać, czyli odnawiać łaskę chrzcielną. To była cudowna nowość, w której uczestniczyli wszyscy świeccy i duchowni. Każdy mógł klęknąć i otrzymać przebaczenie indywidualnie, twarzą w twarz, podniesiony przez kapłana i obdarzony nowym życiem. Trzeba było jednak kolejnych setek lat, żeby praktyka spowiedzi stała się częsta i powszechna. Teraz każdy może pójść kiedy i gdzie chce, by przyjąć na nowo łaskę. Myślę, że w tym momencie przychodzi czas na sakrament bierzmowania, posłania. Jesteśmy obecnie, można użyć takiego porównania, w X-XI wieku i zastanawiamy się, w jaki sposób odnawiać misję. Nie zdziwię się zatem, jeśli za trzysta–czterysta lat Kościół ogłosi, że przynajmniej raz w roku każdy chrześcijanin, będąc w łasce uświęcającej, ma pójść do wspólnoty Kościoła i rozeznać swoją misję. Bowiem tak jak raz ochrzczony człowiek musi później chodzić do spowiedzi, tak samo raz się bierzmuje, ale musi potem doświadczać wylania Ducha Świętego. Jeden chrzest – wielokrotne oczyszczanie, jedno bierzmowanie – wielokrotne wylanie. Wyobraź sobie piękne miejsce, o którym ludzie mówią: „Wiesz co, idę tam dzisiaj, bo muszę rozeznać, co Duch chce mi powiedzieć, dokąd chce mnie posłać. Bo nie byłem już miesiąc, nie zastanawiałem się, dokąd Duch Święty mnie posyła”. Wiem, taka wizja to na razie coś z pogranicza theological fiction.

Czy dziś takimi miejscami nie są wspólnoty? To przecież w nich wierni rozeznają, co mówi Duch do Kościoła, czego pragnie od nich samych…

Tak, jeżeli człowiek na to się nastawi, to jest właśnie to. Franciszek mówi o odnowieniu duszpasterskim, nawróceniu pastoralnym. Bardzo chciałbym usłyszeć, jak ktoś mówi: „Wiesz co, od trzech dni nie jestem pewien, dokąd Duch Święty mnie posyła i co chce, żebym robił. Ja jestem gotowy i cisza…”.

I za Korą powtarzam: „Czekam na wiatr, co rozgoni czarne, skłębione zasłony”. (śmiech)

Po prostu poczekaj, aż cię szarpnie. Będziesz wiedział wtedy, co masz robić. Tomasz nam jasno mówi, byśmy nadstawili ucha…

*Tytuł i śródtytuły pochodzą od Redakcji

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail