Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego Bóg nie jest moim psychoterapeutą

JOLA SZYMAŃSKA
Udostępnij

Dziś o tym, dlaczego Chrystus nie jest moim psychologiem. Ani psychoterapeutą.

„Witaj kochana Jolu. Jeśli chodzi o moją opinię i doświadczenie, to jedynym najlepszym psychologiem jest w moim życiu Chrystus” – czytam pod postem, w którym opowiedziałam o swoim doświadczeniu psychoterapii. „Najlepszą terapią ze wszystkich są rekolekcje i Różaniec, ja regularnie odwiedzam Jezuitów w Gdyni. Rekolekcje w zamknięciu, tam spotykasz się z Bogiem – to najlepszy Terapeuta. Polecam! Wartości się układają. Droga się prostuje” – pisze inna osoba.

View this post on Instagram

Przygnębienie, które nie ma racjonalnego powodu. Smutek, który jest normą. Lęk przed wszystkim, co niepewne. Poczucie, że wszystko co myślisz nie ma sensu. Wiec szukasz odniesień i rad. Wpadasz w pułapkę słuchania innych i powoli zapominasz kim w jesteś. Wiec boisz się i smucisz jeszcze bardziej. W końcu kolejny raz wydarza się coś, co totalnie Cię rozwala. I wiesz, że sam sobie nie poradzisz. Ale jesteś sam. Jesteś? 10 października był Światowym Dniem Zdrowia Psychicznego. Nie odniosłam się do tego. Nie odniosłam się do kilku rzeczy. Bo nie byłam w stanie. Chociaż od 3 lat walczę o swoją kondycję psychiczną, wciąż zdarzają się gorsze chwile. Moja psychoterapeutka nazywa je stanami depresyjnymi. Zdarzają się coraz rzadziej. Ale bolą tak samo. Kiedy przychodzą, mam wrażenie ze tracę wszystko. W tym – samą siebie. Pisze ten post, żeby Wam powiedzieć, ze psychoterapia może uratować życie i jego jakość. Nie jest tylko dla osób chorych czy zaburzonych. Ja nie miałam nigdy zaburzenia psychicznego. Nie zdiagnozowano tez u mnie depresji. Byłam po prostu bardzo, bardzo smutna, samotna. Czułam się odrzucona i bezwartościowa. I czasem wciąż tak się czuje ale coraz rzadziej. I nawet w takich chwilach wiem, ze to tylko uczucia. A uczucia się zmieniają. I możemy zadbać o to, żeby zmieniały się na coraz zdrowsze. Też jesteście na terapii? Co Wam ona dała?

A post shared by Jola Szymańska (@jola_szymanska) on

 

Z jakiegoś powodu obaj komentujący chcieli podkreślić, że wiara w Boga (czy fakt posiadania relacji z Nim) oraz dbanie o nią (wspomniane rekolekcje i różaniec) wystarczą, żeby nie mieć trudności ani problemów emocjonalnych. Gdyby tak było, żaden wierzący chrześcijanin nie cierpiałby na depresję i każdy szybko podnosiłby się z dołków. Nie potrzebowalibyśmy pomocy. Bylibyśmy samowystarczalnymi, wiecznie szczęśliwymi, spełnionymi i znającymi swoją wartość jednostkami. A bardzo często tak nie jest.

Po drugie, podobne mądrości wpędzają osoby potrzebujące pomocy psychologicznej w poczucie winy (skoro wiara ma wystarczyć, a mi nie wystarczyła, to znaczy, że wierzę źle?) lub odwodzą je od decyzji o podjęciu psychoterapii (może modlitwa mi wystarczy?). Budują także w innych wierzących przekonanie, że osoba korzystająca z pomocy psychologicznej „źle wierzy” albo „wierzy niewystarczająco”. Zupełnie, jakby istniała na to miara, a kondycja psychiczna była jej wyznacznikiem.

 

Jest mi smutno – to ćwiczenie ducha?

Po trzecie, podobne tezy zakładają, że w życiu powinniśmy leżeć i pachnieć (lub co najwyżej jeździć na rekolekcje), a Bóg zrobi za nas całą robotę. Jest ci źle? Nie zmieniaj tego sam, niech Bóg to zmieni (czyt. niech się samo zmieni). Zupełnie, jakby nasze życie nie zależało od nas. Ba, jakby nasza głowa była w nim największą przeszkodą. Podstawowy błąd polega tu na nierozróżnianiu pielęgnowania relacji z Bogiem, czyli drugą Osobą, od pielęgnowania siebie samego. A przecież tak jak sami potrafimy się umyć i poprosić lekarza o receptę, tak samo jesteśmy w stanie (dzięki pomocy psychoterapeuty) poradzić sobie z własnymi emocjami i psychiką.

Zresztą, jak rozmawiać z Bogiem, kiedy sam nie wiem, który fragment moich myśli i wrażeń to Bóg, a który to tylko ja? Czym się kierować? Emocjami, serio? Rozumem? Jak, kiedy wszystko mi się miesza i wiem tylko, że od dłuższego czasu czuję się zagubiony i nieszczęśliwy?

Po czwarte, mam wrażenie, że takie zdania to tłumaczenie samego siebie przed samym sobą. Nie potrafię być szczęśliwa – Bóg tak chciał. Jest mi smutno – to ćwiczenie ducha. Boję się – Bóg uwolni mnie od lęku na modlitwie. Czuję się nikim – muszę częściej dziękować i wielbić Boga. Według mnie takie długotrwałe myślenie to nie wiara w Boga, ale ignorowanie i krzywdzenie siebie samego, tłumaczone Bogiem. Krzywdzenie, które zamiast do nieba, może nas wpędzić w karuzelę pogłębiających się problemów psychicznych.

Tyle z ogólnych obserwacji. Dlaczego Bóg nie jest moim psychoterapeutą? Odpowiadam. Nie jako psychoterapeuta, ale jako osoba od prawie 3 lat w procesie psychoterapii.

 

1. Bo Bóg nie jest drugim człowiekiem

Dwa tysiące lat temu może była na to szansa – Chrystus chodził po ziemi i zwyczajnie rozmawiał z ludźmi. Z niektórymi spotykał się cyklicznie. Nawet wtedy nie była to jednak psychoterapia, ale przyjaźń.

Psychoterapia polega na cyklicznych, cotygodniowych, godzinnych spotkaniach pacjenta i psychoterapeuty. Spotkaniach, w trakcie których wykwalifikowany terapeuta o szerokiej wiedzy na temat ludzkiej psychiki i mechanizmów jej działania stopniowo stara się pomóc pacjentowi zrozumieć samego siebie. To nie jest możliwe bez wiedzy, doświadczenia, empatii i… dosłowności.

Bo pewne rzeczy muszę bardzo jasno usłyszeć, żeby zacząć je zauważać.

Bóg nie jest psychoterapeutą. Ale Bóg działa przez psychoterapeutę. To dzięki niemu mogę wreszcie na bardzo głębokim i nieuświadomionym dotąd poziomie zrozumieć siebie, wybaczyć sobie i pokochać siebie takim, jakim zostałem stworzony.

 

2. Bo chcę działać, nie uciekać

Religijność dla mnie samej długo była sposobem radzenia sobie z własnymi emocjami, brakami i pragnieniami. Poruszenia interpretowałam jako Boga. Niepokój jako szatana. Lęk jako swoje tchórzostwo. Odwagę jako pychę. A to tylko kilka przykładów.

Na szczęście, w pewnym momencie o siebie zawalczyłam. Nie chciałam czekać na magiczny cud, chciałam być spokojna i szczęśliwa. Wierzyłam, że Bóg obiecuje nam dobre, mądre życie, poczucie bezpieczeństwa i stabilność emocjonalną. Uwierzyłam też, że nie spadną mi one z nieba, ale że mogę na nie zapracować. Dlatego zaczęłam w tym kierunku działać.

 

3. Bo chcę czuć się stabilnie i zdrowo

Kiedy boli mnie ząb, idę do dentysty. Kiedy jestem chora, idę do lekarza. Kiedy jestem nieszczęśliwa – idę do psychoterapeuty. Emocje to znaki, które mówią mi, co się ze mną dzieje. I czego potrzebuję. Jeżeli czuję lęk, zagubienie i permanentny smutek, to potrzebuję wsparcia i pomocy. Ba, zasługuję na nie.

 

4. Bo modliłam się 25 lat, a smutek nie mijał

Długo miałam nadzieję, że „to minie”. Że wystarczy, że skończę studia, znajdę pracę, zakocham się, schudnę, a wreszcie będę czuła się wartościowa, jak wszyscy wokół. Ale tak się nie działo. Nie pomagały także sakramenty i modlitwy – nie są przecież magicznymi zaklęciami na trudne emocje.

Pomogło zderzanie się z samą sobą i żmudne, powolne rozdzielanie tego, co chcę, od tego, co powinnam i tego, kim jestem, od tego, jaka wydawało mi się, że powinnam być.

 

5. Bo spotkanie z Bogiem różni się od spotkania z samym sobą

Modlitwa to spotkanie z Bogiem, a psychoterapia to spotkanie z samym sobą przy pomocy psychoterapeuty. Mamy tu dwa różne cele, choć w zasadzie oba prowadzą do prawdy i miłości. Czym innym jest jednak poznawanie Boga, szukanie prawdy o Nim, odkrywanie Jego obecności, a czym innym poznawanie samego siebie: dlaczego działam tak, a nie inaczej? Dlaczego ciągnie mnie do tego? Dlaczego to jest dla mnie trudne?

Potrzebuję spotkania z samą sobą, żeby zrozumieć, czego chcę i czego potrzebuję. Jeżeli nie pomogę samej sobie i nie zadbam o własne podstawowe potrzeby, nie będę w stanie docenić i wykorzystać własnego życia. Nie będę też potrafiła tak naprawdę kochać.

 

Łatwiej żyć z tym, co nazwane

Mój wpis możecie przeczytać powyżej, pod zdjęciem. Zobaczcie jednak, co psychoterapia dała innym osobom. Może zobaczycie w nich fragment siebie? 🙂 (pisownia oryginalna – red.)

Daria: Przede wszystkim lepiej rozumiem siebie: swoje myśli i uczucia. Lepiej potrafię rozumieć świat wokół mnie i cieszyć się Życiem!

Karojulka: Terapia pomogła mi wybaczyć mojemu nieżyjącemu Tacie alkoholikowi, a także zrozumieć go w jakiś sposób. Dzięki terapii zrozumiałam, że warto siebie pokochać (ciężka praca, która trwa i trwa), bo z sobą będę do końca życia 🙂

Drobinka: Co terapie dają? Nazywają. A łatwiej żyć z tym, co jest nazwane.

Agnesnowa: Jestem na terapii, pomaga mi akceptować siebie taką jaka jestem, cieszyć się, doceniać i być wdzięczną!

Julita: Patrzeć na to, jak bliska osoba rozkwita, nabiera pewności siebie i uwalnia się z toksycznych relacji to najlepsza reklama terapii. Swoją skończyłam w lutym, ale ciągle odkrywam jej pozytywne skutki w zaskakujących sytuacjach. Polecam!

Magdalena: Terapia daje możliwość zobaczenia siebie bez poczucia wstydu. Daje prawo do bycia sobą ze wszystkim co się na to składa. Daje poczucie, że to co mam w sobie, co myślę i co przeżywam, nie jest głupie, nie powinno być powodem poczucia wstydu. Daje odwagę do świadomego i realnego patrzenia na siebie w różnych kontekstach

W_podrozy: Terapia jak na razie wydłużyła dni mojego zycia

Dorota: Terapia pozwala żyć w PRAWDZIE!

s. Paulina: Jestem po terapii i jestem za nią bardzo wdzięczna Bogu 🙌 To był trudny, ale piękny czas, ale żyje się lepiej 😉

Anna: Pozwoliła poczuć się wolną i szczęśliwą, spotkać się z Bogiem jak Dobrym Ojcem, poznać Go na nowo i przez Niego siebie. Uważam terapię za jedną z najtrudniejszych i najpiękniejszych przygód jakie mi się trafiły w życiu! 🙂

Roksana: Dzięki terapii w końcu zaczęłam czuć, że żyję. Poznałam uczucie ulgi i wolności w środku. Ostatnio znowu trochę mi trudniej, przed chwilką trochę sobie popłakałam, ale cieszę się, że sobie na to pozwoliłam, a nie zdusiłam to w sobie i udawałam silną. Bo kiedyś tak właśnie bym zrobiła.

Kamil: Przede wszystkim spokój, stan którego nie znałem wczesniej tak samo jak sensu i nadziei. Fakt ze mam zaburzenia emocjonalne i go akceptuje daje poczucie ze stoję na twardym gruncie. Że za chwilę nie będę chciał tego zmienić, rzucić zapomnieć, że znów będę się motał… Doświadczenie terapii pozwoliło mi wystartować w życie.

Jagna: przede wszystkim nauczyłam się szanować siebie (wreszcie znowu obchodzę swoje urodziny) i nie krytykować siebie za wszystko.

Joanna: Byłam i dużo mi dała: Poczucie kontaktu z własną wartością jako człowieka. Odwagę do mówienia o moich słabościach i gorszych dniach. Szacunek do mojej wrażliwości, która pozwala mi odkrywać piękno, tam gdzie inni widzą szarą zwykłą rzeczywistość. Zdrowie i siłę do bycia sobą.

Anna: Już 2 lata. Zaczynam odróżniać własne zdanie od zdania mojej Mamy.

A co wam dała psychoterapia lub co chcielibyście, żeby wam dała?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail