Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Antidotum na trudne czasy: więzi

WIĘZI MIĘDZYLUDZKIE, RELACJE
Shutterstock
Udostępnij

„Żyjemy w biegu, nie ma się kiedy spotkać, żeby normalnie pogadać”. „Jesień jest ciężka, dzieci ciągle chorują”. „Nie znam imion moich sąsiadów”. „Nikt się do mnie nie odzywa, nie dzwoni – prawie już nie mam przyjaciół”. „Wszystkie moje koleżanki to już mężatki, jako singielka straciłam swoje środowisko”. Mimo wypraw w kosmos i wszechobecnego zasięgu internetu – nadeszły czasy wielkiego społecznego osamotnienia.

Czas samotności

Są to czasy nie tylko samotności ludzi starszych, uwięzionych w mieszkaniach na piętrze, ale ogólnego społecznego osamotnienia. Z jednej strony ludzie aktywni funkcjonują w matriksie wiecznego pędu i presji zadań, a w tak zwany „czas wolny” wpadają jak rozbitek na brzeg. Z drugiej strony zanikają więzi sąsiedzkie, RODO strzeże coraz bardziej naszej prywatności, a jesienna ramówka obiecuje posiadaczom telewizorów, że nie będą musieli już w ogóle od nich odchodzić, bo czołówka kolejnego serialu zacznie się tuż po napisach końcowych poprzedniego.

Nie znam wyników badań, ilu ludzi cierpi na samotność, ale jeśli wierzyć tym mówiącym o alarmująco niskim poziomie empatii w naszym kraju, można się domyślać, że chodzi po ulicach wiele osób niewysłuchanych, które dawno się nie śmiały i których równie dawno nikt nie przytulał. Film, który zobaczyłam ostatnio, odczytałam jako odkrywczą i pełną nadziei inspirację, jak taką izolację można przełamywać. „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” (2018) ma kilka ważnych wątków, ale opowiada także o sile przyjaźni, jaka może połączyć zwykłych i różnych od siebie pod każdym względem ludzi w jednej społeczności.

Akcja filmu rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej na małej wyspie na Kanale La Manche. Jej mieszkańcy doświadczają rozstania z ewakuowanymi dziećmi, głodu, terroru okupacji i niepewności jutra. W takich okolicznościach pewnego dnia piątka znajomych z sąsiedztwa nieoczekiwanie spotyka się na kolacji przy upieczonej świni, którą jedno z nich potajemnie przechowało (cała trzoda została skonfiskowana przez wojsko niemieckie). Dawsey Adams, młody gospodarz, opowiada, że było to miejsce i czas, które dały dojść do głosu nie tylko ich wygłodzeniu fizycznemu, ale także wielkiemu głodowi bycia z drugim człowiekiem.

 

Bliskość i więź

Gdy wracają zawiani podczas godziny policyjnej po niezapomnianej uczcie, zatrzymuje ich patrol gestapo. Przed aresztowaniem uratuje ich podanie nieprawdziwej informacji, że tworzą lokalne stowarzyszenie miłośników literatury. Od tej chwili będą musieli rzeczywiście je założyć – i regularnie spotykać się przy omawianiu przeczytanych książek. Doświadczenie to odmieni beznadzieję ich okupacyjnej egzystencji i połączy głębokimi więziami. Bohaterowie, których życiorysy zubożyła wojenna zawierucha i zabrała bliskie im osoby i marzenia – odnajdują bezpieczne schronienie nie tylko w przebogatym w ludzkie historie świecie literatury, ale i we wzajemnej bliskości.

Wzruszył mnie ten film do głębi pewnie po części dlatego, że świat liter i zdań jest chyba mi najbliższym, jaki istnieje. Chowam się w niego, by w czytaniu i pisaniu wytłumaczyć sobie rzeczywistość, w przeciwnym razie często bolesną i obcą. Poruszył mnie jednak też dlatego, że pokazał niezwykle proste pomysły na tworzenie bliskiego środowiska.

Czy nie byłoby łatwo znaleźć pięć osób, z którymi czytamy książki i dyskutujemy o nich przy herbacie albo lampce wina? Czy nie jest możliwym organizowanie raz w tygodniu lub miesiącu wieczoru planszówek, gdzie ogrywamy nowe propozycje wydawnicze albo wyciągamy te najstarsze z dzieciństwa? Czy to wielki problem znaleźć kilku chętnych na spotkanie przy kartach? Moja babcia kilka razy w tygodniu wychodziła kilka pięter wyżej do swoich sąsiadek w poniemieckiej kamienicy, gdzie grały na cukierki w tysiąca.

Wiem, że poza sprawami technicznymi potrzeba jeszcze przełamać w sobie lęk przed bliskim spotkaniem z drugim człowiekiem. Czasem warto czekać, aż emocje pokażą, kiedy będziemy gotowi na coś nowego. Czasem jednak za działaniem podążą także emocje, które są potrzebne, by coś nowego w naszym życiu miało szansę się wydarzyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail