Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Abp Ryś klęczał przed tysiącami młodych ludzi i prosił o modlitwę. Rok pasterza w Łodzi

BISKUP GRZEGORZ RYŚ
fot. episkopat.pl
Udostępnij

Jedna z łódzkich sióstr opowiadała mi, że niedługo po ingresie abp Grzegorz niespodziewanie udał się do domu, w którym przebywają samotne matki. Jakiś czas później ochrzcił tam dziecko. Bez fajerwerków, ot tak, normalnie.

Ryś płynie Łodzią

Rok temu centralna polska archidiecezja otrzymała nowego pasterza. Został nim ówczesny krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś. Nikt nam nie musiał go przedstawiać. W mieście Reymonta doskonale kojarzyliśmy go z rekolekcji, jakie wygłosił w trakcie Światowych Dni Młodzieży.

Pamiętam, jak jeden z łódzkich sufraganów, bp Irek Pękalski zdziwił się w trakcie wrześniowego oazowego dnia wspólnoty, gdy wszyscy z ogromną radością zareagowaliśmy w momencie, gdy przypomniał nam, kogo papież powołał na tron biskupa łódzkiego Kościoła. Nie wiedział, że tak dobrze wiemy, o kogo chodzi. Oczywiście, wiele jest osób wokół ulicy Piotrkowskiej, które pewnie nadal nie kojarzą tego z natury uśmiechniętego jegomościa. Prawdopodobnie jednak populacja ta sukcesywnie się zmniejsza.

Arcybiskup Ryś bowiem wprowadził do naszego lokalnego Kościoła zupełnie nowy styl. Jest on nie tyle statecznym pasterzem, wygłaszającym mowy ex cathedra. To raczej rybak, doskonale wiedzący, jaką wartość ma dla niego łódź. Dzięki niej może wypłynąć. Ale to wszyscy lepiej lub gorzej wiedzą. Czy zatem abp Grzegorz Ryś czymś nas zaskoczył? Czy coś zmienił w Łodzi?

 

Jak to mówią młodzi, jest „megaaktywny”

Podsumowanie pierwszego roku łódzkiej działalności abp Rysia nie jest proste. Nawet prześledzenie zamieszczonego na stronie archidiecezji fotograficznego skrótu biskupich działań zajmuje kilka minut.

Widać tam ingres, który zgromadził kilka tysięcy osób. Jest abp Grzegorz jedzący na mrozie razem z ubogimi obiad. Jest jego aktywność ekumeniczna: spotkania z prawosławnymi i ewangelikami. Są zdjęcia z debat historycznych, które sam zainicjował, z sukcesem zapraszając znanych Polaków dyskutujących o niepodległości. Są spotkania w parafiach, biskupia gra na gitarze (przeplatana gestami słonia), dyskusje z ruchami kościelnymi zaangażowanymi w lokalny synod oraz liturgie, którym przewodniczył.

Są także obrazy unikalne, jak chociażby ten, gdy przed kilkoma tysiącami młodych ludzi biskup klęczał, prosząc o modlitwę przed rozpoczęciem wielkopostnych rekolekcji, jakie pierwszy raz zorganizowano na krytym stadionie. Dużo większa trudność pojawi się, gdy będziemy chcieli zagłębić się w treść kazań łódzkiego metropolity. To setki godzin, które jak się jednak okazuje, są słuchane regularnie. Wystarczy spojrzeć, ile osób odtwarza poszczególne filmy.

 

Abp Ryś i sposób działania

Wielokrotnie rozmawiając o nauczaniu łódzkiego pasterza, dostrzegałem sam w sobie pewien bunt. Dzieliłem się z tym z kilkoma osobami. W odróżnieniu bowiem od abp. Marka Jędraszewskiego, nie porusza on ważnych społecznie spraw dotyczących np. problemów światopoglądowych, jakie co pewien czas wracają do polskiej debaty.

Gdy jednak zapytałem abp. Grzegorza w trakcie jednej z rozmów o pewną kwestię, odpowiedział mi wprost. A nawet więcej, odpowiedział mi w sposób, który nadal we mnie rezonuje.

Patrząc na działania abp. Rysia i słuchając jego słów, można dostrzec ciekawe zjawisko. Po pierwsze, sięga on do głębi tego, co pewne, a więc do Pisma Świętego. To z niego potrafi wydobyć słowo, które zatrzymuje. Po drugie, wspomniane zatrzymanie wywołuje w nas zdziwienie, zaskoczenie. Arcybiskup potrafi zamilknąć w trakcie homilii i po pewnym czasie spytać: „Czujecie to? Czy w was to działa?”.

Następnie jest trzeci etap, wywołujący zmianę popartą świadomą refleksją. Jest to bardzo ciekawe. Grzegorz Ryś jest profesorem historii, a mówiąc do ludzi nie prowadzi wykładu. Gdy wspominał dzieci – ofiary obozu zagłady przy ul. Przemysłowej w Łodzi – nie rzucał datami z II wojny światowej. Uświadomił nam, że wielu z oprawców w ponurych mundurach było wychowankami wspólnot kościelnych. Część osób to oburzyło, choć odnosiło się do konkretnych faktów.

Biskup poszedł jednak dalej. To właśnie podobna gorzka nauka stała się podstawą do uświadomienia sobie, że samo chodzenie do kościoła nie jest w stanie mnie zmienić. Konieczne jest osobiste spotkanie, osobista relacja z Bogiem. Myślę, że tego typu postawa jest nie tylko ważna dla świeckich. Być może jeszcze bardziej trafia do duchownych.

 

Nawracamy duchownych

O. Adam Szustak w jednym ostatnich vlogów powiedział wprost, że abp Ryś jest dla niego wzorem kapłana, żyjącego bardzo prosto, żyjącego Ewangelią. Podobnie ks. Michał Misiak w trakcie programu „Dzień dobry TVN” stwierdził, ku zdziwieniu Piotra Kraśki i Kingi Rusin, że ma biskupa, który wchodzi w relację, nie tylko w trakcie kazania, ale również podczas wieczornego meczu ping ponga, na który potrafi zaprosić w zupełnie niespodziewany sposób.

Gdy kard. Jorge Bergoglio został wybrany papieżem, podobno wielu purpuratów było mocno zaskoczonych i zalęknionych: obawiali się konieczności zmiany stylu życia. Kard. Konrad Krajewski w wielu swoich wypowiedziach dotyczących miłosierdzia zwracał uwagę, że podobna zmiana w hierarchii następuje. Nie przez formalny nakaz lub zakaz, ale przez świadectwo.

Mam wrażenie, że w Łodzi dzieje się podobnie. W składzie kurii próżno szukać od roku rewolucji personalnej. Gdy jednak nocną porą dotarłem 1 listopada na cmentarz dla bezdomnych w Łodzi, obok naszego metropolity zobaczyłem połowę składu właśnie łódzkiej kurii, która koncelebrowała Eucharystię za tych, których ziemskie N.N. nie ma znaczenia: z imienia znani są Bogu samemu. Obok stało kilkanaście zakonnic.

To właśnie jedna z łódzkich sióstr opowiadała mi, że niedługo po ingresie abp Grzegorz niespodziewanie udał się do domu, w którym przebywają samotne matki. Jakiś czas później ochrzcił tam dziecko. Bez fajerwerków, ot tak, normalnie.

 

Nie psujmy go

Czytam ostatnio świetny wywiad Kasi Jabłońskiej z „Więzi” z ks. Janem Kaczkowskim. To ich ostatnia, książkowa rozmowa. Ks. Jan – ze znaną sobie urokliwą szczerością – stwierdza na początku rozmowy, że celowo stał się onkocelebrytą. Chce w ten sposób, by osoby, które umierają, spotkały się z godnym, społecznym zainteresowaniem.

Patrząc na niezwykłą aktywność nadal nowego łódzkiego metropolity, dochodzę coraz częściej do wniosku, że dla części osób stał się on także celebrytą. Znajoma opowiadała mi taką historię. Ostatnio niespodziewanie spotkała naszego metropolitę, wracając z dziećmi z wycieczki. Świetną atmosferę, jaka się wytworzyła między nimi a arcybiskupem, natychmiast zakłóciło dwóch księży, którzy pojawili się jak spod ziemi i zajęli rozmową znanego biskupa.

Przypomina to nieco pielgrzymki Jana Pawła II, na które ochoczo Polacy jeździli, często pomijając treści, jakie przekazywał im ten święty papież. Biskup Ryś jest bardzo konkretną osobą. Ma niesamowity dar. O rzeczach trudnych potrafi „gadać” w sposób bardzo prosty. Warto posłuchać tego gadania. Jest ono jednak niebezpieczne. Dotyczy Boga, który właśnie przez słowo potrafi nas zmieniać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail