Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Na zdrowie czy wręcz przeciwnie? Suplementy diety

SUPLEMENTY DIETY
Shutterstock
Udostępnij

Polacy kochają suplementy - wydajemy na nie kilka miliardów złotych rocznie, aż 72% z nas je kupuje i spożywa. Rynek „supli” w Polsce ma się więc wyśmienicie, rozrasta się o 8% rocznie. Czy jednak wiemy, co to w ogóle jest suplement diety i czym różni się od leku?

Krótka historia o tym, jak zaszkodzić swemu zdrowiu, wierząc że się mu bardzo pomaga. Brać suplementy diety. Koniec historii. Oczywiście, jest to spore uogólnienie, bo nie wszystkie suplementy są „złe”. Problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy które. Jak to możliwe, zapytacie? Przecież można kupić je w aptece! Są ogólnodostępne i popularne! Owszem, to prawda. Niestety to zupełnie nie gwarantuje, że są bezpieczne.

Co to jest?

Polacy kochają suplementy – wydajemy na nie kilka miliardów złotych rocznie, aż 72% z nas je kupuje i spożywa. Rynek „supli” w Polsce ma się więc wyśmienicie, rozrasta się o 8% rocznie. Czy jednak wiemy, co to w ogóle jest suplement diety i czym różni się od leku?

Suplement diety jest to, uwaga, środek spożywczy, który ma uzupełnić naszą dietę. Co z tego wynika? Bardzo dużo! Suplement diety jako żywność, w przeciwieństwie do leku, nie musi mieć przeprowadzonych obowiązkowych badań państwowych przed dopuszczeniem go do masowej sprzedaży. W obecnym stanie prawnym każdy może wprowadzić suplement na rynek. Wymaga to jedynie deklaracji jego składu organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji.

W teorii owszem, produkt ma szansę na przebadanie, jednak praktyka pokazuje, że skala rynku znacznie przerasta możliwości kontrolne Inspekcji Sanitarnej. I tak dla przykładu w 2016 roku GIS skontrolował zaledwie 10% dostępnych suplementów pod kątem zanieczyszczeń mikrobiologicznych. Jest więc wysoce prawdopodobne, że sięgając po suplement w aptece, wybieramy produkt, który nie tylko nie został przebadany laboratoryjnie, ale może być wręcz niebezpieczny. 

 

Na własne ryzyko

Może ktoś zapyta, czy to nie za daleko idące wnioski? Niestety, raport Najwyższej Izby Kontroli uzasadnia te mocne słowa. 4 na 11 przebadanych przez NIK suplementów diety zawierało mniej substancji, niż zadeklarował to na opakowaniu producent (raport 2017 r.).

Może więc być tak, że jedyny efekt, jaki daje nasz suplement, to efekt placebo. I mimo wszystko, z dwojga złego, to dla nas ta lepsza opcja.

Część suplementów bowiem nie tylko nie polepsza stanu zdrowia, ale po prostu szkodzi. Jak donosi NIK, „w sprzedaży, w tym internetowej, ale także w sklepach stacjonarnych i aptekach, obok rzetelnych preparatów znajdowały się suplementy diety zafałszowane, zawierające np. bakterie chorobotwórcze, substancje zakazane z listy psychoaktywnych czy stymulanty podobne strukturalnie do amfetaminy, czyli działające jak narkotyki”. Z tego powodu Najwyższa Izba Kontroli wskazuje w swoim raporcie rynek suplementów jako rynek wysokiego ryzyka zdrowotnego. 

Wyłącz reklamę, włącz ostrożność

W dużej metaanalizie naukowej, podsumowującej suplementy diety, nie udowodniono ich zbawiennego – jak przekonują nas reklamy – działania. Suplementy diety brane „na wszelkie wypadek” nie poprawiają apetytu, pamięci, koncentracji, libido, nie chronią przed przeziębieniem, starzeniem, demencją.

Wiemy natomiast bez wątpliwości, jak duży wpływ na stan naszego zdrowia ma po prostu zdrowy styl życia – zróżnicowana, zbilansowana dieta, regularna aktywność fizyczna. To się jednak nie sprzedaje, choć kosztuje tylko i aż nasz wysiłek.

By natomiast doskonale sprzedawał się „lek na wszystko”, dba odpowiednia reklama. Kolejny problem, który podnosi NIK, to kwestia zabiegów marketingowych, które uskuteczniają producenci i dystrybutorzy suplementów. Kreowanie ich jako równoważnych produktom leczniczym dzieje się przy biernej postawie organów państwowych, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów, którzy zamiast wizyty u lekarza czy rzeczywistych zmian polepszających stan ich zdrowia, przekonani o jej cudownym wpływie, „leczą” się drażetką z telewizora.

Kiedy suplementy jednak brać?

Stosowanie suplementów bez powodu mija się z celem. Wyjątkiem od tej reguły jest witamina D, która w naszej szerokości geograficznej jest zalecana właściwie każdemu. Tu jednak również warto wybrać preparat, który został sprawdzony pod kątem składnika czynnego deklarowanego na opakowaniu, a rzeczywistego składu.

Co jednak w sytuacji, w której rzeczywiście występują objawy niedoborów? Należy skonsultować je z lekarzem, który może zlecić badanie poziomu danej witaminy/pierwiastka. Na podstawie potwierdzonego niedoboru przepisać odpowiedni lek lub polecić sprawdzony preparat suplementujący. Konsument świadomy to konsument bezpieczniejszy. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail