Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Choroby dzieci – jak przetrwać trudny czas?

CHOROBA DZIECI
Shutterstock
Udostępnij

Jesień i zima dla wielu rodzin kojarzy się z najtrudniejszym sezonem – ciągłych chorób dzieci, zwłaszcza tych młodszych. Z punktu widzenia dziecka oznacza to osłabienie, ból oraz odizolowanie od rówieśników. Dodatkowy trud spada także na rodziców. Nieprzespane noce, „uwięzienie w domu”, działanie całej rodziny w trybie awaryjnym. Gdy dzieci chorują, wyczerpani są wszyscy. Co zrobić, by nie był to czas tak nadwyrężający, że ledwo żyjemy?

Debiut naszego synka w przedszkolu okazał się katastrofą. Nie to, żeby mu się nie podobało, bo podobało się bardzo. Przez pierwsze pięć dni. Potem nadszedł czas chorób przerywanych jedno- lub góra dwudniowymi wizytami w placówce, wieńczonych kilkoma tygodniami następujących po sobie chorób i antybiotykoterapii. Pamiętam, że już w tym miejscu byliśmy, gdy dwójka naszych starszych dzieci chodziła do przedszkola. Zostało ze mną wspomnienie koszmaru „wieków ciemnych”. Dziś jednak, w miarę mojego rozwoju jako mamy, zmienia się moje podejście. Myślę, że można sobie w tym czasie naprawdę pomóc.

 

Nie możesz zmienić? Zaakceptuj

Po pierwsze, pomaga akceptacja stanu rzeczy. Jednym z najbardziej wyzwalających momentów było dla mnie odkrycie, że w odróżnieniu od rozmaitych organizacji celem istnienia rodziny nie jest „efektywność”. Tu nie obowiązują zasady konkurencji, rywalizacji i skuteczności. Rodzina to miejsce, gdzie człowiek jest przyjęty takim, jakim jest i gdzie może liczyć na wsparcie, zwłaszcza gdy nie miewa się dobrze. Tu razem możemy szukać, co służy i pomaga każdemu z nas. Tu dla dobra wszystkich możemy i potrzebujemy zdrowieć z perfekcjonizmu i wyśrubowanych ambicji.

Rodzina to też takie cudowne miejsce, gdzie dopasowujemy krok – czyli rytm naszego życia – do najsłabszego, „najmniejszego” jej członka. Widać to jak na dłoni, gdy w domu pojawia się noworodek. Jasne, że niedojrzali rodzice nie przestają nawet wtedy imprezować i żyć, jakby nic się nie zmieniło. Jednak ludzie gotowi na zmianę i gotowi, by kochać, mimo pewnego trudu łatwiej skupiają uwagę na tym, kto jest najbardziej bezbronny i kto nie obejdzie się bez ich czułej obecności i troski.

Podobnie i choroba dziecka pokazuje naszej rodzinie realia, jakiego stylu życia możemy się teraz spodziewać. Akceptacja pomaga uporać się z uczuciem zawodu, że „nie tak miało być”. Z powodu chorób weryfikujemy część planów, rezygnujemy z części spraw, spotkań czy wyjazdów. I tak jest ok. W to miejsce pojawia się więcej przestrzeni dla nas samych.

Choroba to z jednej strony czas zwiększonej mobilizacji. W grafik wpisujemy inhalacje i podawanie lekarstw, zaopatrujemy się w bogate w witaminy produkty. To, że „coś” robimy, pozwala nie poddać się rezygnacji i uczuciu bezsilności.

 

Być bliżej siebie

Na drugim jednak biegunie trybu „walki z chorobą” znajduje się po prostu „bycie”. Możemy zwolnić tempo i być bliżej siebie. Może to być czas przytulania, czytania książek, rysowania, układania puzzli, żartów i leżenia na kanapie, gdy nie ma na nic sił. Zdecydowanie nie warto planować wtedy generalnych porządków, remanentów w szafach czy kolejnych pilnych, ale kompletnie nieważnych zadań, które jeszcze zwiększą presję. I choroba może być źródłem dobrych, ciepłych wspomnień – o ile spróbujemy przeżywać ją jako szansę, nie zaś tylko „zło konieczne”, od którego nie ma wyjścia.

 

Wspieraj siebie

Uświadamiam sobie też, jak mama bardzo w tym czasie nieprzespanych nocy i domowego szpitala potrzebuję zadbać o siebie. Jeśli spędzam czas głównie z chorymi dziećmi, potrzebuję także kiedyś wyjść z domu – by się dotlenić i zmienić choć na chwilę otoczenie. Naprawdę z pustego i Salomon nie naleje.

By okazywać chorującym dzieciom miłość i wsparcie, muszę znajdować sposoby na to, by wspierać samą siebie. Dobrą myślą i dobrym słowem („radzisz sobie dobrze w tej sytuacji”, „jest ci trudno, to sporo kosztuje”), a także czynem miłosierdzia wobec samej siebie. Naprawdę warto uczyć się prosić o pomoc w opiece nad chorym dzieckiem czy w załatwianiu rozmaitych spraw. I nie chodzi tylko o męża, który też może już ledwo ciągnąć. Szukajmy wokół nas ludzi, na których możemy liczyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail