Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Marcin Skaba: Boga spotkałem w drugim człowieku [wywiad]

DOM O ZIELONYCH PROGRACH, MARCIN SKABA
Archiwum prywatne
Udostępnij

Mam z Bogiem osobistą relację. Często mierzę się z moimi przypadłościami, upadam, proszę o pomoc. Odnajduję wiarę, czytając różne teksty, a ostatnio modląc się z synem – mówi Marcin Skaba z Domu o Zielonych Progach.

O pasji, antypodach wrażliwości, Bogu i górach rozmawiamy z Marcinem Skabą, skrzypkiem zespołu Dom o Zielonych Progach.

 

Anna Stryniewska: Twoja muzyka rosła razem z Tobą?

Marcin Skaba: Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się wcześnie, miałem dziewięć lat. Tata brał akordeon do ręki i grał, mama lubiła tańczyć, ja lubiłem biegać wokół stołu (śmiech). Powiedziałem tacie, że chcę grać, od razu wiedziałem, że na skrzypcach. Trafiłem do szkoły muzycznej w Piotrkowie Trybunalskim, potem do Katowic na Wydział Jazzu i Muzyki Estradowej. Był to piękny okres poznawania ludzi, muzyki. To zakiełkowało i wyrosło w to, co teraz robię, co kocham.

 

Jak Marcin Skaba trafił do Domu o Zielonych Progach?

Od początku wiedziałeś, że to będzie jazz?

Miałem skłonności do improwizacji. Kiedy nie potrafiłem przeczytać a vista niektórych rzeczy płynnie, moje ucho mnie prowadziło, by zmieniać frazy. Robiłem to bez kontroli, dopiero później świadomie. To skłoniło mnie do wspólnego muzykowania, niezaplanowanych spotkań, na których nie gramy konkretnych utworów, ale bawimy się muzyką tu i teraz.

Jak trafiłeś do Domu o Zielonych Progach?

Współpracowałem z orkiestrą kameralną, która składała się z uczniów i nauczycieli ze szkoły muzycznej, wykonywaliśmy utwory klasyków. Mieliśmy stworzyć akompaniament do piosenek Domu o Zielonych Progach. Graliśmy Kanon Pachelbela do jednego z naszych utworów. Chciałem podzielić się częścią siebie z zespołem. Poszedłem do Wojtka i powiedziałem, że chciałbym współpracować, gdyby potrzebowali skrzypiec. Niedługo odebrałem telefon i tak się zaczęło.

Jesteś ważnym ogniwem zespołu, energetycznym, można powiedzieć petardą! Jak odnajdujesz się w klimacie spokojnych, lirycznych piosenek?

Mam dwie natury: jedna balladowa i romantyczna, druga pełna energii. Trzeba wiedzieć, kiedy ją eksponować, wyważyć utwory. Trzeba mieć szacunek do tekstu, tradycji słowa. Są też utwory, w których powtarzalność akordów sprawia, że można na niej budować wiele ciekawych rzeczy. Czasem ten proces eskaluje i petarda wybucha (śmiech).

Kto wybiera teksty poetyckie?

Wojciech Szymański świetnie się w tym odnajduje, podaje pomysł, my realizujemy go muzycznie. Wojtek ma wrażliwość tekstową i muzyczną, która rozwija się w utworach. Jest liderem zespołu, on go stworzył, to jego dziecko. My jesteśmy z nim w tej rodzinie, w jednym domu.

 

O muzyce, górach i poezji…

W repertuarze macie teksty Jerzego Harasymowicza, Wojtka Belona, Kazimierza Węgrzyna. Dlaczego słowo poetyckie jest wciąż atrakcyjne dla współczesnego słuchacza?

Nie jest mową codzienną, jest czymś wyjątkowym. Jest czymś, co uwrażliwia człowieka, buduje go często na nowo. Teksty są różne i tworzą ciekawy koloryt, zupełnie jak w muzyce. Choć to piosenka niszowa, realizowana pod tekst, nie wyobrażam sobie bardziej otwartej struktury niż piosenka poetycka, gdzie można realizować swoje cele muzyczne. Poezja śpiewana jest jednym z nielicznych gatunków, którym możemy się chwalić zagranicą. Oczywiście, to jest też folk, samo pojęcie „poezja śpiewana” jest stworzone na bazie folku. Niektórzy podchodzą do tego negatywnie, że to szarpanie gitary i darcie (śmiech). Ale kiedy przyjrzeć się temu bliżej, może się okazać, że teksty oddziałują na życie ludzkie, motywują do działań, wspierają, skłaniają do pomocy innym, budzą refleksję, co jest w życiu najważniejsze.

Jesteście piewcami piękna górskich szlaków. Co urzeka Cię w górach?

Jako muzyk mam szansę wnikać w tekst, który jest piosenką górską. I prezentowaną w górach. Mogę łączyć przyjemne z pożytecznym, jeździć na koncerty i oddziaływać artystycznie na ludzi, budować siebie. W górach krajobrazy są piękne, ale urzekają mnie przede wszystkim ludzie, których tam spotykam. Większość koncertów gramy w górach, tam spotykamy się z ludźmi nadającymi na podobnych falach, z ludźmi uwrażliwionymi na to piękno. To świetne doświadczenie i bodziec do dalszego tworzenia.

Czym powinna charakteryzować się dobra piosenka wgórowa?

Dobrym wyważeniem muzyki względem tekstu. Muzyka powinna spotkać się z tekstem w takim miejscu, by razem współdziałały, nie konkurowały ze sobą. Można dobry tekst „zagadać” muzycznie, zostawiając zbyt dużą ścianę dźwięków.

 

Marcin Skaba: Boga spotkałem w drugim człowieku

Wasze nuty inspirują do poszukiwania nowych dróg, wędrówki w głąb siebie. Można usłyszeć o bosym Bogu idącym z chorągwią radości. Spotkałeś go na szlakach twojej muzyki?

W drugim człowieku (uśmiech). Mam z Bogiem osobistą relację. Często mierzę się z moimi przypadłościami, upadam, proszę o pomoc. Odnajduję wiarę, czytając różne teksty, a ostatnio modląc się z synem. Jaka to jest siła!

Dlaczego wybrałeś ścieżki Krainy Łagodności? Czy nie miałeś pokusy, by tworzyć muzykę komercyjną?

Właściwie wszystko pozostawiłem Bogu. Tę sferę pozostawiłem ludziom, których spotykam, i życiu, które się wiedzie. Zazwyczaj współpracuję z zespołami komercyjnymi, np. Xxanaxx, to też jest świetne doświadczenie.

Możesz powiedzieć, że jako muzyk odnalazłeś swój dom?

Tak. Obecnie ten dom ma troszkę innych domowników, ale cały czas jest kochany i piękny. Główna moja działalność skupia się tutaj, chociaż ostatnio zacząłem pisać muzykę do poezji Haliny Poświatowskiej w innym składzie, Joasi Bejm, i otwiera się dla mnie możliwość dalszego poszukiwania.

To dom, z którego wyrusza się w podróż?

Dokładnie.

Czego życzyć mieszkańcowi Domu o Zielonych Progach?

Hmm… żeby słuchać, a nie tylko słyszeć. Każdy z nas może słyszeć, ale słuchać bez słyszenia nie można. Tylko aktywne słuchanie, wgłębienie się w świat dźwięków jest istotą gatunku, który tworzymy. Tylko wtedy możemy zrozumieć sens tekstu i muzyki.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail